Zapachy dla kobiet, które podziwiamy – Jej Wysokość Lawenda

Zapachy dla kobiet, które podziwiamy - Jej Wysokość Lawenda
Jeden kwiat, wiele charakterów. Lawenda jest jak ocean – uwięziona i dzika. Wrasta w żyzne ziemie oraz skaliste zbocza. Jest nieustępliwa w swojej sile. Tym również przypomina ocean, który z każdym uderzeniem fali przypomina więźnia grabiącego ziemię z miejsca niewoli.

Na przestrzeni blisko dwóch wieków, Guerlain wykrada z natury to, co najpiękniejsze, by oddać hołd czasom i kobietom, które przez lata były inspiracją dla dynastii perfumiarzy Maisone Guerlain. Jicky jako wspomnienie młodzieńczej miłości łączące tradycyjne perfumiarstwo z nowatorskim zastosowaniem syntetycznych składników. L’heure Bleue i Mitsouko zamknięte we flakony w stylu “art nouveau”, inspirowane kształtem kobiecych ramion a zwieńczone korkiem w kształcie odwróconego serca w sposób symboliczny stały się zapowiedzią i oznajmieniem końca I Wojny Światowej. W hołdzie dla tradycji i uwielbieniu niezwykłych kobiet, główny perfumiarz Guerlain, Thierry Wasser stworzył Mon Guerlain.

Zapachy dla kobiet, które podziwiamy

Kierując się słowami Jacques’a Guerlain: “zapachy tworzymy z myślą o kobietach, które podziwiamy”, Thierry Wasser zbudował olfaktoryczny portret współczesnej kobiety, która w niezwykły sposób łączy ze sobą siłę, wolność i wrażliwość. Mon Guerlain jest tak charakterystyczny jak odręczny podpis każdej kobiety, która go nosi. To niewidzialny tatuaż narysowany na skórze za pomocą, bogactwa akordów łączących się w kwiatowo-orientalny obraz. By on powstał Thierry Wasser połączył ze sobą najszlachetniejsze składniki, tak jak artysta łączący róże kolory tuszów dla stworzenia jedynego w swoim rodzaju tatuażu. Mon Guerlain to olfaktoryczny tatuaż, który łączy świetlistą Lawendę Carla ze szlachetnym Jaśminem Sambac i Wanilią Tahitensis, by zapadać w pamięci, tak jak Angelina Jolie, która jest jego ucieleśnieniem.

Nowa twarz kobiety

Serge Lutens. To nie kreator. To nie perfumiarz. To artysta, który swoją przygodę ze światem efemerycznego piękna rozpoczął w wieku 14 lat, by mając 21 zostać zatrudnionym we francuskim wydaniu Vogue. To właśnie jemu w roku 1967 dom mody Christian Dior zleca stworzenie pierwszej kolekcji makijażu. Tak jak Dior nadał kobiecie nową sylwetkę, tak Serge Lutens nada jej nową twarz. Ukoronowaniem wybitnych zdolności zawodowych, ponadprzeciętnego talentu i poczucia estetyki jest współpraca z Shiseido, gdzie przez kolejne dekady stworzy wizerunek kobiety łączącej zachodnią nowoczesność z dalekowschodnim poczuciem estetyki.

Sercem Gris Clair jest lawenda z Atlasu, o której mówi się, że nie jest piękna, ale zniesie wszystko, rosnąc na kamiennych, nieurodzajnych zboczach marokańskiego masywu. Dzięki temu lawenda w Gris Clair jest o wiele bardziej dominująca i intensywna w porównaniu do znanych zapachów z akordem tej rośliny.

Efekt ten został osiągnięty dzięki połączeniu jej z majestatyczną i szlachetną ambrą, która nadaje jej ciepłego, wręcz cielesnego charakteru. Dopełnieniem ody do lawendy jest fasola tonka, przywodząca na myśl Daleki Wschód oraz akcent irysa, który rozświetla kompozycję, dodając jej drapieżnego sznytu by z czasem przejść w intensywne skórzane nuty. Do stworzenia Gris Clair, Serge Lutens szukał inspiracji w górach Maroka oraz w starej arabskiej tradycji tworzenia perfum wyrafinowanych i niezwykle esencjonalnych, które nie pozostawiają nikogo obojętnym. Gris Clair warto potraktować jako bramę do zapachów Serge’a Lutensa, by móc się w niej zagłębić i pewnego dnia odnaleźć „własnego Serge’a”.

Mikołaj Typa