Wiedźmin w panteonie popkultury

Wiedźmin w panteonie popkultury
Akuszerem Wiedźmina był Maciej Parowski, wieloletni redaktor magazynu „Fantastyka”, na łamach którego w 1986 r. ukazało się pierwsze opowiadanie Sapkowskiego o Białym Wilku.

Już sześć lat później zachwycali się im czescy czytelnicy, którzy poznali go jako Zaklínača. Wówczas nikt jeszcze nie przypuszczał, że książki o Wiedźminie zostaną przełożone na 37 języków i ukażą się w 80 krajach, w łącznym nakładzie ponad 15 milionów egzemplarzy. W 1993 r. ukazał się pierwszy komiks o Wiedźminie, a w 2001 r. pierwszy film kinowy oraz pierwszy serial – oba w reżyserii Marka Brodzkiego. Trzeba jednak powiedzieć sobie otwarcie: to nie te adaptacje zadecydowały o rozpoznawalności marki na świecie.

„Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy…”. Dziś mówi się, że sukces przyniósł mu serial Netflixa. Jednak warto pamiętać, że na powstanie pierwszej polskiej globalnej franczyzy popkulturowej pracowały przez ponad trzy dekady całe zastępy twórców, z autorem oryginalnego tekstu – Andrzejem Sapkowskim – na czele.

Rok 2007 przyniósł przełom, dzięki któremu Geralt gra dziś w światowej lidze, konkurując z powodzeniem z tytułami takimi, jak „Gra o Tron” czy „Gwiezdne Wojny”. To wtedy ukazał się pierwszy przekład Wiedźmina na język angielski i pierwsza odsłona gry wideo wyprodukowanej przez polskie studio CD Projekt Red. W kolejnych latach w gry osadzone w uniwersum „Witchera” zagrało ponad 40 milionów graczy, co spowodowało lawinowy wzrost zainteresowania prozą Andrzeja Sapkowskiego, który ma szansę wyprzedzić wkrótce najpopularniejszego jak dotąd za granicą polskiego pisarza, Stanisława Lema (przekłady na 45 języków). Realizacja filmu lub serialu z hollywoodzkim budżetem była więc tylko kwestią czasu.

Wiosną 2017 r. nominowany do Oskara polski reżyser, Tomasz Bagiński ogłosił transfer praw do Wiedźmina i rozpoczęcie współpracy z Netflixem. W kwietniu kolejnego roku internet obiegło zdjęcie Andrzeja Sapkowskiego stukającego się kieliszkami z Lauren S. Hissrich, scenarzystką serialu „The Witcher”, który w tym czasie był już w zaawansowanej fazie produkcji. Rolę Geralta z Rivii otrzymał Henry Cavill, zadeklarowany fan serii gier o Wiedźminie. Pozostałych członków obsady ujawniano stopniowo niemal do końca prac nad produkcją serialu. W większości zostali oni dobrze przyjęci przez widzów. Ulubieńcem polskiej publiczności stał się Joey Batey, odtwarzający rolę trubadura Jaskra.

Szybko pojawiły się też głosy krytyki: scenarzystce wyrzucano zagmatwaną chronologię opowieści, zaś scenografom i rekwizytorom – tandetne kostiumy. Również efekty specjalne były zrealizowane bardzo nierówno. Widzom wychowanym na prozie Andrzeja Sapkowskiego mogły przeszkadzać odstępstwa od fabuły powieści i zróżnicowana etnicznie obsada. Z mojego punktu widzenia to nie kolor skóry, a umiejętności aktorskie decydują o trafności castingu. Warto przy tym przyjrzeć się uważniej postaciom drugoplanowym. Anna Shaffer rzeczywiście wypada słabo w roli Triss Merigold, ale już Emma Appleton jako Renfri czy Jodhi May wcielająca się w królową Calanthe to prawdziwe objawienia.

Osobiście nie mam nabożnego stosunku do literackiego pierwowzoru, więc oglądając serial Netflixa bawiłem się doskonale. Wygląda na to, że podobnie postąpiła większość widzów na całym świecie. W serwisie Rotten Tomatoes pierwszy sezon otrzymał ocenę 92%. Nagrana w kilkunastu wersjach językowych piosenka „Grosza daj Wiedźminowi” jest już samodzielnym memem, którego ilość odsłon na YouTube idzie w miliony, a ilość coverów w tysiące. Tweetował o niej nawet sam Elon Musk. Entuzjazm budzą także współczesne wątki wplecione w fabułę opowieści o Wiedźminie: emancypacja kobiet, rasizm, ksenofobia i relacje człowieka z naturą. Choć Sapkowski sięgnął po nie 33 lata temu, to dziś są nadal zaskakująco aktualne.

Odkładając na bok dyskusje o słabych i mocnych stronach serialu Netflixa trzeba przyznać, że Wiedźmin wszedł dzięki niemu do światowego panteonu najpopularniejszych bohaterów popkultury. Podobnie jak wcześniej Don Kichot, Sherlock Holmes, Tarzan, Batman, Hellboy i dziesiątki innych postaci, Wiedźmin jest dziś i zapewne nadal będzie reinterpretowany w różnych mediach – czy nam się to podoba, czy nie. Mnie się podoba.

Artur Wabik