W teatrze już nikt nie kaszle

W teatrze już nikt nie kaszle

W teatrze już nikt nie kaszle. O tym, że teatry są obecnie jednymi z najbezpieczniejszych miejsc rozmawiamy z Krzysztofem Głuchowskim, Dyrektorem Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.
Rozmawia Edyta Sotowska – Śmiłek

Edyta Sotowska – Śmiłek [ES]: Ostatnie miesiące przyniosły kryzys na wielu płaszczyznach naszego życia – ekonomiczny, społeczny, edukacyjny. Okazały się także ciemnym czasem dla twórców. Jak ten okres znieśli ludzie teatru?

Krzysztof Głuchowski [KG]:Ludzie teatru są dosyć twardzi. Równocześnie posiadają bardzo dużą wrażliwość – wszystkie uczucia mają na wierzchu. Dlatego z jednej strony doświadczenie izolacji było bardzo trudne, z drugiej widzę, że wszyscy wytrzymali, dali radę. Obok wielu innych branż, jak turystyka czy gastronomia właśnie ludzie kultury w sposób szczególny zostali dotknięci pandemią. Właściwie z dnia na dzień stracili możliwość pracy, a tym samym dochodów. Nie został im dany żaden wybór, żadna alternatywa. Przyznam – dla mnie to był również niełatwy okres. Przez pierwsze dwa miesiące nieustannie miałem do czynienia z całą masą ludzkich tragedii – nie tylko ludzi pracujących na etatach, ale także wszystkich, którzy są freelancerami i pracują wokół teatru. Widzieliśmy co się dzieje w całym naszym otoczeniu i nie był to optymistyczny obraz. Jednocześnie też odczuwaliśmy, że teatry w tym okresie są jedynymi z ważniejszych kulturotwórczych miejsc – łączą ludzi, integrują, dają nadzieję.

Dlaczego dziś potrzebujemy teatru i twórców?
[KG]Właściwie teatr istnieje tak długo jak nasza cywilizacja. Pamiętam teatr w Syrakuzach, jeden z najstarszych w Europie.  Do dzisiaj stoi i do dzisiaj odbywają się w nim spektakle. Teatr przetrwał wiele zawirowań dziejowych i zawsze był potrzebny. Nie jest masowy, ale ma bardzo dużą siłę oddziaływania. Mam poczucie, że zwłaszcza teraz, kiedy na nowo otworzyliśmy sceny – jesteśmy miejscem, gdzie możemy coś przeżywać, dzielić się emocjami, odczuwać wspólnotę. W Krakowie mamy wiele świetnych scen, wspaniałych twórców.  Teatry zawsze były pulsem tego miasta. Teatr jest potrzebny, ponieważ stymuluje, próbuje stawiać pytania nie zawsze wygodne, nie zawsze takie, które chcielibyśmy usłyszeć. Otwiera drogę do refleksji, wzruszenia, radości. To są wszystko te uczucia, których teraz bardzo potrzebujemy. Obecnie bardziej niż teatru, który nas ustawia i krytykuje, potrzebujemy takiego, który jest nas dotyka, jest blisko i dostrzega, co jest dla nas ważne.
Jak odbierasz opinie – czas skupienia się na sobie, bliskich, zwolnienia tempa?
[KG]Niewątpliwie jako zbiorowość wszyscy zwolniliśmy, choć ja, osobiście mam zgoła odmienne doświadczenia.  W okresie pandemii miałem trzy razy więcej pracy niż normalnie… przez pewien czas byłem jedynym pracownikiem, który przychodził do pracy. Ilość spraw, które miałem do załatwienia i ilość rozmów telefonicznych, które musiałem przeprowadzić była tak wielka, że domownicy kompletnie by ze mną oszaleli. A w teatrze i tak nikogo nie było, zatem siedziałem tam praktycznie od rana do wieczora. Spowolnienie spowodowało kilka rzeczy. Po pierwsze – zaczęliśmy spędzać więcej czasu z bliskimi, co dla jednych było fascynującym przeżyciem, dla innych niestety nie zawsze okazało się czymś dobrym. Musieliśmy nauczyć się żyć ze sobą na nowo. Właściwie jest to jeden z tematów spektakli w tym sezonie. Nazwaliśmy ten sezon Nowy Świati postanowiliśmy badać sytuacje, które są dla nas nowe. Nie mówimy tutaj o nowych odkryciach, technologiach, o mitycznym oczekiwaniu na cudowne panaceum czy cudowną szczepionkę, tylko o tym, czego doświadczamy.
Jak to było z tym Końcem świata? Czy było warto igrać z losem?
[KG]Rzeczywiście, wszyscy mówią, że wykrakaliśmy. Rok temu, we wrześniu rozpoczęliśmy słynny pandemiczny sezon, od nazwy Koniec Świata. Większość tytułów tego dotyczyła – dotykała zarówno naszych lęków, jak i życia pozbawionego lęków. Dotyczyła obłędu ludzkości, która nie zwraca uwagi na to, że koniec świata jest bliski i z uporem ku niemu zmierza. W różnych aspektach. Skoro rośnie zanieczyszczenie, spożycie, to nie dzieje się samo. My się do tego przykładamy – najczęściej świadomie, wiedząc i niejednokrotnie dyskutując na ten temat. Nie zmieniamy jednak stylu życia, nie słuchamy pojedynczych osób. Taka była przewodnia myśl tamtego sezonu. Nie spodziewaliśmy się, że weryfikacja nadejdzie tak szybko. Nie było przecież naszą intencją, żeby w trakcie sezonu coś nagle zrobiło „bum” i dokładnie nam pokazało, jak krucha jest nasza cywilizacja, jak wiotkie są relacje, nie tylko międzyludzkie, ale też międzypaństwowe, a ludzkość niepozbierana, samotna i bezradna. Jak zbiorowość nie potrafi podjąć najbardziej racjonalnych decyzji, czy też dopuścić do głosu ludzi, którzy cokolwiek potrafią i na czymkolwiek się znają. To widać po pandemii, która odsłoniła nam bezmiar chaosu jaki panuje na całym świecie. To jest coś, co teatr naturalnie obserwuje. Dlatego postanowiliśmy obecny sezon nazwać Nowy Świat. My nie chcemy recenzować nowych sytuacji, w których ludzkość nie potrafi się odnaleźć. Wystarczy, że wszyscy odczuwamy je na własnej skórze. Po prostu chcemy odnaleźć pozytywne wartości i nimi się podzielić. Być może jest to czas, w którym powinniśmy się zwrócić w stronę tradycyjnych wartości. Mówię tradycyjnychz przekąsem, bo chodzi mi o takie jak miłość, prawda, lojalność. Obecnie świat tego potrzebuje i tego potrzebują nasi widzowie. Ludzie, mówiąc dość kolokwialnie, zostali mocno przejechaniprzez sytuację pandemiczną. Myślę, że to nie jest koniec. Jesteśmy na początku słynnego powiedzenia z Gry o Tron, czyli winter is comingi dlatego powinniśmy patrzyć na świat jaśniej. Stąd nowy sezon nie jest sezonem o tytule opresyjnym, tylko o tytule niosącym nadzieję.  Nowy Świat.

 

Czy Nowy Świat- to próba zaklinania rzeczywistości?

[KG]My przede wszystkim w tym naszym Nowym Świeciezajmiemy się własną odpowiedzialnością. Wszystkie nasze spektakle w pewnym sensie będą mówić o małej, ale jednak osobistej odpowiedzialności.

Jesteśmy po pierwszych premierach. Co one niosą?

[KG]W Jedzonko Katarzyna Szyngiera, Mirek Wlekły i Marcin Napiórkowski pokazują, że od naszych prywatnych wyborów, naszej świadomości i tego, czy wiemy co jemy zależą losy świata. My, a nie globalne organizacje, decydujemy o przyszłości ludzkości – na przykład chodząc codziennie do supermarketu. To samo dotyczy spektaklu LudwiczekRafała Szumskiego i Daniela Malchara. To wspaniała kreacja, krótka impresja na temat jednego z największych geniuszy muzycznych Ludwiga van Beethovena, o którym wiemy przede wszystkim, że był w pewnym momencie kompletnie głuchy, jakbyśmy dziś poprawnie powiedzieli niepełnosprawny, a do czego nie chciał się przyznać. To spektakl o tym, że sami decydujemy, że zostaliśmy pozbawieni prawa do ciszy.

Jakie światy w tym sezonie zespół Teatru Słowackiego nam jeszcze pokaże, czym się z widzami podzieli?

[KG]: Później będziemy mówić o kryzysie mężczyzny. W spektaklach, takich jak Ameri CaneMirka Kaczmarka – to kryzys mężczyzny po pięćdziesiątce, jego samotność, nieumiejętność poradzenia sobie z życiem. Natomiast kryzys mężczyzny w rodziniezobaczymy uSzymona Kaczmarka na podstawie Garcii w monodramie Marcina Kalisza  Agamemnon. Odniesień do mitologii będziemy mieć w tym sezonie więcej. Szykujemy debiut obiecującego reżysera Jana Jelińskiego, który zatytułowany jest Boginiei wprost odwołuje się do mitologii greckiej.  Jeśli tylko wnikliwiej się przyjrzeć znajdziemy tam zapis naszej rzeczywistości. Nagle okazuje się, że bogowie, boginie, nimfy są nam bliżsi niż się wydaje. Tego samego, ale już bardziej pozytywnie, będziemy szukać w wielkim sporze wielkich rodów, czyli naszej operze narodowej, jak jest określany Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale Jana Stefaniego i Wojciecha Bogusławskiego. To będzie zupełnie nowe i dla wielu zaskakujące odczytanie tego utworu przez Cezarego Tomaszewskiego, z zupełnie nową aranżacją muzyczną Tomasza Leszczyńskiego. To będzie musical – show z rozmachem właściwym temu gatunkowi. Poszukamy możliwości zgody narodowej pomiędzy odwiecznie zwaśnionymi plemionami krakowiaków i górali, czy też jak chce mówić Cezary plemionami kowbojów i Indian. To będzie ukłon i zwrócenie się ku naszej niedocenianej kulturze ludowej, która z jednej strony jest poddawana intensywnej obróbce marketingowej, z drugiej zaś zbytnio trywializowana. Następnie zajmiemy się tym, co jest bardzo bolesne, czyli problemami wykluczenia młodych ludzi. Takiego niemądrego naśladownictwa głupich zabaw dorosłych. Będzie to prapremiera  kanadyjskiego dramatopisarza Jordana Tannahillana scenie Domu Machin Spóźnione odwiedzinyw reżyserii Iwony Kępy. Sztuka bardzo podobna do schematu uprawianego wcześniej przez innych, świetnych dramatopisarzy, czyli dwa małżeństwa spotykają się na kolacji, by rozwiązać problem z dziećmi. Jednak tutaj chodzi o dużo tragiczniejszy i zdecydowanie nierozwiązywalny problem. Sztuka ta jest o wybaczeniu i nadziei. Kolejnym projektem będzie Tysiąc nocy i Jedna Wojtka Farugi i Magdy Fertacz, w którym przyjrzymy się wydarzeniom rewolucji islamskiej z 1979 roku przez pryzmat starych perskich opowieści.Zgoła inny w klimacie będzie spektakl  O dwóch doktorach i jednej pacjentce czyli seks, władza i medycyna napisany specjalnie dla naszych aktorów przez Macieja Wojtyszkę. Potem spotkamy się na Scenie MOS z prapremierą Zimowli Dominiki Słowik. Książka, która otrzymała w zeszłym roku Paszport Polityki to wspaniały przykład cudownej literatury realizmu magicznego. Reżyseruje Kuba Roszkowski, muzykę przygotuje Artur Rojek. Wraca do nas Wojtek Klemm ze sztuką koreańskiego autora mieszkającego na stałe w Berlinie Bonna Parka Powarkiwania drogi mlecznej. To jest kolejna sztuka, która stara się zwrócić uwagę na chaos i nieprawdopodobną kakofonię znaczeń, które zewsząd nas atakują. Robi to jednak w taki sposób, że zanosimy się ze śmiechu do momentu, w którym zaczynamy sobie uświadamiać, że sami jesteśmy na scenie. Na zakończenie sezonu przygotujemy podsumowanie wyjątkowego projektu Piotra Augustyniaka i Bartosza Szydłowskiego, jakim jest Sztuka Myślenia. Już sam tytuł mówi o naszej tęsknocie za tym, co coraz rzadsze, a ciągle kluczowe. Ten projekt jest fenomenalnym zjawiskiem, gdzie publiczność najpierw uczestniczy w performansie, następnie odbywa się wykład ze znamienitymi gośćmi, mistrzami swoich dziedzin, zwieńczony dyskusją z publicznością. W tym sezonie mamy też prezent dla najmłodszej publiczności. We współpracy z Narodowym Bankiem Polskim przygotowujemy artystyczne wydarzenie bez precedensu. Już w połowie października na scenie w pięknych, historycznych wnętrzach NBP przy ul. Basztowej przedstawimy projekt Magdaleny Miklasz i Maćka Podstawnego Piotruś Pan i Jakub Hak na podstawie Jamesa Barriego. Będzie to spektakl typowo rodzinny. Co ciekawe, będzie połączony z warsztatami edukacji ekonomicznej dla dzieci. Zatem będzie to projekt o wartości i wartościach.

Co ciekawego, co nowego powiecie o człowieku? Czy widz zobaczy tam siebie samego?

[KG]My zawsze opowiadamy o człowieku, a raczej jesteśmy odbiciem. Staramy się dostrzec to, co w codziennym pędzie nam umyka. Tym zajmuje się teatr i oczywiście chcę tu podkreślić, że teatr musi istnieć, ponieważ jest to jedyne miejsce, w którym można przeżyć coś jeden niepowtarzalny raz. Doznać wzruszenia albo radości albo katharsis albo nawet znudzenia. Niemniej jednak są to bodźce, które nie dostarczy żadne inne medium, jeśli oczywiście chodzi o tzw.  podnietę intelektualną.

Wracajmy do teatrów – chcę zachęcić wszystkich, ponieważ uważam i nie jestem w tym przekonaniu odosobniony – teatry są prawdopodobnie najbezpieczniejszymi miejscami w zestawieniu z wszystkimi innymi miejscami publicznymi. Posiadamy liczne zabezpieczenia, widz przychodzi do nas tylko po to, żeby zobaczyć sztukę. Nie zna ludzi, z którymi się styka, nie wymienia z nimi rozmów, nie dyskutuje w teatrze, nie wchodzi w międzyludzką, fizyczną interakcję. Nie je, nie baluje, nie świętuje, nie pije alkoholu. Ogląda sztukę w określonym czasie i wychodzi. Dlatego pomimo tego, że ciągle posiadamy ograniczenia, że wszyscy musimy siedzieć w maskach na ograniczonej widowni, to jesteśmy zdecydowanie najbezpieczniejszym miejscem. Myślę, że logiczne myślenie, a właściwie podchodzenie do zaistniałej sytuacji ze zdrowym rozsądkiem i z zachowaniem oczywiście bezpieczeństwa, wyjdzie nam wszystkim na zdrowie.

Krzysztof Głuchowski, człowiek kultury, kurator wystaw, producent teatralny, filmowy i telewizyjny, współorganizator festiwali filmowych, muzycznych i teatralnych. Dyrektor instytucji kultury – wcześniej Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, a od 2016 roku Dyrektor Teatru w Krakowie. Mąż aktorki Narodowego Starego Teatru Iwony Budner, ojciec dorosłego syna.

 

Więcej od loungemag

Targi Polfash Bramee: Gdańsk

Zakupy u polskich marek i projektantów, wywiady, które poprowadzi Łukasz Jakóbiak z 20m2, zakupy z Mają...
WIĘCEJ