Volvo S/V 60- cichy zabójca

Przekręcamy kluczyk… eeee, w sensie wkładamy kluczyk w dziurkę i wciskamy przycisk start. I? I jest dobrze, przynajmniej z tyłu, skąd do uszu dochodzi drapieżny dźwięk. Żadnych elektronicznych wspomagaczy, żadnych głośników – czysta poezja ukryta w czeluściach dwóch rur wydechowych. Jazda w standardowym trybie jest wystarczająco udekorowana dźwiękiem, ale ten dekor jest bardzo wysublimowany. Ciche pomrukiwania, basowe kopnięcia przy zmianie biegów słyszalne są raczej dopiero po otwarciu okna. Przełączenie ustawień auta w tryb sport lub sport + (pierwszy tryb włączamy przestawiając dźwignię skrzyni biegów w lewo, + to dodatkowo dwukrotne kliknięcie łopatką) mocno podkręca hałas, jaki generuje V60 Polestar, ale słyszalne jest to nadal przede wszystkim na zewnątrz. Kierowca i pasażerowie są na szczęście od tego dźwięku porządnie dystansowani (co nie znaczy, że nic nie słyszą) – piszę na szczęście, bo nie znoszę niskich, stałych dźwięków, przez co nie mógłbym np. jeździć na co dzień Focusem RSem.

Volvo S/V 60- cichy zabójca Volvo S/V 60- cichy zabójca 1

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy posłuchamy pracy silnika. Tu niestety duże rozczarowanie. 2-litrowa, wspomagana przez turbinę i kompresor jednostka brzmi bardzo zwyczajnie – zupełnie jak 140-konny dwulitrowiec. No ale taka jest magia downsizingu. Coś za coś i tę gorzką pigułkę należy przełknąć. A piszę gorzką, bo w 3-litrowym Polestarze wrażenia dźwiękowe, także spod maski, są na zupełnie innym poziomie.

To, co jest wadą tego silnika, jest jednocześnie jego zaletą. Wzbogacony o 17 KM czterocylindrowiec niesamowicie dobrze radzi sobie z tą budą. Osiągi są kosmiczne, a ilość mocy pod butem wydaje się cały czas przybywać. Fantastyczny napęd na cztery koła oraz mocno utwardzone zawieszenie z układem kierowniczym ostrym jak brzytwa nie pozostawiają złudzeń z jakim autem mamy do czynienia. Kierownicą kręci się wyraźnym oporem przez cały czas, a działanie zawieszenia na dziurawych drogach można porównać do amortyzacji wozu drabiniastego – czuć każdą niedoskonałość jezdni. Ale o to właśnie tutaj chodzi! Ale jednocześnie tym autem jeździ się bardzo łatwo i w sumie każdy kierowca, który się odważy, będzie w stanie jeździć szybko V60 Polestar. Poza odwagą musi się jednak wyposażyć też w gruby portfel. 20 litrów w mieście to wcale nie koniec możliwości, choć realnie da się zamknąć w 11-12 litrach/100 km. Volvo S/V 60- cichy zabójca Volvo S/V 60- cichy zabójca 2

Wspomniane 367 KM trafia tu na 8-biegową skrzynię biegów, która w żaden sposób nie psuje dziecinnej radości. Poprzednik miał 6-biegów, 350 KM i rzędowy, 6-cylindrowy silnik o pojemności 3 litrów, który brzmiał lepiej, ale w tym V60 czuć o wiele więcej prosportowej euforii. Więcej dzikości, jeśli wiecie o co mi chodzi. Szkoda tylko, że ta dzikość nie rozpala zmysłów z taką mocą, jak robił to poprzednik. Paradoks, prawda?

Mam wrażenie, że odchudzając V60, ładując mu pod maskę silnik czterocylindrowy, inżynierowie Polestar wyrwali serce temu autu. Zrobili z niego idealnego cyborga. Poprzedni Polestar był nieco wolniejszy, trochę mniej pewny w zakrętach, ale… miał w sobie ten pierwiastek za który kochamy tego typu auta.Volvo S/V 60- cichy zabójca Volvo S/V 60- cichy zabójca 3

I tak naprawdę jeżdżąc nowym Polestarem przez kilka dni zadawałem sobie wciąż jedno pytanie. Po co został stworzony? W końcu to rodzinne kombi, w którym rodzina wcale dobrze nie będzie się czuła – auto jest potwornie twarde. Właśnie KOMBI, czyli teoretycznie auto całkowicie niekojarzące się ze sportem. I wiecie co? Choć moim marzeniem nadal pozostaje V/S 60 CC D4 z 2.4-litrowym dieslem o mocy 190 KM (ostatni taki silnik Volvo wciąż w ofercie) to V60 Polestar pozostanie dla mnie samochodem dla kogoś, kto z łatwością wyda przeszło 300 tys. zł za samochód, za którym nikt nie obejrzy się jak za wspomnianym Focusem RS. Kogoś, kto pogodzi się, że jego kombi ma identyczne osiągi jak wspomniany Ford. Kogoś, kto będzie miał to gdzieś i z rękoma na świetnie leżącej kierownicy i uśmiechem na ustach będzie przemierzał kolejne kilometry polskich kolein – z deską do windsurfingu na dachu. Nie ma sensu kupować kredensu? Jest! Ale poprzednik mimo wszystko kiedyś będzie droższy!

Adam Gieras

www.motopodprad.pl

Written By
More from loungemag
Kto robi dobrą minę do złej gry? [wywiad]
Mery Spolsky opowiada Pawłowi Gzylowi o nowym albumie – „Dekalog Spolsky” Skąd pomysł,...
Więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *