Trzeba przyjąć pewien punkt widzenia [Michał Massa Mąsior]

Po dwumiesięcznych wycieczkach polityczno-kościelnych wracam do głównego tematu mojej rubryki w Lounge Magazynie. Postaram się w tym miesiącu nie zrzędzić i niezbyt daleko odchodzić od sedna. Polityka, jaka jest, każdy widzi, a my mamy już listopad, późną jesień. Sól pór roku.

Przeszywające zimno, wilgoć, deszczowe dni. Wstajesz – ciemno, wracasz z pracy – ciemno. Przed depresją chronią ćwiczenia fizyczne albo alkohol – nie zawsze bezpiecznie. W końcu też jest depresantem. Część z nas w związku z tym garściami łyka antydepresanty. Myślimy – byle do świąt, po których jeszcze trochę mrozu i będzie wiosna. Można też poświęcić czas pasji.  Moją jest fotografia, spróbuję zatem opowiedzieć o tym, co według mnie jest najpiękniejsze w zdjęciach.

 

Bardzo lubię wypowiadać tę kwestię: fotografia kłamie.

Jeszcze piękniejsze jest to, że każdy może kłamać po swojemu. Niby mówimy o fotografii dokumentalnej, która zmienia bieg historii. Wszak od kiedy w ręce fotografów trafił sprzęt pozwalający się z nim łatwo przemieszczać, czyli już ponad sto lat temu, medium fotograficzne mogło wpływać na świat. Zmieniać jego losy. Dokumentaliści wybierali się wówczas w odległe tereny. Wyruszyli fotografować ludzką krzywdę, wojny, wyzyskiwanie, pracujące dzieci, choroby i wiele innych trudnych tematów.

Tu pełna zgoda, mam wiele szacunku do wszystkich, którzy z mniejszym bądź większym narażeniem życia szukali krzywdy, by poruszyć serca i sumienie innych. Każda prawda jest jednak opowiedziana przez filtr fotografa, który rozumie i patrzy na świat w swój własny sposób.

 

Zastanówmy się nad istotą fotografii.

Warto zaznaczyć, że zdjęcie to zarejestrowany pewien wycinek czasu. Zwykle bardzo krótki, w którym zapisuje się obraz zawarty w prostokątnym lub kwadratowym kadrze. Fotografia pozwala pokazać to, co chcemy. Albo schować to, co naszym zdaniem jest mniej ważne. Innymi słowy, robiąc zdjęcia, zdarza się nam nie mówić całej prawdy. Albo zwyczajnie ją przeinaczać.

 

Pięknem fotografii jest również fakt, że wszystko jest fotografowalne.

Każdy może wybrać swój osobny temat i sfotografować go w swój jedyny sposób. Celowo naśmiewam się z modnych fotek w mediach społecznościowych. Wielu się tym trendom poddaje, a przecież fotografia nie jest tylko o hedonizmie i konsumpcjonizmie. A już na pewno nie jest tylko o pięknie.

 

Każdy jest fotografem.

W dzisiejszych czasach nie trzeba już nawet znać w pełni obsługi aparatu fotograficznego. Można wybrać taki, który pracuje w sposób automatyczny. A mimo to nadal zawierać na swoich fotografiach interesujące zdarzenia, ciekawe sytuacje albo inne elementy przyciągające oko widza. Imponuje mi kreatywność wielu twórców.

Często pozornie proste obrazy przełożone wprost na papier fotograficzny, które przywołują myśl – no jasne, wielokrotnie to widziałem, ale jednocześnie nie wpadłem na pomysł, by to uwiecznić. Ostatnio często wracam do zdjęć Ralpha Gibsona. Przy wielu jego fotografiach przypominają mi się moje obserwacje świata, kiedy byłem dzieckiem.

Coś, obok czego dzisiaj przechodzę obojętnie, kiedyś potrafiło zajmować moją głowę na dłuższy czas. To właśnie na nowo odkrywam przez fotografie Gibsona. Uwielbiam takie podróże do głębokich zakamarków mózgu.

 

Zacząłem od kłamstwa w fotografii, a zakończę, że nie ma w niej jednej prawdy.

Zarówno po stronie technicznych rozwiązań, bo w końcu z każdą jedną regułą można zerwać, mając ku temu powód, tak i w przekazie trudno o jedną prawdę. Posłużę się nazwiskiem Andreasa Gursky’ego, którego fotografia wywodzi się z dokumentu. W rzeczywistości jednak często operuje zmontowanym lub mocno zmienionym w Photoshopie zdjęciem. Gursky patrzy przede wszystkim na obraz i dba o to, by poszczególne elementy dobrze się w nim komponowały.

Subiektywny dokument, jak mówi się o zdjęciach niemieckiego artysty, nie ma na celu pokazywać świata w sposób w pełni prawdziwy, a bardziej do niego nawiązywać. Znany wszystkim Banksy, który co prawda fotografem nie jest, wychodzi z założenia, że artysta musi się opowiedzieć, po jakiej stronie konfliktu jest.

Jego Walled Off Hotel w Betlejem to miejsce, w którym artysta postanowił wyrazić swoją opinię na temat agresji Izraela wobec Palestyńczyków. Bez wątpienia tak jest, jednak historia tych terenów i stosunków palestynsko-żydowskich jest o wiele bardziej skomplikowana, niż tylko punkt widzenia Banksy’ego. I nie chcę  w żaden sposób oceniać.

Jestem zdania, że trzeba przyjąć pewien punkt widzenia. Mieć swoją opinię i stanąć po którejś ze stron. Staram się pokazać, że zwykle świat nie jest jednak w pełni czarno-biały. To wszystko sprawia, że sztuka, razem z moją ulubioną fotografią, mają wielki wpływ na świat, który jest zróżnicowany i nie kończy się wraz z zamknięciem Instagrama.

 

Michał Massa Mąsior