To oni fotografowali największe gwiazdy rocka i świetnie się przy tym bawili. Historia Trójkąta Londyńskiego

To oni fotografowali największe gwiazdy rocka i świetnie się przy tym bawili. Historia Trójkąta Londyńskiego
fot;© Arnold Newman / Getty Images, żródłowww.npg.org.uk

Zanim wtargnęli na londyńskie salony, statystyczny angielski fotograf był spokojnym dżentelmenem w trzyczęściowym garniturze. Modelki przyjmowały wystudiowane pozy niczym porcelanowe laleczki (obowiązkowo na półce mieszczańskiego salonu). Kiedy Beatlesi i Rolling Stonesi podbijali świat i wcielali w życie to, co nazywa się „swingującymi latami 60.”, pojawiło się trzech młodych fotografów, których styl i temperament były w stanie ogarnąć całą tę rock & rollową gorączkę. Brian Duffy, David Bailey i Terence Donovan mieli w sobie to coś, dzięki czemu nie tylko udokumentowali swoją epokę, ale stali się taki samymi gwiazdami, jak te, które fotografowali; stali się brygadą do zadań specjalnych. I świetnie się bawili.
Brian Duffy

Dziś ikonami są modelki, widzimy je wszędzie, znamy setki ich portretów, czasami nie wiedząc, kto za nimi stoi. Jeszcze czterdzieści kilka lat temu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. To fotograf był guru, do którego modelki pielgrzymowały zaopatrzone w swoje własne ciuchy, kosmetyki, biżuterię i wszystko to, co było potrzebne do sesji. Nie bez przyczyny naszych fotografów nazwano „Modelmakers”. Tak przynajmniej wspomina to aktorka i modelka Joanna Lumley w dokumencie o Duffy’m pod wymownym tytułem The man who shot the sixties. Również z tego obrazu dowiadujemy się, jak wyglądało „atelier” takiego fotografa. Była to najczęściej część domu, garaż bądź coś równie niepozornego, gdzie piło się dużo alkoholu a podłogi używało jako wielkiej, zbiorowej popielniczki. Czasem wpadał tam John Lennon, czasem Michael Caine czy Jane Birkin. Wśród osób portretowanych przez Duffy’ego znajdujemy i Black Sabbath, i brytyjskiego premiera Harolda Wilsona. Podobno w studiu zawsze kręciła się spora grupka dzieci, które Duffy zwał goblinami. Sam wcześnie został ojcem (zresztą gdyby nie to, nie zagrzałby miejsca w londyńskim towarzystwie, tylko przyjął kontrakt u Balenciagi w Paryżu) i bardzo chętnie zapraszał na sesje gwiazdy z ich maluchami. Przyprowadź swojego goblina! – mówił.

David Bailey

O życiu Davida Baileya dowiadujemy się sporo z filmu Michelangelo Antonioniego „Powiększenie” (1966), którego główny bohater, playboy i dekadent (w tej roli: David Hemmings), ma być mocno wzorowany na Baileyu. Na pewno znajdujemy tu potwierdzenie pewnego powiedzonka, które krążyło po Londynie: David Bailey makes love daily. Po latach Bailey przyznał, że ten film nie zrobił mu najlepszego PR – u.

Bailey pokochał ruchome obrazki (i nieruchome też) już jako mały chłopiec. Wtedy właśnie często był wysyłany do kina, bo kosztowało to mniej niż ogrzanie domu w chłodne wieczory. A że trwała właśnie wojna, to mały David sądził, że to naziści zabili mamusię jelonka Bambi.

Terence Donovan

Trzecim członkiem Black Trinity (jak nazwał ich Norman Parkinson) był Terence Donovan. O jego życiu wiemy chyba najmniej. Podobno był niezłym dżudoką, co pozwala nam ze spokojem zaliczyć go do brygady specjalnej, nie wnikając w szczegóły życiorysu.


Ponieważ trudno o coś nudniejszego niż opowiadanie o fotografach bez pokazywania zdjęć, przejdę teraz do zaprezentowania kilku – moim zdaniem – najciekawszych prac Trójkąta Londyńskiego.

Duffy zazwyczaj realizował proste formy, jak widzimy na załączonym obrazku, ale zdarzały mu się też niezłe odloty. Poniżej okładka płyty Davida Bowie Aladdin Sane (1973), niektórzy twierdzą, że lepsza od zawartości.

zródło:www.duffyphotographer.com/iconicphotos.files.wordpress.com

 

Wtedy Bowie nie był jeszcze wielką gwiazdą, tylko – jak mówi Duffy – zwykłym kolesiem, który lubił się przebierać. Okładka wraz z zawartością przeszła do legendy popkultury i doczekała się nawet kilku „coverów”.

Bailey

Spośród zdjęć Baileya wybieram dwa, które zasługują na szczególną uwagę również dlatego, że nie można ich oglądać oddzielnie. Tzn. można, ale wtedy otrzymujemy tylko połowę historii, a tu chodzi o to, by złączyć dwie połówki jabłka. Oto one:

 

John Lennon i Paul McCartney (1965) spoglądają w przeciwnych kierunkach, widać, że znowu się pokłócili albo mają ciche dni. Paul – jak zwykle – z miną chłopca z dobrego domu, John w pozie zdradzającej jego buntowniczy charakter (Fot. 1). Wszyscy wiedzą, jak nieprzewidywalny duet stanowili i jak od miłości i twórczej zgody przechodzili do równie twórczej niezgody, aby potem znów zostać najlepszymi przyjaciółmi (Fot. 2). Bailey bezbłędnie uchwycił to napięcie. Aż trudno uwierzyć, że nie lubił Beatlesów.

Niezwykle liryczny i zarazem dowcipny portret Catherine Deneuve (1967) zdradza zafascynowanie Baileya Henri Cartier – Bressonem i Cecilem Beatonem. Od tego pierwszego wziął zapewne rys liryczny, a od drugiego – przymrużenie oka, albo odwrotnie. Żeby było jeszcze śmieszniej – aktorka była jego żoną

Inne godne uwagi: Mick Jagger jako Eskimos 1964) i pierwsza fotomodelka w nowoczesnym sensie tego słowa, Jean Shrimpton (niegdyś narzeczona Baileya, zanim za sprawą Polańskiego poznał Deneuve) we własnej osobie i w obiektywie Terence’ a Donovana.

Donovan

Na portrecie z 1963r. znana jako posągowa piękność Sophia Loren robi minę naburmuszonej trzylatki. W wielu pracach Donovana widać to specyficzne poczucie humoru i łamanie konwencji, jak choćby w tej reklamie, gdzie modelki ustawione są tyłem, co jest bardzo „niemarketingowym” chwytem

 

albo tu, gdzie Conan Barbarzyńca reklamuje garnitur

Zaskakujące jest to, że Bailey za trzy londyńskie legendy uważa siebie, Beatona i Parkinsona, tego ostatniego tylko ze względu na wzrost, który wyróżniał go z tłumu. Cóż, w końcu on tu tylko robi zdjęcia, a my wiemy swoje. Black Trinity nie powstałoby bez rock & rolla i stylu życia, jaki wykreował, ale rock & roll nie byłby sobą, gdyby nie Black Trinity.

Sonia Kamińska

Więcej od loungemag

Jennifer Lopez jako striptizerka! Zobacz to przedpremierowo

„Ślicznotki” wejdą na ekrany kin 11 października, jednak już w najbliższy weekend (4-6.10) w sieci kin Cinema...
WIĘCEJ