Ten gadżet uratuje Cię od korków w mieście!

Ten gadżet uratuje Cię od korków w mieście!
O jakim piekle mowa? Czytaliście „Boską Komedię” Dantego? Opisane tam inferno ma kształt odwróconego stożka, na którego samym dnie jest sam Lucyfer. Dante jednak nie przewidział Krakowa w korkach. Gdyby to bowiem zrobił, diabeł z pewnością by awansował. Rozwiązaniem może być elektryczna hulajnoga, ale na razie budzi komplikacje prawne i językowe.

To, że Kraków jest miastem paraliżowanym przez deszcz, wiadomo nie od dziś. Kiedy tylko zdarzy się załamanie pogody, na ulice wylewają się sznury samochodów, stojące w niekończących się korkach. Codzienne dotarcie do pracy staje się trudne jak wyjście na Everest bez aklimatyzacji (w upalne dni też bywa ciężko, ale wtedy z kolei bywa, że brakuje klimatyzacji). W takich sytuacjach przydają się umiejętności specjalne.

Na przykład, warto trenować podzielność uwagi. Jeśli bowiem w tramwajach i autobusach czytacie, bądź bawicie się telefonem, powinniście równocześnie, niczym Szalonooki Moody trzecim okiem, kontrolować rozkład jazdy.

Remonty w kilku strategicznych miejscach powodują bowiem zmiany trasy. Przez które, wciągnięci rozdziałem książki, możecie się nagle znaleźć na zupełnie innym przystanku niż planowaliście (przy naprawdę dobrej książce może Wam się to zdarzyć nawet bez zmiany trasy). Jak się ostatnio okazało, w komunikacji miejskiej przydaje się także tężyzna fizyczna. Miejską legendą staną się zapewne pasażerowie, którzy tramwaj zatrzymany na izolatorze dosłownie przepchnęli na tory.

W takiej sytuacji rozwiązaniem naturalnym wydaje się zmiana środka transportu.

Nurt eko to ostatnio najmodniejszy trend – dlatego też zauważalne jest, iż osoby przemieszczające się rowerem komunikują to reszcie społeczeństwa z dumą. W jednym prostym zdaniu „Przyjechałem/am rowerem” wyczuwalna jest prawie taka sama jej doza jak w sformułowaniach „Moje dziecko zaczęło chodzić”, „Polak wygrał Oscara” czy „Codziennie piję koktajl z jarmużu”.

Przyjechać na rowerze oznacza tyle, co być fit i eko, czyli spełniać podstawowe wymogi drugiej dekady XXI wieku. Załóżmy jednak, że chociaż nie chcecie się do tego przyznać, jesteście troszkę leniuszkami, a perspektywa dojazdu do pracy z wykorzystaniem pracy własnych nóg ogranicza się u Was raczej do przytupywania w rytm piosenki słuchanej w tramwaju. Mimo to, macie palącą potrzebę przemknięcia przez zakorkowane ulice (a kto jej nie ma?).

Idealnym rozwiązaniem mogłaby być hulajnoga elektryczna.

Ona powoli można coraz częściej w Krakowie zobaczyć. Mogłaby, ale nie jest, ponieważ status hulajnóg elektrycznych to czarna dziura polskiego prawa. Użytkownik może rozpędzić się nawet do plus minus 30 kilometrów na godzinę. Co prawda to w dalszym ciągu mniej, niż potrafi osiągnąć Usain Bolt. Ale jednak zdecydowanie szybciej niż porusza się pieszy niebędący wielokrotnym mistrzem świata.

Ponadto, hulajnogi elektryczne są wyposażone w silnik. A jednak w dalszym ciągu w świetle obecnych interpretacji, „hulajnogiści” (Miron Białoszewski byłby dumny z tego słowa) traktowani są jak piesi. Pokazuje to chociażby ostatni przykład mandatu. Dostała  go piesza po kolizji z hulajnogą na Krakowskim Przedmieściu. Jak uznała policja, to ukarana nagle „zmieniła pozycję”, co uniemożliwiło „hulajnożyście” reakcję.

W myśl przepisów Prawa o ruchu drogowym hulajnoga elektryczna jak i zwykła, a także rolki i wrotki klasyfikowane są w tej samej kategorii, co piesi. Obiecanych regulacji ustalających tę kwestię jak nie było tak nie ma. A to znacznie utrudnia życie uczestnikom ruchu. Mimo że słowo hulajnoga wywodzi się od wyrazu hulać. Co jak podaje słownik PWN oznacza poruszać się bezładnie we wszystkich kierunkach[1]. Na hulajnodze nie można się jak na razie poruszać prawie nigdzie – ani po jezdni, ani nawet po ścieżce rowerowej.

Mknięcie po zatłoczonym chodniku z prędkością 25km/h również nie wydaje się rozwiązaniem rozsądnym, ani wykonalnym.

Co ciekawe jednak, na hulajnodze elektrycznej można jeździć w stanie nietrzeźwości. Pieszych nie obowiązują bowiem tego rodzaju ograniczenia.

O ile jednak, przemieszczanie się po Krakowie zygzakiem może świetnie sprawdzić się w czasie remontów. Tak „hulajnożysta” w stanie upojenia alkoholowego stanowi całkiem poważne zagrożenie dla innych osób.

Z hulajnogami nie może sobie poradzić na razie ani polskie prawo, ani nawet poloniści (może to brak odpowiedniego słowa wciąż jeszcze hamuje ustawodawcę?). Warto też dodać, że w przeliczeniu na kilometry, jazda tym środkiem transportu będzie nas kosztować więcej niż Uber. Nie da się jednak ukryć, że hulajnogi elektryczne cieszą się coraz większą popularnością i powoli opanowują kolejne duże miasta, co w końcu wymusi dostosowanie prawa do rzeczywistości. A wtedy? Hulaj… noga!

 

Anna Górska-Micorek
[1] pwn.pl