Ostatnio zostałam poproszona o stworzenie niewielkiego rozmiarowo zestawienia filmów ukochanych i uwielbianych przez kobiety, tzw. wyciskaczy łez, po których eksplozje histerii, masowe omdlenia i stany rozchwiania emocjonalnego są czymś normalnym, a nawet wskazanym. Początkowo bardzo zadowolona przystąpiłam do selekcji wyżej wymienionych tworów kinematografii. Po kilku jednak godzinach z żalem doszłam do wniosku, iż zupełnie się do tego nie nadaję! Czyżby brakowało mi pewnych pierwiastków płciowych, czy też w moim DNA przeważył chromosom tatusia, nie wiem. Jasnym jednakże okazało się, że zadanie przede mną postawione nie jest dla mnie stworzone.
Zapytacie pewnie: dlaczego? Ano dlatego, że ja- Aleksandra, niby kobieta z krwi i kości, nie lubię „babskich filmów”. Ba! Ja ich iście nie znoszę, czuję niewypowiedzianą do nich awersję! Idę do kina, a tu przed samym wejściem widzę- „Pierwsza miłość’- już mi słabo. Odwracam jednak wzrok, brnę dalej, a tam- „Miłość na parkiecie”. Boże! – krzyczę w myślach i z rozpędem wkraczam do środka. Ale, tam jest jeszcze gorzej! Gdzie nie spojrzę- „Kochaj mnie”, „Tylko jedna noc”, „Miłość w rytmie coś tam”, „Zatańcz ze mną” ( po raz 43) itd., itp. Resztki mojego zdrowego rozsądku krzyczą – uciekaj stąd! Jednak jestem jak sparaliżowana. Na szczęście tutaj wchodzi do akcji mój partner ( a tak! Nie lubiąc romantycznych, „cizi-mizi” filmików z tysiącem recept na bycie idealną partnerką, potrafię stworzyć normalny związek), a więc mój partner zamawia bilety i prowadzi mnie z lekkim wstrząsem pourazowym do sali. Jednakże to nie koniec przygód! Pozostają przecież zapowiedzi, czyli 10 minut mojej katuszy ( w zasadzie po odliczeniu 12 reklam ciastek, jogurtów, tamponów i „earl greya”, pozostaje jakieś 5 minut, ale to i tak zbyt długo). Zwykle po takiej dawce informacji na temat najnowszych filmów o miłości czuję się lekko upośledzona, jednakże tym razem postanowiłam je bezczelnie wykorzystać! Tak, tak- wykorzystać. I to właśnie do mego zadania. No bo przecież w jaki inny sposób miałam „dorwać” informacje na temat fabuły tych…ambitnych filmów, skoro nie jestem ich pasjonatką?
Oglądnęłam, podumałam, zapisałam i tak oto zabieram się już do właściwego toku tego artykułu! (A co tam, dodam też trochę moich własnych komentarzy, bo by trochę za różowiutko, słodziutko i puszyście było. A tego chyba już wszyscy mają ostatnimi czasy po dziurki w nosie!)
Pasja, taniec, miłość, parkiet ich zbliżył ( ten fragment powinni wykorzystać wszelcy sprzedawcy drewnianych powierzchni płaskich, jako slogan reklamowy), namiętność rozpaliła!
Tak oto rozpoczynają się filmy z serii „jak tańcujesz, to się pocałujesz”. Ktoś, kto próbował tego w rzeczywistości pewnie by dokończył- pocałujesz w… A nie! Nie tam, lecz w usta i to mega przystojnego, uroczego, dobrego, mądrego, zabawnego, gorącego, 15- krotnego mistrza w latino, jezzie, polce i studniówkowym polonezie (wymienianie dalszych zalet tego pół-boga po prostu mija się z celem, ale wiecie, o co chodzi). Nasz cud już przy pierwszym klapnięciu jej baletek o parkiet, wie, że to miłość jego życia. Ale to nie wszystko! Musi bowiem pojawić się jakiś problem, co by fabuła była bardziej realna. Dlatego też albo któreś jest trochę niegrzeczne ( i za to idzie właśnie do prywatnej i PŁATNEJ szkoły tańca), albo się kłóci z mamusią. W każdym razie rozwiązanie znajduje się zawsze, wszyscy się godzą, poprawiają i następuje happy end (zawsze! W przeciwnym razie kolejna Emo nastolatka miałaby spotkanie bliższego stopnia z koleżanką żyletką). Tę oto tematykę odnajdziecie w:
„Step up”, „Step up 2”, „Zatańcz ze mną”, „W rytmie hip- hopu”, „Fame”.
Książę i Kopciuszek to kolejny popularny temat wyciskaczy łez. Ona biedna, on bogaty, ona zaniedbana, on od Armaniego, ona zahukana, on zwierzę towarzyskie, tudzież książę Arabii Saudyjskiej itd., itd. Wszystko dzieli, przeszkadza, nie chce ich połączenia, jednak przeznaczenie wygrywa. On przemienia ją w piękność od Dolce, mianuje prezesową i swoją królową i żyją długo i szczęśliwie, bla bla bla. „Bardzo realne” historie, naprawdę, tylko pogratulować twórcom. Na nich to faktycznie kobiety mogą płakać, ale chyba z żalu! A później wszyscy się dziwią, skąd biorą się kompleksy, stereotypy i rozwody.
Jeżeli ktoś ma ochotę na „daweczkę” ogłupiających i odrealnionych wizji idealnego mężczyzny, oto kilka przykładów- „ Pokojówka na Manhattanie”, „Książę i ja”, „Powiedz Tak”, „A Cinderella story”.
Oczywiście nie mogłabym zapomnieć w tym miejscu o przyczynie 80% ostatnich omdleń! Wspaniałe części „Zmierzchu” mają na swoim koncie chyba z tysiąc wizyt na Izbie Przyjęć, nie wspominając już o psychiatrach. I pomyśleć, że wszystkiemu winny jest taki biedny, chuderlawy i anemicznie blady Edzio. Boże drogi! Nawet nazwisko mu nie wyszło! No, ale miliony nastolatek ( i nie tylko!) śnią nocami choćby o jednym ugryzieniu tego wampirka. Drogie panie! Skąd w was taka potrzeba drapieżności? Zwykłe buzi to już za mało? Trzeba się od razu gryźć? Fe!
Więcej na temat hobby spożywania krwi ludzkiej znajdziecie w filmach „Zmierzch” oraz „Księżyc w nowiu”. ( Uwaga! Podobno mają tego więcej i nie zawahają się tego użyć!).
Całość mojego wywodu niechaj zamknie mój wróg nr jeden, czyli najbardziej kiczowate i proste jak budowa cepa – polskie komedie romantyczne. Na 100% pojawi się tam rycząca czterdziestka z problemami egzystencjalnymi po 20 latach małżeństwa, na 100% będzie grał tam Kot, tudzież – Karolak, na 100% w momentach „doła” będzie nasza bohaterka wchłaniała litry lodów i tony popcornu, (ale nie przytyje ani grama), na 100% jej wybranek będzie idealny: z kasą, 3 mieszkaniami, stanowiskiem, własną redakcją, kotem, psem, chomikiem, będzie kochał tylko ją, będzie zawsze wierny, zadbany, będzie jej gotował, śpiewał i sadził marchewki w ogródku!
Dla sprawdzenia proponuję następujące tytuły: „Dlaczego nie!”, „Ja wam pokażę”, „Jeszcze raz”, „Kochaj i rób co chcesz”, „Mała wielka miłość”, „Nie kłam, kochanie”, „Nigdy nie mów nigdy”, „Nigdy w życiu!”, „Tylko mnie kochaj”.
Przyznaję, może mało we mnie kobiecości, skoro nie lubię wymienionych wyżej produkcji. Może w wielu moich sądach się mylę, jednakże wiem jedno- każda kobieta marzy o przeżyciu tej jednej, wielkiej i pięknej miłości. Jednakże, czy zawsze musi się to wiązać z drętwą fabułą i kiczowatymi produkcjami? Myślę, że nie! A świadczą o tym takie historie, które wcale nie kończą się różowym ślubem, z kucykami i dziewczynkami sypiącymi kwiaty. Ale może to właśnie one są najbliższe naszemu życiu? Niech tytuły mówią same za siebie- nieśmiertelny „Titanic”, „Pokuta”, „Once”.
Ola Ciejka