A gdyby rzucić wszystko i przeprowadzić się w Bieszczady? [wywiad]

Stacja Bieszczady [wywiad]
Czy można zacząć wszystko od nowa z czterdziestką na karku? Na “końcu świata” i bez pomocy bliskich? Jak to jest porzucić miejskie życie i zacząć żyć w pełnej symbiozie z naturą, zrezygnować z pracy w korporacji na rzecz produkcji własnych naturalnych kosmetyków? O tym opowiedzieli mi Nina i Damian Bojarscy ludzie szczęśliwi z natury. Rozmawiała Adriana Gołębiowska.

Zajmujecie się produkcją kosmetyków, olejów, jecie tylko to, co wyrośnie w Waszym ogródku, jesteście niemal samowystarczalni! Zawsze byliście tak blisko natury?

Nina i Damian: Oczywiście, że nie zawsze! Kiedyś mieszkaliśmy w dużym mieście, w domu na zamykanym osiedlu, mieliśmy piękny samochód i można powiedzieć że byliśmy zamożnymi ludźmi. Damian pracował w Warszawie w korporacji, ja miałam własną firmę. W pewnym momencie zaczęło w nas coś „pękać”, tym bardziej, że mieliśmy wówczas z mężem olbrzymią nadwagę i duże problemy ze zdrowiem. Schorowana 30 latka i 40 latek z zawałem na karku! W pewnym momencie powiedzieliśmy sobie dość! Chcieliśmy wyjechać  w miejsce w którym mieszka mało ludzi.  Są dwa takie miejsca w Polsce albo Białowierza albo Bieszczady. A  ponieważ lubimy góry padło na Bieszczady.

Spakowaliśmy niezbędne rzeczy a całe wyposażenie naszego domu – od igły po helikopter- jak się śmieję – oddaliśmy kobiecie z domu samotnej matki.  Wylądowaliśmy na polu namiotowym w Bieszczadach i tak już zostaliśmy. To tu narodziła się moja pasja zbierania ziół. Damian odkrył że jego babcia mieszkała na tych terenach i tak jak ona przed wojną tak on teraz zaczął tłoczyć oleje. Mamy swój ogródek w którym uprawiamy warzywa. Kiedyś byliśmy mięsożercami. A ponieważ teraz jesteśmy witarianami – jemy tylko to co sami wyhodujemy w ogrodzie, lub kupujemy ekologiczne warzywa i owoce oraz orzechy i ziarna na oleje.


Chyba każdy przynajmniej raz w życiu marzył o tym by “rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”, jak to wygląda w rzeczywistości?

Nina: To takie dość kolokwialne powiedzenie – rzuć wszystko wyjedź w Bieszczady – bardziej chodzi o – “rzuć wszystko, zmień swoje życie i bądź szczęśliwy”. Bo jak mogliśmy się o tym już wielokrotnie przekonać, ludzie którzy mieszkają na stałe w Bieszczadach niekoniecznie są szczęśliwi, spełnieni i zadowoleni. W wiosce w której zamieszkaliśmy w większości byli to nieszczęśliwi, biedni ludzie, często czynni lub byli alkoholicy bez pomysłu na życie. Mogło by się wydawać że mieszkając tutaj masz wszystkie atuty w ręku żeby żyć zgodnie z naturą realizując swoje pasje. A jednak tak nie jest. Kiedy przyjechaliśmy w Bieszczady wynajęliśmy chatę od  miejscowego drwala.

Z  perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dom w którym zamieszkaliśmy nie spełniał żadnych, ale to żadnych warunków do mieszkania. To cud że przeżyliśmy w nim cały rok nie ginąc w płomieniach lub nie zamarzając.  Spaliśmy w czapkach, w śpiworach, pod grubymi kocami a gotując obiad w kuchni robiłam to w płaszczu i kozakach. Pamietam, że strasznie wtedy płakałam, tym bardziej że mieliśmy małe dziecko. W tym okresie nauczyliśmy się nie tylko radzić sobie w ekstremalnych warunkach, zadbać o opał, rąbać drewno i palić w piecu, ale również nauczyliśmy się ludzi.

 

 Nino a skąd pomysł na produkowanie własnych kosmetyków?

Nina: Zawsze kochałam przyrodę, rośliny, ludzi. Dlatego też kiedy zaczęłam mieć problemy ze skórą rozpoczęłam poszukiwania czegoś dla siebie i tak oto powstały moje pierwsze kosmetyki którymi zaczęłam dzielić się z innymi. Ponieważ rośliny bardzo rozbudziły moją pasję, skończyłam naturoterapię i ziołolecznictwo, następnie kosmetologię i oto jestem! Dzieląc się darami od Matki Natury.

 

 Pamiętasz pierwszy zrobiony przez siebie kosmetyk?

Nina: Tak, to był krem, który zrobiłam z nagietka i stokrotek zebranych przed moją chatą w  Bieszczadach. Bardzo się cieszyłam kiedy go robiłam, ale pamiętam że konsystencja okazała się fatalna – śmiech. Szkoda że nie było wtedy przepisów jak zrobić takie naturalne kosmetyki – pewnie bym skorzystała, ale za to teraz mogę się podzielić moim doświadczeniem z innymi.


Dla kogo są Wasze kosmetyki?

Nina i Damian: W zasadzie mamy kosmetyki dedykowane dla każdego. Dla młodych osób jest seria Basic z kremem nawilżającym, na przebarwienia i do cery naczynkowej oraz świetny tonik sprawdzający się doskonale przy problemach trądzikowych. Dla bardziej dojrzałych kobiet – takich jak ja po 40 – jest seria Premium. Ukochany produkt moich klientek czyli Krem Przeciwzmarszczkowy naprawdę działający cuda, maska do twarzy Totalna Regeneracja oraz tonik Malinowy Eliksir Młodości. Oczywiście Panowie również znajdą coś dla siebie – wodę po goleniu, krem czy wosk i olejek do brody. O najmłodszych też nie zapomnieliśmy – mamy serię Gaja dla najbardziej wymagających użytkowników:)

Kosmetyki naturalne są bezpieczne dla wszystkich?

Nina i Damian: Tak, jak najbardziej. Kosmetyki testowane były przez ponad pół roku w SPA hotelu Arłamów z fantastycznymi efektami. Nawet osoby z alergiami, atopowcy mieli niesamowitą poprawę kondycji skóry po ich zastosowaniu.

Naturalne kosmetyki można produkować cały rok?

Nina: Trzeba się do tego przygotować i zebrać surowce a następnie odpowiednio je przygotować. Jak dokładnie zrobić takie kosmetyki piszę w mojej książce.

Każdy może zrobić sobie krem?

Nina: Jak najbardziej, wszystko czego potrzebujemy mamy „tuż za płotem” wystarczy wziąć kosz i wyjść na łąkę czy do lasu. Matka Natura ma dla nas wszystko czego potrzebujemy.

A tłoczenie olei? To raczej mało popularne hobby?

Damian: Jak wiesz niczego nie kupujemy w sklepie. Wszystko lub prawie wszystko robimy sami więc i również oleje. Tak jak to robiła moja Babcia przed wojną. Sam tłoczę oleje na ręcznej drewnianej prasie ponieważ oleje nie lubią dwóch rzeczy – ciepła i metalu – wchodzą w reakcję z metalem i tracą swoje cenne właściwości. Tłoczę oleje z lnu, konopii, czarnuszki, ostropestu, rzepaku, słonecznika.


Wasze działania to nie tylko produkcja, ale przede wszystkim inspiracja do podjęcia innego, nowego życia w zgodzie z naturą.

Nina i Damian: Tak, to zupełnie inne życie. Z dala od matrixa jaki nam serwują. Bez chemii, leków, telewizji, radia, czasem i internetu. Tak jak wspomniałam wcześniej bardzo lubimy ludzi i chcemy im pomagać. Nam nikt nie pomógł musieliśmy do tego latami dochodzić sami. Chcemy powiedzieć – obudźcie się! Założyliśmy Fundację Zdrowi z Natury – organizację non profit którą w całości finansujemy my lub nasi przyjaciele. Ta fundacja ma za zadanie propagowanie zdrowego stylu życia, natury, naturoterapii, zdrowego odżywiania.

Ruszamy również z portalem pro zdrowotnym oraz o tematyce Bieszczadzkiej “Miś ę chce Bieszczad i Podkarpacia”. W maju zostanie wydana moja pierwsza książka Piękni z Natury.  Gdzie dokładnie opisuję jak na bazie ziół można zrobić sobie swoje własne naturalne kosmetyki i uchylam rąbka tajemnicy jak wykonane są niektóre z moich kremów, czy toników. Możliwe, że  jeszcze w tym roku zostanie wydana druga książka – “Zdrowi z natury”. Oprócz tego prowadzimy warsztaty i spotkania na których dzielimy się naszą wiedzą i robimy naturalne kosmetyki.

Bieszczady to przystanek czy stacja docelowa?

Nina i Damian: Stacja – może na całe życie może nie – nie planujemy nie wiemy co będzie jutro!

Brakuje Wam czegoś z Waszego dawnego życia?

Nina i Damian: Absolutnie niczego- zapomnieliśmy prawie że było ….

Więcej informacji na :

nineczkamajoweczka.bieszczady.pl

spizarniababcibazyli.pl

fundacjazdrowiznatury.pl

misiechcebieszczad.pl