Serwis randkowy, czy na pewno wiesz czego chcesz?

Serwis randkowy, czy na pewno wiesz czego chcesz?

Miłość? Cztery klawisze na wschód od entera! Spanikowane nudziary w okularach? Nieporadni informatycy w sweterkach w romby? A może starsze panie grubo po pięćdziesiątce głaszczące z przejęciem swoje przesadnie wychudzone koty? Okazuje się, Drogi Czytelniku, że twoje potoczne wyobrażenie na temat użytkowników serwisów randkowych okazuje się być kolejnym internetowym mitem wymagającym rzetelnego sprostowania.

Zapewne sądzisz, Mój Drogi tudzież Moja Droga, że portale randkowe to idealne miejsce na miłosne łowy dla osób, które nie grzeszą zbyt otwartą i towarzyską naturą. Bez wątpienia uważasz również, że Internet ma im tym samym dawać poczucie bezpieczeństwa, anonimowości oraz pozwalać na kreowanie ulepszonego wyobrażenia własnej osoby. Badania socjologiczne z ostatnich lat ujawniają jednak nieco szokującą dla internautów prawdę. To ekstrawertycy stanowią tak naprawdę dominującą część gremium osób poszukujących w sieci miłości. Przyjmij wiec z moich ust (a raczej spod mojej klawiatury) tę smutną prawdę: jesteś omylny.

Geneza: przyspieszenie niemal wszystkiego

Zacznijmy jednak od początku. Jeżeli wszelkie rodowody cię nudzą, przejdź do następnego rozdziału. Jeśli jednak chcesz zrozumieć, co w trawie piszczy, czytaj grzecznie po kolei. Dawno, dawno temu, czyli jakąś dekadę wstecz, ludzie wyjątkowo rzadko poszukiwali swojej drugiej połówki za pośrednictwem mało romantycznych przewodów światłowodowych. Spacery, pikniki, potańcówki, zabawy w remizie – dzisiaj te słowa brzmią dla ciebie jak żywcem wyjęte ze średniowiecza. Nawet zwyczajne i tak pospolite słowo jak “randka” wydaje się już tracić na swojej aktualności i faktycznym znaczeniu. Ale faktem jest, Drogi Czytelniku, że te archaiczne dla ciebie słowa wciąż istnieją realnie i nadal są w zasięgu twoich możliwości. Ale ty, zduszony przez pęd życia codziennego, zgwałcony przez biurokrację, dobity przez nadgodziny i zbluzgany przez wrednego szefa nie masz najmniejszej ochoty, aby tak od razu wchodzić w skomplikowany labirynt bezpośrednich interakcji międzyludzkich. Przecież zamiast prawdziwej, pachnącej róży możesz wysłać wybrance wirtualnego kwiatka, a buziaka na dobranoc można zastąpić całusem cybernetycznym (tym bardziej, że masz do wyboru tyle szablonów!). Wolisz już nawet cyberseks od tego standardowego, bo przynajmniej nie musisz ponosić dodatkowych kosztów w postaci opłaty za prezerwatywę.

Poszukiwanie miłości w sieci wydaje się być zatem idealnym rozwiązaniem dla wszystkich tych, których niesłychana prędkość codzienności wciągnęła w swoje wszechogarniające szpony. Przy tak niewielkiej ilości czasu, którym dysponujesz po opuszczeniu miejsca pracy czy nauki, znajomości sieciowe stanowią świetną, a przy tym niezobowiązującą alternatywę dla tradycyjnych form kontaktu. Tym bardziej, jeśli czujesz się zmęczony dążeniem do szybkiego osiągnięcia sukcesu i pieniędzy, co zapewne zdarza ci się relatywnie często. Poza tym zintensyfikowany rozwój technologii powoduje, że siłą rzeczy jesteś poniekąd zmuszony przystosować się do nowych reguł gry. Reguł, które uzmysławiają ci, że jeśli nie jesteś w sieci, to nie ma cię w ogóle. Nowy informacjonalistyczny paradygmat pcha cię tym samym w kierunku poszukiwania nowych form relacji interpersonalnych. A sieć WWW daje ci szerokie możliwości znalezienia idealnego partnera w kilka sekund dzięki wyszukiwarce wyposażonej w funkcję selekcji według odpowiedniego przedziału wiekowego, zainteresowań czy koloru i długości włosów. Nie chcę jednak generalizować. Nie każdy “młody ambitny” kończy ostatecznie na portalu randkowym. Choć nie twierdzę również, że tak nie jest. Zauważ jednak, że dość często osiągnięcie szczytu zawodowego i materialnego, kończy smutna refleksja na temat życia osobistego i rodzinnego. Ta refleksja zamyka się w dwóch słowach: wszechogarniająca pustka. A na tę najlepszy jest kubek dobrej kawy oraz nocne buszowanie po chatach i portalach społecznościowych, gdzie przecież możesz znaleźć osobę równie samotną jak ty.

Diagnoza: wcale nie nieśmiali.

Pod koniec lat 90. internetowe serwisy randkowe rozpoczęły niesamowitą eksplorację cyberprzestrzeni i stały się jednym z podstawowych pośredników zawierania nowych znajomości. Na palcach jednej ręki można policzyć takie osoby, które korzystając najpierw z chatu, newsroomu czy specjalistycznego portalu społecznościowego nie umówiły się na spotkanie z określoną osobą w realu. Zapewne również ty stałeś się użytkownikiem jednego z nich. Chociażby z ciekawości.

Jak już wcześniej wspomniałam, z serwisów randkowych dość często korzystają osoby, które znajdują się gdzieś na szczycie kariery, ale czują niedosyt z powodu poświęcenia życia osobistego wyższym celom postmaterialistycznym. W większości są to osoby przebojowe, które posiadają osobowość ekstrawertyczną. Niedawne badania psychologiczne, których wyniki zostały omówione na portalu psychika.net wskazały, że osoby o wysokim poczuciu własnej wartości to zdecydowanie częstsi użytkownicy internetowych portali matrymonialnych. Ale tylko przy założeniu, że posiadają oni wyobrażenie miłości, jako ważnej części ich życia. Co ciekawe, relatywnie często korzystaj z serwisów randkowych osoby, o niskim poczuciu własnej wartości, ale bez wyobrażenia miłości, jako istotnego elementu. Traktując ją, jako uczucie nic nieznaczące, niczym tak naprawdę nie ryzykują. W przeciwieństwie do tej części introwertyków, dla których prawdziwe uczucie jest istotne, a porażkę w tej dziedzinie traktują, jako dobitne wyrażenie smutnej prawdy: Jestem tak mało wart, że nawet w sieci nikt mnie nie chce.

Cel: spotkanie

Oczywiście punktem kulminacyjnym każdej poważnej cybernetycznej znajomości ma być spotkanie w realu. Nie łudźmy się jednak, że każde zdjęcie dodane do profilu przedstawiające atrakcyjną kobietę lub przystojnego faceta jest prawdziwą fotografią naszej potencjalnej zdobyczy. Zbytnie idealizowanie wybranka/ki może nas bardzo rozczarować. Bywalcy serwisów randkowych sami chcieliby bardzo dużo wiedzieć o potencjalnych kandydatach na partnera, jednak o sobie najchętniej nie pisaliby zbyt wielu szczegółów.

Oprócz poszukiwań drugiej połówki na całe życie coraz częściej zdarza się, że internauci szukają po prostu niezobowiązującego seksu i to jest głównym motorem działania, pchającym ich do spotkania bezpośredniego. Bądź to na zasadzie obopólnego zadowolenia i satysfakcji, bądź to po prostu na zasadzie sponsoringu. Ogłoszenia tego typu rozmnożyły się jak grzyby po deszczu i stanowią trudny do przesiania spam na drodze idealistycznych osobników wierzących w realną moc internetowego pozyskania ciekawych kontaktów. Kontaktów, które zaowocują nie tylko pogawędką na gg czy mailu. Ale przede wszystkim spotkaniem face to face.

Ocena: nie ma to jak Real.

Jako pasjonatka rzeczywistego kontaktu z człowiekiem od początku do końca z jednej strony, a technofobka z drugiej, nie jestem w stanie stwierdzić, czy portal randkowy jest lepszym źródłem interakcji niż rzeczywista relacja oparta na bezpośredniości. W cyberprzestrzeni wiele rzeczy można ukryć, a co za tym idzie można rażąco przekłamać swoją osobowość i tożsamość, byle tylko zrobić dobre wrażenie na osobie, która z dużym prawdopodobieństwem… robi dokładnie to samo. I co z tego, że intencje mogą być słuszne i dobre?

Serwisy randkowe mogą być dobrym rozwiązaniem dla osób nieśmiałych, ponieważ dzięki nim mogą one walczyć ze swoją wrodzoną introwersją i ćwiczyć się w kontakcie z drugim człowiekiem. Nie zawsze jednak przeniesienie się na płaszczyznę realną zostaje uwieńczone sukcesem komunikacyjnym. Często twierdzimy, że dobrze rozmawia nam się z kimś wirtualnie. Ale z jak wieloma w taki sposób poznanymi osobami równie dobrze rozmawia nam się w rzeczywistym wymiarze?

Nie twierdzę tym samym, że nie warto ryzykować. Bo warto! Jeśli tylko, Drogi Czytelniku, masz pewność, że jest to właściwa droga do udanego związku właśnie dla ciebie. Byleby tylko nie przesadzić i nie zamknąć się w duszącym uzależnieniu od wirtualnego życia i internetowych kontaktów.

JT
Więcej od loungemag

Robert Kupisz: apolityczny, areligijny i wygodny w noszeniu

7 czerwca na wybiegu w Soho Factory w Warszawie swoją najnowszą kolekcję “Desert” zaprezentował ukochany...
WIĘCEJ