Maciek poznał Justynę w klubie na imprezie. Obydwoje w połowie studiów i ferworze walki o swoją przyszłość. Pogadali, umówili się i poszli do łóżka. Maciek wiedział, że to nie jest dla niego czas na stałe związki i od pierwszej rozmowy komunikował to Justynie.
Jej zależało na bliskiej relacji i miała nadzieje, że po jakimś czasie sypiania ze sobą będzie z tego miłość. Spotykali się pół roku. Chodzili razem do kina, na imprezy i jeździli na wycieczki. On nadal, konsekwentnie emocjonalnie się nie angażował.
Nie był zakochany, ona natomiast wciąż miała nadzieję, że któregoś dnia jego uczucia rozkwitną. W końcu po poważnej rozmowie rozstali się. Justyna zarzuciła mu, że tylko się nią bawił. On natomiast uważał, że od początku stawiał sprawę jasno.
Seks w swojej idealnej moralnie formie powinien być uprawiany przez dwie świadome osoby, które podejmując się współżycia, mają zbliżone cele. Taki stan oznaczałby, że Justyna godzi się na to, że Maciek uprawia z nią seks dla zabawy. I obydwoje się świetnie bawią.
W praktyce jednak tego typu kontrakty nie zawsze działają. Nie wystarczy powiedzieć „nie chcę się wiązać”, aby druga strona nie poczuła się wykorzystana. Seks jest sprawą niezwykle emocjonalną.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie rany zadamy komuś, kogo traktujemy przedmiotowo. A nierzadko strona, która na początku relacji chciała tylko się bawić, szaleje z miłości. Wtedy deklaracja „niechęci do związku” jest gorączkowo odwoływana.

