Pod lupą: SVR Hydraliane Essence [test]

4 Wygląd i aplikacja

6 Konsystencja, zapach i kolor

10 Skład

10 Działanie

10 Stosunek ceny do jakości

8

Dwa testowane przeze mnie produkty zdecydowanie więcej dzieli niż łączy, ale podczas używania odnalazłam ich wspólny mianownik. Przy obydwóch musiałam trochę pomajstrować, żeby ułatwić sobie aplikację. W jednym przypadku, ktoś mocno namęczył się by utrudnić nakładanie genialnego produktu. W drugim przypadku to formuła wypadła blado na tle świetnie skrojonego anturażu.

Na pierwszy ogień idzie SVR Hydraliane Essence, skoncentrowany, wypełniający prekursor nawilżenia.

SVR Hydraliane Essence

 

Wygląd i aplikacja: 4/10

Esencja została zamknięta w niebieskiej plastikowej butelce, która na myśl przywodzi opakowanie ekskluzywnej wody mineralnej. To ono było jednym z największych utrudnień podczas testów. Samo w sobie nie jest złe ale jest fatalne dla tego produktu, ponieważ wylewa się go zdecydowanie za dużo i niemiłosiernie cieknie z zakrętki. Jeśli mowa o aplikacji, to proponuję zrezygnować z pomysłu producenta, by nakładać esencję za pomocą płatków kosmetycznych.

Nie mam bladego pojęcia gdzie leży problem, ale nakładana płatkiem niemiłosiernie się klei i nie robi zupełnie nic. Ten kosmetyk musi być wmasowany w buzię i to w znacznie większej ilości niż ta, która zmieści się na płatku. Tyle tylko, że konsystencja mocno utrudnia taki rodzaj aplikacji i doprowadza do białej gorączki. Po nałożeniu produkt przez ok 2 minuty może pozostawić lekko kleistą powłokę na twarzy, ale potem wchłania się do matu.

Konsystencja, zapach i kolor: 6/10

Im dłużej testowałam tą esencję, tym bardziej miałam wrażenie, że ktoś zupełnie nie sprawdził jak taka formuła będzie się sprawdzać w użytkowaniu. Konsystencja jest ultra wodnista, właściwie nie różni się niczym od wody. Przez to przecieka nam między palcami podczas nakładania. Producent twierdzi, że jest ona lekko żelowa i szkoda, że nie ma to nic wspólnego z prawdą. W takim wypadku aplikacja byłaby dużo przyjemniejsza. Kolor esencji jest zupełnie przeźroczysty, a zapach nieco kwiatowy ale nienachalny.

Skład: 10/10

W buteleczce znajduje się woda fizjologicznie dostosowana do komórek skóry, oczyszczona w 99,9% z zanieczyszczeń, 100 razy bardziej skoncentrowana i nasycona pierwiastkami śladowymi, niż woda termalna o podobnym składzie. Gliceryna i propanediol, czyli kompleks składników silnie nawilżających skórę. Cukry hydrofilne, które wiążą wodę w skórze i uszczelniają jej warstwę ochronną, a także kompleks kwasów hialuronowych.

Działanie: 10/10

O tym, że nie przestałam testować tego produktu zaraz na początku zadecydowało właśnie działanie. Jest to kosmetyk nie tylko genialnie nawilżający, ale również wspaniale wypełniający! Idealny na ciężkie poranki, a także wspaniale napinający skórę pod oczami.

Uwielbiam go nakładać wieczorem jako bazę pod oleje, ponieważ zdecydowanie ułatwia ich wiązanie. Rano przyspiesza wchłanianie kremu, podobnie z fluidem, cudownie go “wciąga”. Zdarzało mi się wsadzić buteleczkę na noc do lodówki, a rano namoczyć chusteczkę esencją i zrobić z niej okład. W 10 min robiło to cuda z buzią i zastępowało maseczkę w płachcie.

Stosunek ceny do jakości: 10/10

Produkt można dostać w dwóch formatach 75 i 200 ml. Ja polecam najpierw kupić mniejszą pojemność, bo to kosmetyk, który albo się pokocha albo znienawidzi. Mniejszy kupicie za ok 50 zł większą butelkę za ok 70 zł. Po miesięcznym testowaniu wiem, że jest to mój nowy kosmetyczny must have. Cena jest bardzo dobra w porównaniu do ilości zastosowań a przede wszystkim do jakości.

Ocena końcowa: 8/10

Uwielbiam ten kosmetyk, ale teraz rozumiem skąd tak różne i bardzo kontrowersyjne opinie na jego temat. Gdyby konsystencja była bardziej żelowa, a opakowanie było z pompką jestem pewna, że zdecydowanie więcej osób pokochałoby tą esencję. Rozumiem jedank, że to, że produkt wylewa się niemiłosiernie i ciężko go nałożyć skutecznie do niego zniechęca. Proponuję więc przelać go do innej buteleczki, znaleźć na niego swój sposób i cieszyć się z cudownego działania tej esencji.

 

Adriana Gołębiowska

Zobacz też drugą recenzję: ERATO od MUSE cosmetics

Więcej od Adriana Gołębiowska

Pod lupą: ALKEMIE – wizualne cacuszko [test 1/2]

Uwielbiam w historie w stylu: od pucybuta do milionera i szczerze wzruszają mnie opowiastki o tym, jak małe,...
WIĘCEJ