Pod lupą: SVR Hydraliane Essence i ERATO od i MUSE cosmetics [recenzja]

Pod lupą: SVR Hydraliane Essence i ERATO od i MUSE cosmetics [recenzja]
Dwa testowane przeze mnie produkty zdecydowanie więcej dzieli niż łączy, ale podczas używania odnalazłam ich wspólny mianownik. Przy obydwóch musiałam trochę pomajstrować, żeby ułatwić sobie aplikację. W jednym przypadku, ktoś mocno namęczył się by utrudnić nakładanie genialnego produktu. W drugim przypadku to formuła wypadła blado na tle świetnie skrojonego anturażu.

Na pierwszy ogień idzie SVR Hydraliane Essence, skoncentrowany, wypełniający prekursor nawilżenia.

Wygląd i aplikacja 2/5

Esencja została zamknięta w niebieskiej plastikowej butelce, która na myśl przywodzi opakowanie ekskluzywnej wody mineralnej. To ono było jednym z największych utrudnień podczas testów. Samo w sobie nie jest złe ale jest fatalne dla tego produktu, ponieważ wylewa się go zdecydowanie za dużo i niemiłosiernie cieknie z zakrętki. Jeśli mowa o aplikacji, to proponuję zrezygnować z pomysłu producenta, by nakładać esencję za pomocą płatków kosmetycznych.

Nie mam bladego pojęcia gdzie leży problem, ale nakładana płatkiem niemiłosiernie się klei i nie robi zupełnie nic. Ten kosmetyk musi być wmasowany w buzię i to w znacznie większej ilości niż ta, która zmieści się na płatku. Tyle tylko, że konsystencja mocno utrudnia taki rodzaj aplikacji i doprowadza do białej gorączki. Po nałożeniu produkt przez ok 2 minuty może pozostawić lekko kleistą powłokę na twarzy, ale potem wchłania się do matu.

Konsystencja, zapach i kolor 3/5

Im dłużej testowałam tą esencję, tym bardziej miałam wrażenie, że ktoś zupełnie nie sprawdził jak taka formuła będzie się sprawdzać w użytkowaniu. Konsystencja jest ultra wodnista, właściwie nie różni się niczym od wody. Przez to przecieka nam między palcami podczas nakładania. Producent twierdzi, że jest ona lekko żelowa i szkoda, że nie ma to nic wspólnego z prawdą. W takim wypadku aplikacja byłaby dużo przyjemniejsza. Kolor esencji jest zupełnie przeźroczysty, a zapach nieco kwiatowy ale nienachalny.

Skład 5/5

W buteleczce znajduje się woda fizjologicznie dostosowana do komórek skóry, oczyszczona w 99,9% z zanieczyszczeń, 100 razy bardziej skoncentrowana i nasycona pierwiastkami śladowymi, niż woda termalna o podobnym składzie. Gliceryna i propanediol, czyli kompleks składników silnie nawilżających skórę. Cukry hydrofilne, które wiążą wodę w skórze i uszczelniają jej warstwę ochronną, a także kompleks kwasów hialuronowych.

Działanie 5/5

O tym, że nie przestałam testować tego produktu zaraz na początku zadecydowało właśnie działanie. Jest to kosmetyk nie tylko genialnie nawilżający, ale również wspaniale wypełniający! Idealny na ciężkie poranki, a także wspaniale napinający skórę pod oczami.

Uwielbiam go nakładać wieczorem jako bazę pod oleje, ponieważ zdecydowanie ułatwia ich wiązanie. Rano przyspiesza wchłanianie kremu, podobnie z fluidem, cudownie go “wciąga”. Zdarzało mi się wsadzić buteleczkę na noc do lodówki, a rano namoczyć chusteczkę esencją i zrobić z niej okład. W 10 min robiło to cuda z buzią i zastępowało maseczkę w płachcie.

Stosunek ceny do jakości 5/5

Produkt można dostać w dwóch formatach 75 i 200 ml. Ja polecam najpierw kupić mniejszą pojemność, bo to kosmetyk, który albo się pokocha albo znienawidzi. Mniejszy kupicie za ok 50 zł większą butelkę za ok 70 zł. Po miesięcznym testowaniu wiem, że jest to mój nowy kosmetyczny must have. Cena jest bardzo dobra w porównaniu do ilości zastosowań a przede wszystkim do jakości.

Ocena końcowa 4/5

Uwielbiam ten kosmetyk, ale teraz rozumiem skąd tak różne i bardzo kontrowersyjne opinie na jego temat. Gdyby konsystencja była bardziej żelowa, a opakowanie było z pompką jestem pewna, że zdecydowanie więcej osób pokochałoby tą esencję. Rozumiem jedank, że to, że produkt wylewa się niemiłosiernie i ciężko go nałożyć skutecznie do niego zniechęca. Proponuję więc przelać go do innej buteleczki, znaleźć na niego swój sposób i cieszyć się z cudownego działania tej esencji.

Drugim kosmetykiem jest tusz do rzęs ERATO od polskiej marki MUSE cosmetics.

Wygląd i aplikacja 5/5

Tusz wygląda obłędnie! Jest zamknięty w bardzo eleganckim papierowym pudełku, które skrywa maskarę oraz dodatkowe 2 szczoteczki. Tak, ten tusz ma w zestawie aż 3 różne szczoteczki, by zadowolić wszystkich. Sam tusz jest w matowym czarnym lekko gumowym opakowaniu. Dwie szczoteczki są silikonowe, a trzecia to szczoteczka z włosia. Wszystkie są bardzo gęste i bez problemu wyłapują najkrótsze włoski.

Konsystencja, zapach i kolor 3,5/5

I tu nastąpiło lekkie rozczarowanie. Miałam spory problem w nałożeniu tuszu. Po dwóch nieudanych próbach zwaliłam całą winę na jedną ze szczoteczek. Wymieniłam ją więc na tę z włosiem i niestety nie zmieniło się nic. Dla mnie tusz był bardzo gęsty, pozostawiał na rzęsach grudki, kruszył się, rozmazywał, istny koszmar.

Nie chciałam go odsyłać, tym bardziej, że nie mam pojęcia czy coś z nim było nie tak. Czy taka jego natura i zwyczajnie nie przypadł mi do gustu. Zaryzykowałam więc i dodałam do niego dosłownie kroplę olejku rycynowego za pomocą kroplomierza. To był genialny pomysł. Tusz lekko się rozrzedził i zaczął się pięknie nakładać na rzęsy. Kolor pozostał kruczoczarny i kosmetyk nie stracił swojego zabójczego zapachu.

Skład 5/5

Ten tusz ma nie tylko upiększyć, ale również wzmocnić nasze rzęsy, a jego skład jest imponujący. W środku znajduje się widelash, głowny składnik aktywny wzmacniający włókno oraz cebulkę włosa.Keratyna wypełniająca ubytki rzęs i zapobiegająca pojawianiu się nowych, oraz panthenol, który nadaje im objętość. Oprócz tego produkt jest przyjazny dla alergików i dla osób noszących szkła kontaktowe.

Działanie 4/5

ERATO to zdecydowanie maskara dla osób, które lubią mocne podkreślenie rzęs. Już po pierwszej warstwie są one znacznie pogrubione, mocno podkręcone i wydłużone. Po moim “zabiegu” maskara przestała się kruszyć. Zdarzało jej się odbić na górnej powiece, co w przypadku moich tłustych powiek nie jest jednak niczym dziwnym. Po ponad dwóch tygodniach używania widzę zdecydowaną poprawę w kondycji rzęs. Przede wszystkim zdecydowanie mniej ich wypada.

Moją ulubioną szczoteczką okazała się być ta z włosiem, ale obydwie silikonowe są bardzo dobre. Używałam ich na koniec aplikacji, żeby dodatkowo rozczesać rzęsy. Szczoteczka z włosia będzie ulubieńcem dziewczyn, które lubią efekt xxl, zarówno w wydłużeniu jak i pogrubieniu. NIetrudno wyczarować nią wrażenie sztucznych rzęs, a nawet bardzo teatralny look. Silikonowe szczoteczki nabierają mniej tuszu i one bedą lepsze dla miłośników delikatniejszego efektu.

Stosunek ceny do jakości 5/5

Cena 8 ml tuszu to ok 54 zł, co jest rewelacyjną ofertą, bo to zarówno maskara jak i odżywka. Do tego jeszcze zawiera dodatkowe szczoteczki, które znajdują wiele zastosowań.

Ocena końcowa 4/5

Po małym liftingu i dopasowaniu do moich potrzeb tusz okazał się być jednym z moich ulubionych. To mocny zawodnik i często pytano mnie czy to moje naturalne, czy sztuczne rzęsy. Brawa za, dbałość o detale, bo dzięki nim używa się go z wielką przyjemnością.

 

 

więcej recenzji