Pod Lupą: Odnowa włosów z Monat Intense Repair [test]

fot. lounge

8 Wygląd i aplikacja

8.5 Konsystencja, zapach i kolor

9.5 Skład

9 Działanie

8 Stosunek ceny do jakości

8.6

• Szampon MONAT Intense Repair with REJUVENIQE

• Odżywka MONAT Intense Repair with REJUVENIQE

• Kuracja MONAT Intense Repair with REJUVENIQE

Seria intense repair to – jak informuje producent – rewolucyjny zestaw intensywnie odżywiających i odbudowujących włosów kosmetyków. Co wyróżnia te produkty na rynku przepełnionym magicznymi kosmetykami, które mają odmienić naszą czuprynę? Filozofia marki zakłada połączenie najnowszych technologii, z bogactwem natury, bez obciążania środowiska naturalnego. Co to oznacza w praktyce? Monat to kosmetyki wegańskie, nietestowane na zwierzętach, bez parabenów, siarczanów i toksyn. Seria nie tylko ma okiełznać zniszczone kosmyki, ale również stymulować skórę głowy, pozostawiając włosy  zdrowymi, gęstymi, pełnymi życia i pięknymi. Sprawdzam!

Wygląd i aplikacja: 8/10

Wszystkie produkty zostały opakowane w białe kartoniki, zawierające najważniejsze informacje. Znajdziemy na nich skład, wskazówki stosowania i oczywiście opis działania. Takie podwójne pakowanie daje nam wrażenie luksusu, co w tym przypadku jest całkiem słuszne, ale ma też całkiem praktyczne zastosowanie, gdy chcemy kogoś takim produktem obdarować. Szampon zamknięto w granatowej, nieprzezroczystej butelce (cała gama ma tą samą kolorystykę), z korkiem typu klik. Plastik jest dość elastyczny, butelkę bez obaw można postawić “na głowie” i wykorzystać kosmetyk do ostatniej kropli. Aplikacja szamponu – ze względu na jego naturalny skład – powinna odbywać się w zgodzie ze wskazówkami producenta. Najlepiej kosmetyk najpierw nanieść dokładnie na dłonie i lekko zapienić, a dopiero potem na skórę głowy, wykonać masaż i spłukać. Następnie czynność należy powtórzyć pozostawiając produkt na 2-3 minut przed ostatecznym zmyciem z głowy. Odżywkę zamknięto w miękkiej tubie, w której podstawie ukryto otwór, przez który wydobywa się kosmetyk. To bardzo poręczne opakowanie, umożliwia dozowanie dokładnie takiej ilości produktu, jakiej oczekujemy. Co bardzo ważne, kosmetyk można, a nawet trzeba aplikować na całą długość włosów i na skórę głowy! Po upływie pięciu minut całość spłukujemy dużą ilością wody. Kuracja również ma ciemno granatowe opakowanie. Jest to płyn który rozpylamy na skórę głowy, i pozostawiamy do wyschnięcia. Spraj nie zacina się, rozprasza dobrą ilość kosmetyku i nie robi tego strumieniem, a raczej lekką mgiełką, która delikatnie powleka skalp, dając szansę na szybkie wchłonięcie się produktu. Dla najlepszych efektów zaleca się stosowanie produktu dwa razy dziennie. Opakowania oczywiście podlegają recyklingowi, a to co może zaskoczyć, to pojemności kosmetyków. Wynika to z faktu, że są one produkowane w U.S.A, a ich pojemności oryginalnie były podawane w uncjach, następnie dopiero przeliczono je na mililitry.

Konsystencja, zapach i kolor: 8,5/10

Zarówno konsystencje jak i zapachy tej serii zdecydowanie bardziej przywodzą na myśl kosmetyki lecznicze niż pielęgnacyjne. Ja tak lubię, tym bardziej, że tu nie jest to tylko wrażenie, a raczej przedłużenie tego z czym mamy do czynienia w środku tubek. Szampon ma bardzo ciekawą, gęstą konsystencję o biało perłowym odcieniu. Co zdecydowanie wyróżnia ten kosmetyk na tle całej serii to zapach. Nie przypadnie wszystkim do gustu, o nie! Ale ja go uwielbiam! To bardzo mocna mięta z wyczuwalnym aromatem rozmarynu. Takie kompozycje często spotyka się w produktach przeciwłupieżowych, czy też odświeżających dla przetłuszczającej się skóry głowy. Bliżej tu jednak do aptecznej półki, niż do świeżo zerwanej mięty z ogródka. Nie wiem czy to zamierzone działanie, ale ja czując takie nuty często podświadomie darzę kosmetyki większym zaufaniem w kwestii działania. Kolejną kwestią, którą szerzej rozwinę w następnym podpunkcie, jest skład tych produktów. Nie zawierają szkodliwych zapachów, toteż aromaty są zwyczajnie takie jakie natura je stworzyła, ale jeśli nie należycie do fanów takich kompozycji, to nic straconego, bo choć są mocno wyczuwane podczas aplikacji, to po spłukaniu nie pozostają na włosach. Konsystencja odżywki też mi się podoba. Jest gęsta, biaława ale z łatwością rozprowadza się na wilgotnych włosach i nie spływa z nich. Zapach jest delikatnie miętowy, mniej wyczuwalny niż w przypadku szamponu, zdecydowanie bardziej cierpki i apteczny, ale także po spłukaniu nie pozostaje na włosach. Natomiast kuracja znacznie różni się od poprzedników. Jest zupełnie przezroczysta, co bardzo istotne ponieważ jest to produkt którego nie spłukujemy, ma konsystencję przypominającą wodę i właściwie nie posiada zapachu. To świetnie przemyślany kosmetyk. Biorąc pod uwagę częstotliwość z jaką mamy używać tą kurację, to lekka konsystencja i brak zapachu tylko ułatwia stosowanie i nie powoduje uczucia przetłuszczenia skóry głowy, czy uciążliwości aromatu.

Skład: 9,5/10

Jak już wyżej wspominałam MONAT bardzo poważnie i odpowiedzialnie podchodzi do kwestii składników w swoich kosmetykach. Wszystko to ma na celu znalezienie balansu pomiędzy zdrowymi i pięknymi włosami. Dzięki bogatym, ale bezpiecznym składom, produkty te mogą być bez obaw stosowane przez alergików, czy przez osoby borykające się z chorobami skórnymi, a także z łysieniem spowodowanym chemioterapią. Szampon bazuje na naturalnych substancjach myjących i całej gamie olejów: abisyńskim, limonkowym, buriti, kokosowym, moringa i nasion słonecznika. Mają ona za zadanie łagodzić stany zapalne i podrażnienia, wzmocnienie bariery lipidowej, ale również działanie antyseptyczne i zmniejszające wydzielanie sebum. Ekstrakt z koniczyny uelastycznia, natomiast ten z rozmarynu i mięty pieprzowej chłodzą, działają antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo. To mieszanka która jest absolutnie uniwersalna! Wspaniała dla przesuszonej ale również dla przetłuszczającej się skóry głowy! W odżywce składniki są niemal identyczne, jak u opisanego poprzednika, nie ma tu oczywiście składników myjących, a oleje mają większe stężenie i dodatkowo dodano tu witaminę E, olej z nasion lnu oraz bardzo silny antyoksydant w postaci oleju z nasion chia. Skład odżywki absolutnie zachwyca! A kuracja? Tu króluje czerwona koniczyna pełna białka, witamin i minerałów (potas, magnez, fosfor, wapń, żelazo) oraz wzmacniające hydrolizowane białka pszenicy. Na bogato, ale bezpiecznie, spójnie i bardzo wszechstronnie.

Działanie: 9/10

Kosmetyki zostały poddane niełatwym testom, bo moje włosy i skóra głowy do niełatwych należy. Przede wszystkim, mam bardzo delikatną, alergiczną skórę głowy, skłonną do podrażnień i reagującą swędzeniem na drażniące składniki. A włosy farbowane na jasny odcień, odwdzięczają się przesuszeniem, łamliwością i brakiem elastyczności. Bogaty w oleje skład dawał nadzieję na odbudowę kosmyków, ale obawiałam się nieco, że może obciążyć lub co gorsze naruszyć delikatną skórę głowy. Nic z tego. Szampon w prawdzie nie pienił się jak typowe drogeryjne myjadło i dwuetapowe mycie okazało się faktycznie niezbędne. Dlaczego? Dlatego, że po pierwszym etapie miałam wrażenie, że włosy były umyte tylko powierzchniowo, właśnie ze względu na słabe pienienie (co jest dość popularne wśród naturalnych kosmetyków). W moim odczuciu pierwsze mycie miało na celu zmycie środków do stylizacji i lepsze namoczenie włosów, dzięki czemu podczas drugiego nakładania kosmetyku pojawiała się gęsta piana, która z łatwością docierała do skóry głowy i we wszystkie zakamarki czupryny pozwalając na działanie składników aktywnych produktu. Bardzo odpowiada mi uczucie chłodzenia, wyraźnie wyczuwalne podczas mycia, to bardzo przyjemne, szczególnie podczas letnich chłodnych kąpieli. Włosy po umyciu są dogłębnie oczyszczone, ale nie szorstkie! Skradnie serce wszystkich borykających się z przetłuszczającą się skórą głowy i zniszczonymi końcówkami. Bo mix mięty i olejków zarazem odświeża i wygładza, ale nie obciąża. No i co dla mnie bardzo ważne – nie uczula. Odżywka to jedyny taki produkt, z którym miałam do czynienia. Jak ognia unikałam nakładania  kosmetyków na skórę głowy. Nie tylko ze względu na możliwość podrażnienia i łupieżu, ale też zważając na wizję przetłuszczonych i przyklapniętych włosów u nasady. A tu biorąc pod uwagę skład pełen olejów wydawało mi się, że to nie ma prawa się udać. Pudło, udało się znów. To, że ta odżywka pięknie wygładza włosy to jedno, ale ona nadaje im też cudną objętość i efekt dociążenia, co jest marzeniem wszystkich borykających się z cienkimi włosami. Najlepiej ten efekt widać na końcówkach, są bardzo sprężyste i takie “pełne” nadając całej fryzurze zdrowego efektu. I choć moje włosy widocznie odżyły dzięki temu specyfikowi, to najlepsze efekty widzę właśnie na mojej ultra problematycznej skórze głowy. Nigdy nie była tak odżywiona i nawilżona! Zaczerwienienia, podrażnienia zupełnie się wyciszyły i zdecydowanie mniej włosów znajduję na szczotce, choć do tego efektu przysłużyła się z pewnością również intensywna kuracja. Przyznam szczerze, że początkowo stosowałam ją jedynie na kilka godzin, lub pozostawiając na całą noc i pospiesznie myłam głowę. Obawiałam się, że nakładanie jej na skalp i masowanie spowoduje natychmiastową konieczność mycia głowy i zupełnie nie wyobrażałam sobie używania jej aż dwa razy dziennie, czy też na moment przed wyjściem z domu. Ostatecznie używałam jej tylko raz dziennie, dwa, do trzech razy w tygodniu. Nie, nie dlatego, że przetłuszczała, czy skracała swieżość fryzury. Zwyczajnie taka częstotliwość była dla mnie zupełnie wystarczająca, by wzmocnić działanie odżywki, spowodować wysyp tzw. baby hair i widocznie zagęścić włosy. Myślę, że regularność używania na jaką namawia producent, to terapia skierowana dla osób borykających się z łysieniem i szczerze mam wrażenie, że ten produkt może być dla nich przełomowy!

Stosunek ceny do jakości: 8/10

Kosmetyki MONAT to zdecydowanie produkty luksusowe, dlatego też ich cena nie należy do niskich. Biorąc jednak pod uwagę widoczne i szybkie efekty warto w nie zainwestować! Szczególnie jeśli już od jakiegoś czasu poszukujemy idealnych kosmetyków wzmacniających włosy i poszukiwania te kończą się fiaskiem. Szampon po przeliczeniu z uncji ma pojemność 237 ml. i kosztuje ok 180 zł, odżywka ma 178 ml. i cenę ok 225 zł, a kuracjię zamknięto w zaledwie 74 ml buteleczce w cenie ok 280 zł.

Ocena końcowa: 8,6

Wszystkie z testowanych przeze mnie produktów Monat polubiłam i choć trudno byłoby mi wybrać, to odżywka najbardziej przypadła mi do gustu. Nie dlatego, że reszta produktów w jakiś sposób odstawała, o nie! Dlatego, że to kosmetyk, który zastąpił mi kilka innych, okazał się nie tylko bezpieczny, ale też bardzo efektywny. To zarówno wyciszające wszelkie podrażnienia serum, preparat wzmacniający i przyspieszający porost włosów, no i wspaniale zagęszczająca i wygładzająca odżywka. Znam już podobne szampony, choć nie o tak dobrych składach, a intensywna kuracja to prawdziwy dowód na to, że w naturze połączonej z nauką jest wielka siła! To ciekawe jak zmieniło się moje postrzeganie tej serii po kilkutygodniowych testach. Podchodziłam do nich jak do kosmetyków, a teraz myślę o nich raczej jak o lekach na włosowe dolegliwości. Z dużą rezerwą i niedowierzanie nakładałam je na skórę głowy, w obawie o podrażnienia, a dziś są moim okładem w zaognionych sytuacjach skórnych. Zupełnie zmieniło się też moje przeświadczenie, że uleczyć może tylko lek, a upiększyć kosmetyk. W tym wypadku mamy działanie obustronne, a w efekcie nie tylko piękne ale i zdrowe włosy.

ADRIANA GOŁĘBIOWSKA

Więcej od Adriana Gołębiowska

Dobre i polskie! Kosmetyki pielęgnacyjne

“Cudze chwalicie swego nie znacie”, jakiż to wyświechtany frazes  – chciałaby się rzec, ale czy nie zdarza...
WIĘCEJ