Pod lupą: NU SKIN Nutricentials® [test 1/2]

8.5 Wygląd i aplikacja

10 Konsystencja, zapach i kolor

10 Skład

10 Działanie

9.5 Stosunek ceny do jakości

9.6

NU SKIN Nutricentials® Exfoliant Scrub Extra Gentle

Wyjątkowo delikatny peeling złuszczający

Często pytacie mnie jak szybko i efektywnie poprawić stan naszej skóry. Recepta jest zawsze taka sama – oczyścić i nawilżyć, bo bez względu na stan, wiek, czy rodzaj cery, każda potrzebuje dobrego złuszczenia, a następnie dogłębnego nawilżenia. Peeling i maska od NU SKIN obiecują delikatne, ale skuteczne wygładzenie, a także odżywienie, w oparciu o naturalne składniki i nowatorskie badania. Czy udało im się sprostać tym deklaracjom?

Wygląd i aplikacja: 8,5/10

Peeling zamknięto w miękkiej, plastikowej tubie na klik. Opakowanie jest bardzo poręczne, higieniczne i elastyczne dzięki czemu możemy wycisnąć z niego kosmetyk do ostatniej kropli, zatyczkę natomiast wykonano z mocnego tworzywa, które gwarantuje, że nic nie odpadnie w trakcie używania. Opakowanie podlega recyklingowi, za co ogromny plus, a niebiesko zielona kolorystyka świetnie koresponduje z zapachem produktu. Czy widzę tu jakiś minusy? I tak i nie. Wszystko zależy od tego, czy będziecie używać ten scrub w pojedynkę czy w duecie z maską. Jak przystało na kolekcję, obydwa kosmetyki tworzą spójną całość, dlatego też zamknięto je w identycznych opakowaniach, co w moim przypadku skutkowało ciągłymi pomyłkami, gdyż z zewnątrz kosmetyki te różnią się jedynie napisami – wystarczy jednak chwila skupienia i uwagi, by mojego błędu nie popełniać. Kosmetyk aplikuje się standardowo za pomocą dłoni, wykonując masaż opuszkami palców.

Konsystencja, zapach i kolor: 10/10 

Jestem szczerze zachwycona konsystencją i zapachem tego peelingu. Jest dość gesty, a co najważniejsze – niemal w całości składa się z maleńkich złuszczających drobinek; niewiele w nim lotionu, przez co jest niezwykle wydajny i efektywny. Podczas masażu drobinki nie rozpuszczają się, dzięki czemu możemy wykonywać peeling tak długo i intensywnie jak tego potrzebuje nasza skóra. Uwielbiam też jego zapach! Słodki, miętowy i mocny, zdecydowanie uprzyjemnia stosowanie, pobudza i dobrze nastraja. Kolor produktu jest białawy, lekko widoczny ma skórze, co pomaga w równomiernym nałożeniu kosmetyku.

Skład: 10/10

Mamy tu również świetny skład! Za wygładzenie odpowiadają naturalne okrzemki morskie, które delikatnie i równomiernie złuszczają skórę. Jednak nie brak tu również substancji mających na celu nawilżenie i odżywienie. Oprócz soku ze świeżych liści aloesu, jest też kwas stearynowy i mirystynowy, słynący z właściwości oczyszczających, ale również natłuszczających, gliceryna, alantoina, oraz witamina E zapobiegająca uszkodzeniom naczyń krwionośnych i poprawiająca ukrwienie.

Działanie: 10/10

To prawda, że mam słabość do peelingów, ale prawdą jest również to, że swojego dotychczasowego faworyta szukałam bardzo długo, bo moja skóra ma wygórowane potrzeby i większość wygładzających kosmetyków nie jest w stanie im sprostać. Dlaczego? Dlatego, że mam wyjątkowo delikatną, wrażliwą i naczynkową cerę, którą niemal wszystko uczula i podrażnia, a do tego jest ona niezwykle skłonna do “zapychania”, tworzenia zaskórników i przebarwień. Cera: koszmarek pielęgnacyjny. Dobrze dobrany peeling jest tu na wagę złota, bo oczyści, rozjaśni i pozwoli na lepsze wchłanianie się innych kosmetyków. Jednak te, które dobrze oczyszczały, dodatkowo zawsze okropnie naruszały moją skórę, powodując spustoszenie i uszkodzenia. Natomiast te wszystkie, które miały być delikatne, zwyczajnie nie dawały sobie rady z moją problematyczną i potrzebującą dogłębnego oczyszczenia cerą. Dlatego z dużą rezerwą podeszłam do tego peelingu, szczególnie widząc na nim informację, że jest on wyjątkowo delikatny. Czy tak jest? Znów muszę powiedzieć: i tak i nie! Bo moc oczyszczania jest tu wyjątkowo duża! Miliony polerujących drobinek odświeżają, a pod kilkukrotnym użyciu pozbywają się wszelkich zaskórników, rozjaśniają przebarwienia i genialnie poprawiają ukrwienie. Moc ścierania tego kosmetyku jest niezwykle duża, ale przy tym zaskakująco delikatna dla naszej skóry! Nigdy nie spotkałam peelingu, którym mogłabym tak dokładnie doczyścić buzię, nie narażając jej na kolejne popękane naczynka lub rumień, który będzie mi towarzyszył przez kilka kolejnych dni. 

Stosunek ceny do jakości: 9,5/10

Za 100 ml. kosmetyku musimy zapłacić około 103 złote. To ani mało, ani dużo, biorąc pod uwagę, że jest to cena zbliżona do mojego dotychczasowego ulubieńca. Jakość składników, a przede wszystkim działanie na mojej skórze jest warte tej ceny i to z nawiązką! No i nie zapominajmy o niezwykłej wydajności tego peelingu, która pozwala cieszyć się nim dłużej niż innymi produktami tego typu.

Ocena końcowa: 9,6/10

Nie często, a nawet bardzo rzadko produkty rozkochują mnie w sobie bez opamiętania. Zazwyczaj jest tak, że jeśli któryś zdaje egzamin podczas pierwszych prób, to z czasem podnoszę mu tak wysoko poprzeczkę, że w ostatecznym rozrachunku jestem rozczarowana. Peeling od NU SKIN pokochałam od pierwszego niuchnięcia, po ostanie zmycie z twarzy. Na stałe zagościł w mojej pielęgnacyjnej rutynie i daleko za sobą pozostawił dotychczasowego faworyta. Tu się zgadza wszystko: od zapachu na działaniu kończąc. Nie ma półśrodków i jedynie powierzchniowego działania. Co więcej kosmetyk ten obala mit, że cery delikatnej nie można potraktować konkretnie oczyszczającym produktem. Odpowiednio dobrane składniki mogą być efektywne i nie wyrządzać krzywdy. Skuteczny, a przy tym delikatny. Ulubiony.

[W tym artykule znajdziecie recenzję maski]

 

ADRIANA GOŁĘBIOWSKA

 

Więcej od Adriana Gołębiowska

Pod Lupą: Camellia Oil od Bielendy [test]

O tym, że jestem fanką polskich kosmetyków trąbię na prawo i na lewo przy każdej możliwej okazji....
WIĘCEJ