Plażowa rewolucja, czyli krótka historia kostiumu kąpielowego

historia kostiumu kąpielowego

Niewielka ilość elastycznego materiału i kilka sznureczków – tak dziś większość z nas opisałaby kostium kąpielowy. Ale nie każdy wie, że w formie, jaką znamy dziś ten element garderoby istnieje zaledwie od kilkudziesięciu lat. Bo jeszcze na początku ubiegłego wielu bardziej niż strój na plażę, przypominał kostium cyrkowego akrobaty.
the-evolution-of-swimwear-1920s
Od nagości do nadmiaru

Pierwsze przedstawienia kobiet w czymś, przypominającym stroje kąpielowe pochodzą już z czasów starożytnych. Na rzymskich mozaikach odkrytych w sycylijskiej Villa Roma, kobiety noszą przepaski na biuście i biodrach. Najprawdopodobniej jednak większość starożytnych amatorów kąpieli zażywała jej nago. I podobnie sprawa wyglądała przez kolejne kilka stuleci. Szczególnie, że osób mogących się poszczycić się umiejętnością pływania było do XX wieku bardzo niewiele. Ale kiedy w XV wieku popularność zaczęło zyskiwać wodolecznictwo i niczym grzyby po deszczu pojawiały się kurorty typu Baden-Baden, udający się „do wód” kuracjusze potrzebowali odpowiedniego ubioru. Początkowo jednak nikt nie widział w nim potencjału modowego – zgrzebne, proste koszule miały jedynie zakrywać nagość.

Ursula Andress w filmie Dr No

Z czasem wyjazdy „do wód” stały się modne, a zażywanie kąpieli należało do obowiązkowych aktywności śmietanki towarzyskiej. Panie leczyły wodą migreny i histerię, panowie lumbago i kontuzje. Od efektu terapii ważniejsze było to, aby się pokazać. W XIX wieku kąpiele z arystokratycznej ekstrawagancji stały się aktywnością coraz bardziej powszechną. Pojawienie się na plażach coraz większej ilości amatorów wodnej rozrywki sprawiło, że szczególnie panie zapragnęły ubioru, stworzonego specjalnie do kąpieli. Nie mylić z pływaniem, bo to ówczesne kostiumy skutecznie uniemożliwiały. Dama w uszytej z wełnianej flaneli, sięgającej łydek sukni i bufiastych pantalonach, z obowiązkowym, ciasno zasznurowanym gorsetem pod spodem, dodatkowo obciążona ciężarkami mającymi zapobiec nieskromnemu podwijaniu się spódnic, niechybnie poszłaby na dno kilka sekund po tym, jak oderwałaby od niego stopy w specjalnych kąpielowych bucikach i wełnianych pończochach. W dodatku, jak łatwo się domyślić, kiedy ciężka tkanina namokła, wyglądała wyjątkowo nieatrakcyjnie. Dlatego aby uniknąć kompromitacji, damy natychmiast po wyjściu z wody służba zakrywała specjalnymi, kąpielowymi płaszczami. Dziewiętnastowieczny strój kąpielowy dopełniały zmieniające się z sezonu na sezon czepki, turbany, kapelusze i obowiązkowe parasolki – wszak opalone bywały wówczas tylko wieśniaczki. Panowie – jak zwykle – mieli lżej. Mogli się ograniczyć do kalesonów i podkoszulków z krótkim rękawem. W przypadku obu płci popularnością cieszyły się nawiązania do marynarskiego stroju, takie jak kołnierze i charakterystyczny wzór w paski.

 

W zdrowym ciele zdrowy duch

O ile niemal do końca XIX wieku w wodzie jedynie się moczono, z biegiem lat coraz więcej było amatorów pływania. Wraz z nadejściem nowego stulecia powoli zaczęło zyskiwać popularność przekonanie, że aktywność fizyczna, szczególnie ta wodna, jest zdrowa. To sprawiło, że pojawiło się zapotrzebowanie na strój, który nie krępowałby ruchów i, co najważniejsze, nie zagrażał życiu pływaka. Panie zaczęły uprawiać wodny sport później – początkowo uważano, że im on nie przystoi. Pierwsze, które się przeciw tej zasadzie zbuntowały, nosiły więc wzorowane na męskich stroje pływackie – przypominające kostiumy cyrkowych akrobatów trykoty. Ale pomimo, że dziś taki ubiór, uzupełniony o wełniane, czarne pończochy uznano by za wyjątkowo zachowawczy, wówczas noszące go kobiety siały powszechne zgorszenie. Australijska pływaczka długodystansowa, Anette Kellerman przekonała się boleśnie o tym, że poza jej ojczyzną panują zdecydowanie bardziej surowe zasady moralne, kiedy policja aresztowała ją na plaży w Bostonie. Sportsmenka trafiła za kratki za nieobyczajny strój – obcisły czarny trykot z długimi nogawkami. Opinający kobiece ciało kostium wywoływał skandal, choć przeciwne płcie nie mogły kąpać się czy nawet przebywać na plaży razem. Aby uniknąć niechcianych spojrzeń, pomiędzy sektorami damskimi i męskimi budowano wysokie ogrodzenia, zachowywano też odpowiednią odległość. W Sopocie na przykład plażowiczów i plażowiczki dzieliło stosowne 578 kroków.

Lata 20. minionego wieku przyniosły rozluźnienie obyczajów i rewolucję w modzie. Coco Chanel uwolniła kobiety z gorsetów, a kostiumy kąpielowe stały się obowiązkowym elementem kolekcji wszystkich liczących się projektantów. Tworzyli je min. Jean Patou, Jean Lanvin i Elsa Schiaparelli. Choć dzisiejszym plażowiczkom wciąż wydałyby się zachowawcze, jak na ówczesne czasy paryskie stroje kąpielowe były nad wyraz postępowe. Po raz pierwszy obok kostiumu jednoczęściowego pojawił się dwuczęściowy, składający się z obcisłej góry i spodenek, często ozdobionych króciutką, odpinaną spódniczką. Stopniowo odchodzono od marynarskich pasków na rzecz śmiałych, geometrycznych wzorów w stylu art deco, utrzymanych w żywych, kontrastowych kolorach. Prawdziwym przełomem było pojawienie się w latach 30. elastycznego włókna. Dzięki jego zastosowaniu kostiumy wreszcie mogły idealnie przylegać do sylwetki i ją modelować. Co ważne, po wyjściu z wody nie traciły kształtu. Panowie w latach 30. zaczęli odsłaniać torsy – wcześniej publiczne pokazywanie męskich piersi uważane było za nieprzyzwoite. To wówczas powstały pierwsze męskie kąpielówki, które w niemal niezmienionej formie przetrwały do dziś.

Kostium kąpielowy Jean Patou na okładce Vogue, 1955
Bikini kontra fiszbiny

Jeden z najbardziej dziś popularnych strojów kąpielowych – bikini – wkroczył na modową scenę tuż po II wojnie światowej. Choć kostiumy dwuczęściowe znano już wcześniej, modele z lat 20. i 30. niemal całkowicie zakrywały brzuch. Przełom dokonał się w 1946., kiedy dziewiętnastoletnia francuska modelka i tancerka Micheline Bernardini po raz pierwszy zaprezentowała bikini składające się z czterech trójkątnych kawałków materiału. Ojcem stroju, który swoją nazwę wziął od atolu, gdzie w połowie lat 40. testowano amerykańską broń jądrową, był francuski inżynier Louis Réard. Ale panie wcale nie przyjęły jego projektu z entuzjazmem. Większość ówczesnych kobiet wolała bardziej zachowawcze jedno- lub dwuczęściowe stroje, z wysokimi majtkami i stanikami z fiszbinami. Do zmiany zdania przekonały je it girls takie jak Ursula Andress czy Brigitte Bardot. Ta ostatnia paradowała w skąpym kostiumie na planie filmu „I bóg stworzył kobietę”.

Annette_Kellerman2

Z czasem stroje kąpielowe stały się jeszcze bardziej odważne. W latach 60. bikini cieszyło się już wielką popularnością. A 20 lat później pojawiły się pierwsze modele z bardzo wyciętymi na pośladkach stringami. Dziś praktycznie żaden model kostiumu kąpielowego nie wywołuje zgorszenia. Chociaż, gdyby ktoś zechciał się cofnąć o paręset lat i pojawił się na plaży w stroju anno domini 1890, z pewnością wzbudziłby nie lada sensację.

Natalia Jeziorek