„Pani Teatr” – rozmowa z Edytą Sotowską-Śmiłek

„Pani Teatr” - rozmowa z Edytą Sotowską-Śmiłek 1
fot. Bartek Barczyk

O sztuce w czasach lockdownu, słynnej premierze “Dziadów”, walce z polityką i o najnowszych produkcjach – z Edytą Sotowską – Śmiłek, zastępcą dyrektora Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie rozmawia Marcin Lewicki.

Praca dla tego teatru oznacza dla mnie powrót.  Po zakończeniu teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim znalazłam się w tym Teatrze. Potem poszłam w stronę biznesu i public relations, ale cały czas ciągnęło mnie do kultury. I tak starałam się, żeby projekty kulturalne pojawiały się w pozyskiwanych przez Great Story zleceniach. Ostatecznie i tak wylądowałam w tym Teatrze. Przewrotność losu czy przeznaczenie?

Jak do tego powrotu doszło?

Przed pandemią, przed wojną, inflacją i kilkoma innymi kryzysami, do których pewnie za chwilę wrócimy, wspólnie z Krzysztofem Głuchowskim – Dyrektorem tego wspaniałego Teatru zaczęliśmy snuć różne wizje, które miały pomóc w rozwoju tego miejsca. Jestem teatrologiem z pierwszego wykształcenia i zamiłowania oraz PR’owcem z drugiego i z wieloletniej praktyki. Te kompetencje miały być moim wkładem i wsparciem. Wiedzieliśmy, że jest tutaj wspaniały zespół – zarówno artystyczny, jak i doskonałe zaplecze ludzi, którzy tworzą ten teatralny dream team. Dyrektor nadał artystyczny ton, ludzie uwierzyli, że wszystko co najlepsze jeszcze może być przed nimi – natomiast trzeba było sprawić, żeby o Teatrze należycie usłyszano. Był 2019 rok – moje pomysły promocyjne dla kolejnych premier i ich realizacja zadziałały. Udało się i mieliśmy poczucie, że będziemy mogli to rozwijać. Tymczasem przyszła pandemia i poważna próba -jak w takiej sytuacji prowadzić instytucję kultury, jak dzielić się sztuką z publicznością. Każdy proces twórczy musi mieć przecież finał w premierze. Uznaliśmy zatem, że wykorzystamy internet – medium, które nie jest naturalnym środowiskiem teatru, wręcz kłóci się z ideą spotkania na żywo twórców z publicznością.

„Pani Teatr” - rozmowa z Edytą Sotowską-Śmiłek 2

Zdecydowaliśmy jednak, że udostępnimy widzom spektakle w czasie 1:1. Były to profesjonalne streamingi realizowane z kilku kamer. Taki nowocześniejszy teatr telewizji– interaktywny, pozwalający na bezpośredni kontakt z widzem – w czasie rzeczywistym mogliśmy śledzić reakcje publiczności, komentarze czy najzwyczajniej dowiadywać się o technicznych usterkach i na bieżąco je poprawiać. Uczyliśmy się – także pokory wobec techniki, ale byliśmy coraz lepsi, zwiększaliśmy zasięgi, wychodziliśmy poza Kraków i rozszerzaliśmy dotychczasową widownię.

Jednak, kiedy skończył się lock-down bez żalu porzuciliśmy streaming – teatr to wymiana energii i potrzebni są ludzie, dla których można grać. Powrót widzów na widownię był najpiękniejszym świętem wszystkich teatrów. Także naszego.

I po wygranej walce z wirusem trzeba było od razu otworzyć nowy front?  Daliście słynną  premierę  Dziadów i nie trzeba było długo czekać na reakcję władzy?

Rzeczywiście, na początku myśleliśmy, że będziemy musieli przede wszystkim intensywnie zabiegać o powrót widzów do Teatru, zmianę nastawienia, przełamania lęków, ale i pandemicznych streamingowych nawyków. I na taką walkę byliśmy gotowi. Życie jednak pisze własne scenariusze. Okazało się, że front otworzył się zupełnie gdzie indziej. Po premierze “Dziadów” w reżyserii Mai Kleczewskiej, okazało się, że nie pierwszy raz w scenicznym wystawieniu dzieła Mickiewicza zechciała przejrzeć się władza.

Rozpoczęło się krytykowanie, deprecjonowanie naszego spektaklu – choć co zabrzmi absurdalnie – nikt z wypowiadających się polityków naszego spektaklu nie widział. W  konsekwencji zostaliśmy w dużej części odcięci od środków mających finansować działalność artystyczną, a na domiar wszystkiego organizator postanowił wszcząć procedurę odwołania dyrektora. Minął już rok odkąd Krzysztof Głuchowski jest odwoływany. Procedura ponoć trwa, a my działamy pomimo wszystkich przeciwności i realizujemy kolejne premiery, choć nie możemy liczyć na ministerialne granty. Właśnie ogłoszono wyniki pierwszych tegorocznych dotacji. Nas na liście beneficjentów nie znajdziesz. Pomimo tego, że jesteśmy czołową polską sceną, realizującą klasykę polskiej literatury, zdobywającą wszystkie możliwe niezależne nagrody i cieszącą się zaufaniem widzów. Chcielibyśmy wierzyć, że w kolejnych rozdaniach będziemy brani pod uwagę … ale szczerze – za bardzo na to nie liczymy.

Jak zatem działacie, jak wygląda sytuacja „po Dziadach”?

‘’Dziady” okazały się ogromnym sukcesem artystycznym – spektaklem, którego wręcz nie wypada nie zobaczyć.  Przyniosły nam równocześnie kryzys finansowy – ograniczone finansowanie.  A kiedy jesteś w kryzysie, masz tylko dwie możliwości, załamać się, poddać  i nie robić nic albo zacząć działać. My wybraliśmy działanie. Na kilka różnych sposobów. Po pierwsze postawiliśmy na otwartą i przejrzystą komunikację z mediami oraz przez media. Mam poczucie, że niezależnym mediom wiele zawdzięczamy. One pozwoliły nagłośnić problem ingerencji polityki w sztukę oraz wytłumaczyć naszą sytuację. I sprawić, że mnóstwo ludzi – wcześniej niekoniecznie zainteresowanych naszym Teatrem czy szerzej życiem teatralnym postanowiło nam towarzyszyć.

Zauważ, że w teatrze takim jak nasz na stałe zatrudnionych jest blisko dwieście osób, do tego do każdego nowego projektu zatrudnianych jest dodatkowo kilku, kilkunastu twórców. To wiąże się z olbrzymią odpowiedzialnością za los tych wszystkich ludzi i ich rodzin. Aby zrobić spektakl potrzebujesz nie tylko aktorów, reżysera, ale i kostiumografa , scenografa, kompozytora, realizatorów ruchu, dźwięku, światła. Oprócz tego masz cała drugą listę ludzi odpowiadających za powodzenie produkcji.

„Pani Teatr” - rozmowa z Edytą Sotowską-Śmiłek 3

Inspicjenta, który musi znać każdą scenę, montażystów, pracownie – takie jak modelatornia, pracownia krawiecka, tapicerska czy stolarska, garderobiane czy charakteryzatorki. Do tego dochodzi cała administracja, promocja, obsługa widza. Mamy koordynację artystyczną, która na trzech scenach musi zaplanować repertuar niczym precyzyjną konstrukcję, w której wszystkie elementy muszą ze sobą współgrać. Mamy cztery budynki które trzeba utrzymać, ogrzać, przeprowadzić remonty i naprawy. To jest spore, dobrze działające przedsiębiorstwo. Tak jak 130 lat temu. Wiesz, że budowa tego Teatru pod koniec dziewiętnastego wieku pobudziła rozwój Krakowa. Potrzebni byli stolarze, szklarze, murarze, którzy zewsząd ściągali i osiedlali się w Krakowie.  Ten budynek ma swoje lata – zatem ciągle coś wymaga remontu czy choćby naprawy.  Dzięki środkom unijnym udało nam się zrealizować wieloletni projekt modernizacji Teatru. Wymieniliśmy nagłośnienie, podłogi, krzesła i fotele.

Historia jednej fotografii – 13 kultowych zdjęć według naszej redakcji!

I wymyśliliście licytację pozostałych po remoncie starych krzeseł i rekwizytów ze zdjętych z afisza spektakli?

Tak. Kiedy brakuje pieniędzy, budzi się kreatywność i przychodzą do głowy różne pomysły. Wymyśliliśmy, że skoro dla nowych foteli musimy zrobić miejsce – najlepszym rozwiązaniem będzie sprzedać te stare. I tu znów przyszli z pomocą ludzie kochający Teatr, którzy chcieli mieć kawałek jego historii u siebie w domu. Dodatkowo jesienią zeszłego roku zorganizowaliśmy licytację rekwizytów teatralnych, elementów scenografii i kostiumów ze spektakli, które już zeszły z afisza. To przyniosło kolejne środki – można powiedzieć, że sprzedaż starych bezużytecznych już dla nas przedmiotów pozwala tworzyć nowe.

Poszliście w trend i staliście się pierwszym w Polsce ekoteatrem. Pierwszy teatralny recycling?

Nie wiem czy pierwszy, ale całkiem skuteczny. Budynek jest spory, jednak nie z gumy i już dawno planowaliśmy uporządkowanie przepełnionych magazynów. Akcja jaką była licytacja, pozwoliła nam naturalnie zrealizować ten plan. Oprócz samego zysku ze sprzedaży tych rzeczy, dostaliśmy niesamowite wsparcie od przyjaciół Teatru, od mieszkańców Krakowa. Okazało się bowiem, że nie chodziło tylko o zabranie do domu kawałka Teatru, ale również o zademonstrowanie wsparcia, powiedzenie – jesteśmy z wami, nie poddawajcie się! To bardzo budujące.

Przez Dziady popadliście w kłopoty finansowe, ale także, jak już wspomniałaś wcześniej  –  została wszczęta procedura odwołania Krzysztofa Głuchowskiego ze stanowiska dyrektora. Jak zareagowaliście na tę sytuację?

Jako społeczność Teatru powiedzieliśmy stanowcze „nie!”  Szybko otrzymaliśmy wsparcie widzów, środowiska teatralnego i mnóstwa osób.  Powstała akcja #teatrjestnasz. (w domyśle nas wszystkich – co doskonale podjęli widzowie). Z perspektywy czasu można powiedzieć, że stała się opowieścią o niezależności, lojalności i wspólnocie.  Tak po ludzku byliśmy dotknięci niesprawiedliwością takiej decyzji w momencie największego rozkwitu Teatru im. J. Słowackiego, chęcią odsunięcia dyrektora przez organizatora instytucji – czyli urząd, który powinien zapewniać środki do twórczych poszukiwań. Nie widzieliśmy logiki tego politycznego ruchu.

Publiczna instytucja kultury musi być niezależna od jakichkolwiek nacisków czy wpływów. Powinna dawać komfort tworzenia i poszukiwania. Państwo ma obowiązek wspierać, nie ma zaś prawa wywierać presji. A cenzura ma wiele twarzy. W tym przypadku nastąpiła cenzura ekonomiczna, bo jak inaczej nazwać ograniczenie finansowania działalności artystycznej?

No właśnie, co udało się tym czasie zrealizować, będąc w tak niekomfortowej sytuacji?

W międzyczasie powstał musical „1989 “,  który stał się wydarzeniem roku – opowiadający o tym, że mamy w naszej najnowszej historii pozytywny mit, że kiedyś sięgnęliśmy po wolność – wspólnie, ponad podziałami. To spektakl, do którego libretto napisał Marcin Napiórkowski, na podstawie badań i rozmów, które wspólnie z Mirkiem Wlekłym i reżyserką spektaklu Katarzyną Szyngierą przeprowadził z bohaterami Solidarności. Za warstwę muzyczną odpowiedzialny jest Andrzej „Webber” Mikosz, a widzowie wychodzą ze spektaklu nie tylko ze świetnymi tekstami i beatami w uszach, ale przede wszystkim są ogromnie zbudowani treściami, które ten spektakl niesie. „1989”  nie powstałoby bez naszego partnera i koproducenta – Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego oraz bez wiary w powodzenie projektu i wsparcia Pani Prezydent Miasta Gdańska Aleksandry Dulkiewicz  i Marszałka Województwa Pomorskiego – Pana Mieczysława Struka.

Ponadto w obecnym sezonie  Jan Klata wyreżyserował “Act of Killing” z doskonałą rolą Jana Peszka. Niedawno odbyła się premiera “Botticcelli” w reżyserii Pawła Świątka. Oprócz tego oddaliśmy widzom spektakl Macieja Wojtyszki “O dwóch doktorach” oraz „Kobieta i życie” w reżyserii Gosi Dębskiej – spektakl w koprodukcji Teatrem Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego.

Ja się trochę martwię o ciebie, co to będzie kiedy się te wszystkie kryzysy skończą? Zaczęłaś swoją prace w teatrze chyba w najgorszym możliwym momencie pandemia, konflikt z władzą, walka o dyrektora, problemy finansowe, wojna na Ukrainie…  Czy praca w trudnych warunkach bardziej mobilizuje do działania?

Kiedy decydowałam się na to wyzwanie – myślałam, że przyjdzie mi komunikować kolejne premiery i inne projekty artystyczne – tymczasem to tylko wycinek tej pracy. Kryzys zmieniał się w kolejny kryzys …  i kiedy nastała zeszłoroczna inwazja Rosji na Ukrainę, my wciąż będąc w trakcie walki o teatr, automatycznie przegrupowaliśmy szyki i zmobilizowaliśmy się do pomocy i wsparcia dla uchodźców. Pamiętam, jak na samym początku przyszedł do mnie Mateusz Janicki nasz aktor, ale też aktywista i  wspaniały człowiek i powiedział “co gdybyśmy zrobili…” i w ten sposób już 25 lutego 2022 roku powstał pierwszy punkt pomocowy w Krakowie.  A do tego w trzy dni udało się nam zorganizować koncert “Solidarni z Ukrainą”, który w tym roku powtórzyliśmy – a celem była zbiórka pieniędzy na realizację Dziadów w reżyserii Mai Kleczewskiej w teatrze w Ukrainie. Mamy nadzieję, że kolejnego koncertu nie będziemy musieli organizować.  Odpowiadając na Twoje pytanie – kryzysy zmuszają do działania, jednak nie potrzebuję ich jako bodźców – osobiście wolę normalne czasy.

Lubisz ten Teatr. Czy jest to uczucie odwzajemnione?

Przede wszystkim mam poczucie, że wchodząc do tego wyjątkowego miejsca znalazłam zespół równie wyjątkowych ludzi, z którymi wspólnie robimy rzeczy ważne. I chyba lubimy się wzajemnie i lubimy tę naszą podróż.

Jak to jest pracować z najlepszymi w kraju – bo przecież takich twórców tutaj spotykasz?

Pracując w teatrze, na co dzień masz do czynienia z różnymi “kosmosami”. Ci najwięksi mają mnóstwo pokory i dystansu do siebie. Rzeczywiście w zespole mamy wspaniałe teatralne osobowości. Z jednej strony dojrzali doświadczeni aktorzy, z drugiej młodzież o wielkiej energii. Wszyscy utalentowani i oddani temu miejscu.

Co byś poradziła młodym osobom, które chcą zacząć przygodę z teatrem?

Bądź otwarty. Kiedy wchodzisz w nową organizację – obserwuj, słuchaj i wyrabiaj własne opinie. Ucz się i poznawaj. Bierz pod uwagę opinie innych, ale się im nie poddawaj. Jak w życiu.

Dużo podróżujesz, widzisz różnicę między teatrem w Polsce, a zagranicą?

Z moich obserwacji wynika, że nie powinniśmy mieć kompleksów. Mamy doskonałych reżyserów, świetne uczelnie, tradycję rzemiosła teatralnego. Jedyne czego możemy im pozazdrościć to finansowania, a co za tym idzie komfortu tworzenia. Zatem znów wróciliśmy do kwestii pieniędzy. Niestety.

Jakie jest twoje marzenie w związku z tym miejscem?

Chciałabym, żeby „Dziady” lub „1989” – czyli ostatnie duże produkcje naszego Teatru mogła na żywo zobaczyć Polonia – zwłaszcza ta amerykańska. Dlaczego? Ponieważ ma ona niemały wpływ na kształtowanie naszej codzienności. Chciałabym zatem, żeby poznała współczesny polski teatr oraz nasze postrzeganie i odczuwanie rzeczywistości.

Ostatnie pytanie, tematem przewodnim tego numer Lounge jest Sztuczna Inteligencja, jak sobie wyobrażasz przyszłość teatru w tym kontekście? Czy AI może się przydać?

Jeśli w tym momencie widzę jakąś role dla sztucznej inteligencji w teatrze, to bardziej jako narzędzia marketingowego, automatyzacji sprzedaży. Najważniejsze żebyśmy się dobrze nauczyli wykorzystywać to, co niosą technologie. A teatr dla mnie to przede wszystkim ludzie oraz wymiana energii twórców i widzów. I niech na scenie tak zostanie.

Dziękuję za rozmowę.

fot. Bartek Barczyk


Edyta Sotowska – Śmiłek , absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz studiów podyplomowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Stypendystka Rządu Republiki Francuskiej oraz Kultury Paryskiej i Fundacji Bankowej im. Leopolda Kronenberga. Komunikacją marketingową zajmuje się od 1999 roku –  wspólnie z mężem prowadzi agencję PR – Great Story Community. Od 2019 roku związana z krakowskim Teatrem im. Juliusza Słowackiego. Prywatnie – mama dwóch córek – Leny i Poli, miłośniczka podróży – poznawania ludzi, miejsc i smakowania kuchni.

Więcej od loungemag
Biżuteria do rozpiętej koszuli
Przełom wiosny i lata to idealny moment na to, by wysunąć biżuterię na pierwszy plan. Rozpinamy koszule,...
Więcej