Olka Kaźmierczak – fashion pr girl: zawodowo projektuję metafory

Olka Kaźmierczak | fot. Mateusz Pawelski

Ma dwadzieścia sześć lat, a jest już jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób zajmujących się Public Relations w Polsce. Chciałaby być Hatalską branży mody. Jej pasja sięga daleko poza blogowanie – jest autorką Fashion PR Talks, czyli cyklu wykładów w największych miastach Polski. Już niedługo odbędzie się specjalny podwójny wykład w Warszawie; nam zdradziła co wyjątkowego będzie z nim związane. W trakcie Cracow Fashion Week rozmawiałyśmy o polskim rynku mody, glamourze z nim związanym, blogach szafiarskich i roli PR w tej całej układance.
Na swoim blogu Fashionprgirl.pl piszesz, że „zawodowo projektujesz metafory”. Co to znaczy?

To sformułowanie powstało podczas warsztatów Art&Fashion Forum w Poznaniu, które prowadził kultowy amerykański przedsiębiorca i pionier social commerce Bradford Shellhammer. Bradford poprosił nas, abyśmy opisali siebie w sześćdziesięciu znakach. Mieliśmy wyobrazić sobie sytuację, w której stoimy w windzie z przypadkowym człowiekiem, który pyta nas, kim jesteśmy i czym się zajmujemy. Te sześćdziesiąt znaków miało nie tylko w ciekawy sposób pokazać sedno naszej działalności, ale i być na tyle mocne i szalone, żeby nasz kompan z windy po opuszczeniu jej pomyślał „cholera, ciekawe o co chodziło” (śmiech). Tak więc ktoś uznał, że jest „kulą dyskotekową”, inny, że „cały czas obserwuje”, a ja stwierdziłam, że „projektuję metafory”, czyli zderzam ze sobą pozornie niepasujące elementy tak, by tworzyły nową jakość, a także spędzam życie na wymyślaniu historii, których chętnie posłuchają inni.

Zajmujesz się PR-em mody. Sama polska moda to bardzo obszerny temat. Jeśli miałabyś zamknąć go w pięciu zdaniach, co byś powiedziała?

Powiedziałabym, że polski rynek jest dynamiczny, szybko się rozwija i profesjonalizuje. Jednocześnie jest mocno podzielony i zróżnicowany, bo obok garażowych wyrobników T-shirtów funkcjonują w branży mody marki mocno ukierunkowane na biznes, konsekwentnie budujące swoją obecność na rynku, wpływające na powstawanie nowych miejsc pracy, zwiększenie popularności nieznanych dotąd w Polsce zawodów. Dzięki nim rośnie zapotrzebowanie na kadrę menadżerską, PR-owców, marketingowców, brand managerów i wszystkich tych, którzy dbają o to, by klient uwierzył w obietnicę marki i chciał jej doświadczać na każdym poziomie. Polski rynek wciąż jest w powijakach i nie ma się co temu dziwić! Historia chociażby brytyjskiej mody to siedemdziesiąt lat ciężkiej pracy, my nie mieliśmy nawet połowy tego czasu!

A co powiesz o polskim PR-rze mody?

Ludzie, zajmujący się PR-em mody w Polsce to grupa wewnętrznie podzielona, składająca się zarówno ze specjalistów z kierunkowym wykształceniem, świadomych roli i mocy PR-u, a przede wszystkim mających teoretyczną i praktyczną podstawę do tego, by się nim zajmować, jak i przypadkowych osób, które naoglądały się amerykańskich filmów i myślą, że bycie PR-owcem ogranicza się do chodzenia na lunch z redaktorkami naczelnymi magazynów mody.

Z Polskim PR-em mody jest tak, jak z branżą w ogóle. Pewne standardy dopiero są wypracowywane. Gdy dwa lata temu zakładałam bloga, był on pierwszym tego typu w Polsce. Mało mówiło się o profesjonalnej komunikacji w modzie. Nikt nie chciał się swoim know how dzielić, bo istniała obawa tak zwanego deptania sobie po piętach. Ja obrałam zupełnie przeciwną strategię. Mówiłam i pisałam o wszystkim, co przetestowałam na sobie, co znalazłam w zagranicznych publikacjach, co w jakiś sposób mnie zaintrygowało, a przede wszystkim, co było przekładalne na specyficzny polski rynek. Nie chciałam siedzieć w agencji i ze strachem czekać na chwilę, aż znajdzie się ktoś lepszy ode mnie i zabierze mi jedynego sensownego klienta. Zamiast tego chciałam sprawić, by marek potrzebujących obsługi PR-owca było coraz więcej. By na moim blogu mogły one przekonać się, że public relations to nie jest kolejny wymysł zza oceanu.

Więcej od loungemag

Czy jesteś siecioholikiem?

Statystyczny Polak spędza w internecie coraz więcej czasu i robi to w sposób regularny. Coraz częściej...
WIĘCEJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *