Odnowiony Lexus to owca w wilczej skórze? [test]

Odnowiony Lexus to owca w wilczej skórze? [test]
Po 5 latach od premiery Lexus RC przeszedł lifting. Zmiany nie są ogromne, ale spełniają swoją funkcję, znacznie odmładzając wygląd japońskiego coupé.

Kiedy odebrałem kluczyki i po raz pierwszy zobaczyłem z bliska mojego towarzysza na najbliższy tydzień, byłem lekko zdziwiony. Nie spodziewałem się, że otrzymam do testu
egzemplarz w dość kontrowersyjnym kolorze Lava Orange.

Można o nim długo dyskutować. Jednym się podoba, innym nie. Bez wątpienia rzuca się w oczy. Mi przez pierwsze godziny nie przypadł do gustu. Potem stwierdziłem, że jest nawet ładny. Nie wiem, czy to kwestia przyzwyczajenia, czy naprawdę mi się spodobał, ale koniec końców się z nim polubiłem.

Do testu otrzymałem Lexusa RC 300h w pakiecie F Sport.

300h jest oznaczeniem jednostki hybrydowej oferującej nam pod prawym pedałem 223 konie mechaniczne powstałe z połączenia 2,5 litrowego wolnossącego silnika spalinowego oraz jednostki elektrycznej, która ładowana jest podczas jazdy oraz hamowania. Wraz z liftingiem z oferty na starym kontynencie ze względu na normy emisji spalin zniknęły silniki oznaczone do tej pory jako 300 oraz 200t. Dla osób lubiących sportowe wrażenia na pewno ważną informacją będzie fakt, że już niedługo do salonów ponownie trafi wersja RC F z 5-litrową jednostką V8 o mocy 463 KM.

Pakiet F Sport to środkowa wersja wyposażenia. Jej ceny zaczynają się od 269 900 zł. Dostępna jest również tańsza wersja Elegance, za którą przyjdzie nam zapłacić minimum 224 900 zł oraz droższa wersja Prestige startująca od 279 900 zł. Te ceny minimalne to tak naprawdę prawie maksymalne.

W konfiguratorze zbyt wielu opcji nie ma. Za dopłatą dokupić możemy tylko lakier metaliczny — każdy bez wyjątku kosztuje 4 400 zł. Zmiana kolorystyki wnętrza jest darmowa, felgi przypisane są do pakietu wyposażenia, a innych opcji w konfiguratorze po prostu nie ma. Testowy egzemplarz cennikowo kosztuje więc 274 300 zł.

Osiągi, praca skrzyni i spalanie

Pierwszy człon nagłówka to coś, co najbardziej rozczarowuje w Lexusie RC 300h. Pierwszą setkę osiągniemy w 8,6 sekundy. Jest to wynik przeciętny, który zdecydowanie nie pasuje do nadwozia krzyczącego “jestem najszybszy w mieście, nie dogonisz mnie!”. Fizyki jednak nie oszukamy. 223 KM (181 KM z silnika spalinowego i 42 KM z silnika
elektrycznego) przy masie własnej 1735 kg po prostu muszą się tak zachowywać. Skrzynia biegów zamontowana w Lexusie RC 300h to bezstopniowa skrzynia e-CVT, która radzi sobie w miarę dobrze. Przy gwałtownym przyśpieszaniu delikatnie wyje, lecz podczas jazdy ze stałą prędkością lub spokojnego przyśpieszania zachowuje się dobrze. Widać ogromny postęp w technologii skrzyń bezstopniowych. Jazda nimi staje się już coraz mniej uciążliwa.

Jeżeli komuś brakuje emocji związanych z dźwiękiem silnika, może go sobie… odpalić. Dźwięk znaczy. Na desce rozdzielczej po lewej stronie od kierownicy znajduje się pokrętło służące do regulacji głośności emulowanego dźwięku. Osobiście zrobiłem to raz. Wystarczy. Decydując się na zakup RC 300h należy przygotować się na spalanie rzędu 8,5 litra na 100 kilometrów w mieście oraz na okolice 7 litrów poza nim. Przyzwoity wynik biorąc pod uwagę masę auta.


Prowadzenie i ogólne wrażenia z jazdy

Lexus RC 300h jeździ tak, jak przystało na auto premium. Układ zawieszenia został przyjemnie wypośrodkowany, przez co auto nie zachowuje się jak ponton, a zarazem dobrze wybiera nierówności i trzyma się w zakrętach. Kierownica chodzi lekko, ale przy osiągach oferowanych przez silnik hybrydowy naprawdę nie potrzeba sportowego układu kierowniczego.

Kierowca przy pomocy pokrętła może wybrać 5 trybów jazdy. Ekonomiczny, normalny, indywidualny, sport S oraz sport S+. Oprócz tego dostępny jest tryb do jazdy po śniegu oraz tryb EV, w którym wymuszana jest praca na silniku elektrycznym. Lexusem RC 300h pokonałem około 1200 kilometrów wraz z przeróżnymi pasażerami. Zazwyczaj z jednym, ponieważ pomimo dwóch miejsc siedzących z tyłu nie bardzo jest tam kogo posadzić. Komfortowo mogą podróżować tam tylko osoby drobne lub po prostu dzieci.

Wygląd i wnętrze

Lifting nie przyniósł za sobą wielu zmian. Tak naprawdę są one kosmetyczne, ale to dobrze. Lexus RC przed liftem był bardzo ładny. Kosmetyczne modyfikacje pozwoliły na jego delikatne odświeżenie. Największych doczekały się lampy. Zarówno przednie, jak i tylne. Delikatnie przemodelowane zostały również zderzaki i… to tyle jeżeli chodzi o różnice zewnętrzne.

We wnętrzu delikatnie zmieniły się kratki nawiewu. Dodany został również zegarek analogowy umiejscowiony na konsoli środkowej. Więcej nie trzeba.

Wnętrze co prawda nie jest mega nowoczesne, ale według mnie to plus. Zostało dużo przycisków fizycznych, które bardzo ułatwiają korzystanie z funkcjonalności auta. Jeżeli
byłbym osobą, której przyszłoby decydować co jeszcze odświeżyć w RC, to byłby to hamulec postojowy. Z nożnego zamieniłbym go na automatyczny, sterowany przyciskiem.

 

Niektórzy bardzo narzekają na sterowanie systemem multimediów przy pomocy gładzika. Według mnie to świetne rozwiązanie, chociaż niewątpliwie wymaga chwili zabawy i
przyzwyczajenia.


Podsumowując

W sumie idealnym podsumowaniem tego auta, jest tytuł artykułu. Owca w wilczej skórze. Swoją drogą tytuł został użyty już wcześniej podczas testu Lexusa RC 200t . W żadnym wypadku nie jest to obelga w stosunku do tego auta.

Lexus RC to świetne auto, które jest bardzo dobrze wyciszone, zarówno w mieście, jak i w trasie jeździ się nim bardzo dobrze. Po prostu wygląda szybciej, niż jedzie. Jest to jednak ciekawa propozycja dla osób szukających ciekawego auta, które wyróżnia się w tłumie. Szczególnie w kolorze Lava Orange.

 

Tekst: Arkadiusz Jurczewski
Zdjęcia: Arkadiusz Jurczewski, Adam Gieras

więcej testów

 

motopodprad.pl