“Nie stać nas na tanie rzeczy” Gosia i Tomek Rygalik [wywiad]


Często Wam się to zdarza?

TR: – Rzadko, wynika to z faktu, że każdy projekt staramy się przekonwertować w coś, co będzie wartościowe. Wtedy stajemy się agentami zmiany, czasami wymyślamy projekt od nowa. Gdy się to nie udaje, odkładamy go na bok, zawieszamy na haku, czekając aż przyjdzie nowe rozwiązanie.

GR: – Staramy się szukać powodów. Nie chodzi o sam przedmiot. Można by powiedzieć, że stworzono tak wiele krzeseł, że można by zarzucić ten temat. Jesteśmy jednak dalecy od radykalnych postaw. Ok, jest wiele krzeseł, ale kultura materialna ewoluuje wraz z człowiekiem, jego sposobem bycia, progresem cywilizacji. Krzesła wyglądają inaczej niż sto, dwieście lat temu. Za najważniejsze uważamy podejście do projektowania z odpowiedzialnością. Nieustannie się rozwijamy, by mieć pełną świadomość wyzwań współczesności.

TR: – Projektowanie oparte jest na wzajemnym zaufaniu i relacjach. Jeżeli przed tobą stoi człowiek, któremu ufasz, ufasz jego bagażowi kulturowemu i wcześniejszym działaniom, zyskujesz pewną gwarancję, że powstają rzeczy wartościowe. Nie podjęlibyśmy się zaprojektowania nowego Kałasznikowa, dlatego że nie wierzymy w tę kategorię produktową. Tak samo nie zdecydowałbym się na realizację bezpiecznego projektu z człowiekiem, któremu nie ufam.

Rozmawiałem niedawno z Zuzą Skalską, która przekonuje, że kończy się era dizajnu skupionego przede wszystkim na niskiej cenie, a zaczyna się epoka przedmiotów, za którymi stoi etyka – zasady fair trade, slow czy ekologii. Zanim coś kupimy, zadajemy pytanie, kto, z czego i w jakim celu daną rzecz zaprojektował. Jesteśmy w przededniu wielkiej zmiany?

GR: – Coraz więcej osób zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że to co jest tanie, tak naprawdę okazuje się drogie. Że oszczędność kryje się w kupnie rzeczy trwalszych, których nie trzeba będzie wymienić na nowe co dwa, trzy lata. Jak to zwykle bywa, pojawiają się agenci zmiany, dobrym rzykładem jest nasza marka Tre. To pozytywne i piękne, pewnie wraz z postępującą degradacją środowiska i kończącymi się zasobami, świat będzie musiał szukać nowych rozwiązań. Sami wyznajemy filozofię, by mieć mniej a lepszych rzeczy.

TR: – Nie stać nas na tanie rzeczy. Poza tym życie jest za krótkie na niedobrą kawę.

GR: – Może jest to idealistyczne, ale wierzę w to, że wszystkim naszym decyzjom konsumenckim towarzyszy pewna energia. Jeśli produkt został wyprodukowany w sposób sprawiedliwy, jeśli ludzie, którzy go stworzyli, czerpali z tego radość, pozytywna energia wraca potem do konsumenta.

Czyli to będzie trend najbliższych lat, może dekady?

TR: – Jestem totalnie na bakier z twierdzeniem, że takie podejście stało się trendem. Tego rodzaju myślenie jest przecież z nami od zawsze. Kiedyś ludzie znali nie tylko szewca, który wykonywał im buty, ale nawet krowę, z której zdjęto skórę. Konsumenckiego ogłupienia dostaliśmy dopiero w XX wieku, co jest pokłosiem rewolucji przemysłowej XIX wieku, które odseparowała nas od powstawania rzeczy. Cały ten proces stał się totalnie bezosobowy. Jednak przez cały ten czas świadoma część ludzkości pielęgnowała tęsknotę, za tym, co było wcześniej.

Wierzycie w to, że ten system społeczno-gospodarczy może się kiedyś zmienić?

GR: – Proces ewoluuje, widzę wiele zwiastunów zmian. Pewne dawne wątki powracają w nowej odsłonie. Coś się rysuje na horyzoncie, ale nie wiadomo jeszcze dokładnie co z tego wyniknie.

TR: – Trzeba by zanegować to wszystko, co  dominuje teraz. Musiałby powstać nowy, zrównoważony model ekonomii, wymiany i używania dóbr. To byłoby świetne dla planety. I dla nas samych.

Rozmawiał Rafał Stanowski
Zdjęcia: archiwum Studio Rygalik
2 of 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *