Mroczna historia zieleni

Mroczna historia zieleni

Mroczna historia zieleni „To kolor nadziei i naszego związku z naturą”. „Zieleń to afirmacja życia, która zachęca nas do tego, by patrzeć naprzód” – opisywała barwę roku 2017 Leatrice Eiseman, dyrektor zarządzająca Instytutu Pantone.

Już w XIX wieku zieleń stała się dominującym kolorem w wystroju wnętrz i damskiej garderobie. Problem polegał na tym, że zachwycone trendem kobiety padały dosłownie ofiarą tej mody.

Muślinowe suknie, jedwabne pończochy, wzorzyste tapety, farby, zabawki dla dzieci, świeczki i efektowne wyroby cukiernicze z mnóstwem wymyślnych dekoracji – wszystko w odcieniach zieleni i wszystko śmiertelnie trujące. Zachwycona nowym gorącym trendem Europa całkowicie poddała się zielonemu szaleństwu, zupełnie nie zdając sobie sprawy, jak bardzo tragiczne będą tego konsekwencje.

Zaczęło się w 1775 roku, kiedy Carl Wilhelm Scheele, szwedzki aptekarz i chemik, uzyskał charakterystyczny odcień ciemnej zieleni, mieszając ze sobą siarczan miedzi, węglan potasu i tlenek arsenu. Nie trzeba było długo czekać aż nowa barwa, znana jako szwedzka zieleń lub Zieleń Scheelego, stanie się jednym z najmodniejszych i najbardziej pożądanych kolorów. „Szczęśliwe” posiadaczki sukien i dodatków w tym odcieniu często budziły zazdrość wśród innych kobiet. Nawet jeśli wielkie wyjście w modnej kreacji kończyło się omdleniem czy atakiem duszności, nikt nie przypuszczał, że winny może być jej zielony barwnik, a nie za ciasny gorset.

Bywało jednak gorzej, bo w wielu przypadkach noszenie zieleni kończyło się niespodziewanym zgonem. Jeśli eleganckiej damie rozkochanej w tym trendzie udało się jakimś cudem przeżyć, to znaczy, że przed śmiercią uchroniły ją bielizna i warstwy materiału, uniemożliwiające wierzchniej zielonej tkaninie bezpośredni kontakt z ciałem. Pułapek z arszenikiem było jednak znacznie więcej – ryzykiem mógł być zakup zawierających znacznie większą dawkę trucizny pończoch.

„Zielona śmierć” czaiła się nie tylko w damskiej garderobie. Nawet jeśli modna dama zrezygnowała z sukni w tym odcieniu, trująca niespodzianka mogła na nią czekać chociażby na talerzu. Tak też się stało na jednym z londyńskich bankietów, kiedy na stole zaserwowano gościom zielone listki z cukru. Niestety, estetyczna dekoracja z barwnikiem Scheelego, dla części uczestników przyjęcia okazała się ostatnim deserem w ich życiu. Ofiarami kolorowych słodkości padały zarówno dzieci, jak i dorośli – jeśli nie częstowano nimi na przyjęciach i w restauracjach, to prezentowano je na różnych witrynach sklepowych – cukrowe pieski na trawie zabarwionej arsenem można było dostać na Shepherd’s Market, a półki sklepowe po brzegi wypełniała żywność w zielonych pudełkach.

Brak apetytu na słodkości czy całkowita modowa ignorancja wcale nie gwarantowały dłuższego życia, bo o skutkach toksycznego barwnika mógł przekonać się każdy – wystarczyły zielone zasłony czy tapeta w sypialni, a nawet zielona świeca, która po zapaleniu uwalniała szkodliwy dla zdrowia arsen.

Już w połowie XIX wieku w prasie regularnie pojawiały się informacje o tragicznych w skutkach zatruciach. Magazyn „Punch” nazwał modną zieleń „odcieniem śmierci”, a na plakatach reklamowych coraz częściej polecano klientom produkty „bez arszeniku”. Musiało jednak upłynąć sporo czasu, zanim odkryto wszystkie zagrożenia związane z toksycznym pigmentem. No cóż, szczęśliwi ci, którzy mieli do zieleni ogromną awersję.

Kamila Żyźniewska

Więcej od loungemag

Filmowe Strzały Kuby Armaty – Listopad

Włoski reżyser Luca Guadagnino porwał się na nie lada wyczyn. Po fantastycznym oraz wielokrotnie nagradzanym filmie...
WIĘCEJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *