MMC: Polski rynek potrzebuje rewolucji [wywiad]

To znaczy, że będzie więcej sztucznych futer u MMC?
  • Jeszcze nie wiem. Wróciliśmy właśnie z krótkich wakacji. Jesteśmy na tym etapie, w którym nie myślimy nad nową kolekcją. Oczywiście szukamy inspiracji, ale nic konkretnego w naszych głowach się jeszcze nie pojawiło.
Potrafisz się kompletnie odciąć i nie myśleć o nowej kolekcji?
  • Potrafię, bo mam w tym momencie inne zajęcia, na przykład siadam i robię kolekcję zimową dla SI-MI. Poza tym zastanawiamy się, co wprowadzić do masowej produkcji z kolekcji jesień-zima MMC. Jest sporo pracy, nie tyle nie twórczej, co raczej odtwórczej.
Czym kierujecie się, wybierając rzeczy, które trafią do szerszej sprzedaży?
  • Trochę oddźwiękiem, trochę kosztami produkcji, bo też trzeba, a trochę naszymi mocami przerobowymi. Musimy wybrać kilkanaście pozycji, które naszym zdaniem będą się najlepiej sprzedawać.
Nie czuliście pokusy, by znaleźć inwestora i wejść jeszcze mocniej na rynek, otworzyć sieć swoich butików, może zaatakować rynek zagraniczny?
  • Od 20 lat idziemy naprzód małymi kroczkami. Bronimy się trochę przed projektowaniem kolekcji dla Biedronki czy Rossmanna, oczywiście nikogo nie obrażając. Gdyby się znalazł inwestor, który zostawiłby nam swobodę twórczą i sprawił, że MMC stałoby się bardziej masowe, to czemu nie?
Znowu wraca słowo cenzura. Przypadki z polskiego rynku pokazują, że swoboda projektanta przegrywa często z oczekiwaniami inwestora. Znalezienie kogoś, kto zrozumie potrzeby projektanta graniczy naprawdę z cudem?
  • Kto wie, wszystko się zmienia, choć ja mam wrażenie, że na grosze.

Dlaczego?
  • Widzę coraz mniej pieniędzy w tym biznesie. Nastąpiło ogromne nasycenie markami i projektantami, ogólnie produktem. Coś się teraz powinno wydarzyć, uważam że na rynku dojdzie do rewolucji. Sieciówki oczywiście nie znikną, ale będą musiały zmienić podejście do biznesu. Powinny zacząć myśleć więcej o projekcie, a mniej o marżach i cięciu kosztów. Gdyby taka rewolucja w myśleniu dokonała się w wielu firmach, wyszłoby nam to wszystkim na dobre.
A gdy patrzysz na tych wszystkich młodych projektantów, którzy pojawiają się intensywnie na rynku, co myślisz?
  • Podziwiam ich, widzę jak kończą szkoły i rzucają się na głęboką wodę, chcąc działać w tym zawodzie. Wydaje mi się, że to jest w naszym kraju coraz trudniejsze.
Gdyby prezes LPP Marek Piechocki zadzwonił do MMC, proponując Wam ponownie współpracę, to…
  • Pewnie byśmy się spotkali. Jestem fanem polskich marek i uważam, że lepiej wspierać nasze sieciówki niż te zagraniczne. Należąca do LPP marka Reserved jest jedynym polskim brandem, który ma szansę zaistnieć na świecie. To byłoby miłe zobaczyć swoje rzeczy na Oxford Street, więc czemu nie. Mam jednak świadomość, że pracując dla tak dużej firmy, musi się pojawić jakaś cenzura (śmiech), przede wszystkim ekonomiczna.
Przejawem takiego ekonomicznego myślenia, już w ujęciu globalnym, jest kariera streetwearu, który wszedł na najważniejsze wybiegi. W nowej kolekcji bardzo zgrabnie podejmujecie grę z tym trendem. Zastanawiam się, czy to jest trwała zmiana w modzie, czy może przejściowe zachłyśnięcie dyktatem ulicy?
  • Streetwearowe rzeczy wprowadzamy do swoich kolekcji od kilku sezonów, sprzedają się zresztą bardzo ładnie – zwłaszcza kurtki puchowe i bluzy. Doszliśmy jako MMC do takiego etapu, co uważamy za atut, że dorobiliśmy się kilku własnych klasyków, które możemy dowolnie interpretować, a nawet powtarzać z sezonu na sezon.
Autocytaty?

Nie mam problemu z tym hasłem, w przeciwieństwie do “cytatów”. Uważam, że autocytat nie jest wcale niczym nagannym, a wręcz może być powodem do dumy. Jeśli ktoś stosuje ten zabieg, jest po pierwsze pewny swojego produktu, po drugie klienci go oczekują.

2 of 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *