Minimalistyczny design = zysk dla koncernów motoryzacyjnych

Drugi dobrze widoczny nurt motoryzacyjnego minimalizmu można dostrzec w dziedzinie jednostek napędowych. W przypadku silników nie chodzi już o minimalizm rozumiany jako kierunek w sztuce, ale ten czysto pragmatyczny, związany z ekologią i ekonomią. Nazywa się downsizing i wśród wielu entuzjastów motoryzacji wywołuje grymas zniesmaczenia na twarzy.

Ten „mechaniczny” minimalizm polega na systematycznym zmniejszaniu pojemności silników, przy jednoczesnym zachowaniu parametrów mocy i momentu obrotowego. Na przykład nowy Ford Mondeo może być napędzany 1-litrowym, 3-cylindrowym silnikiem benzynowym o mocy 125 KM. Jeszcze kilka lat temu taką moc w Mondeo generował 1,8-litrowy silnik z czterema cylindrami. Z kolei wszystkie nowe silniki Volvo posiadają już jedynie 4 cylindry i 2 litry pojemności, zaś najmocniejszy generuje 360 KM mocy. Całkiem niedawno 300 KM w Volvo rozwijały 2,5-litrowe silniki o pięciu cylindrach…

Teoretycznie downsizing ma zapewnić godziwe warunki życia misiom polarnym i lodowcom. W praktyce okazuje się, że wysilone silniki o mniejszych pojemnościach zużywają mniej paliwa jedynie w warunkach laboratoryjnych, a ich trwałość w porównaniu ze starszymi odpowiednikami jest mocno dyskusyjna. Z pewnością jednak ta forma minimalizmu jest opłacalna dla producentów. Nam pozostaje jedynie wmawiać sobie, że – parafrazując Sokratesa – tajemnica radości z jazdy nie leży w większej pojemności silnika, ale w umiejętności cieszenia się coraz mniejszą…

Michał Sztorc PremiumMoto.pl

2 of 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *