Mecenasi mody [Malwa Wawrzynek]

Mecenasi mody [Malwa Wawrzynek]
Do tej pory nazwiska Pinault, Arnault i Medici łączył jeden wspólny mianownik — pieniądze. O majątku Medyceuszy uczyliśmy się w szkole. O bogactwie dwóch pozostałych większość dowiedziała się dopiero ostatnio, przy okazji hojnej kwoty przeznaczonej na odbudowę katedry Notre Dame.

Obaj panowie należą do grona tych „obrzydliwie bogatych osób”. Ich nazwiska w rankingach znajdują się bardzo blisko Billa Gates’a Warrena Buffeta, czy Marka Zuckerberga. Tak się też składa, że obaj panowie należą do jeszcze jednego grona: największego targowiska próżności, czyli biznesu mody.

Bernard Arnault zarządza koncernem LVMH, Francois-Henri Pinault grupą Kering. Ten drugi jest także mężem Salmy Hayek, ale o tym można przeczytać w innych mediach. Szybka deklaracja obu panów co do funduszy przeznaczonych na odbudowę paryskiej katedry nie jest jednak przypadkowa. Po pierwsze chodzi oczywiście o PR. Nie łudźmy się, że ten przestaje mieć znaczenie nawet (a może zwłaszcza) w obliczu takich tragedii, jak zniszczenie Notre Dame.

Po drugie nie bez znaczenia jest również fakt, że obaj panowie to Francuzi. Chęć przywrócenia świetności tak istotnego symbolu Paryża, Francji i Europy jest więc oczywista. Po trzecie jednak warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną zależność. Obaj panowie biznesmeni rysują się jako współcześni mecenasi sztuki.

Tak jak dawniej bankierzy Medyceusze, dzisiaj modowi potentaci dbają o to, aby dziedzictwo sztuki przetrwało dla kolejnych pokoleń. Katedra Notre Dame jest tego najbardziej wyrazistym symbolem, ale przecież nie jedynym.

 

Skoro modę też można traktować jako formę sztuki, to czy obu panom nie należy się również uznanie za inne zasługi, na długo sprzed pożaru Notre Dame?

Bo czy moglibyśmy nadal podziwiać eklektyczne i rewolucyjne kolekcje Gucci, gdyby nie majątek pana Pinault? Co by się stało z takimi markami jak Dior, Louis Vuitton, Givenchy, czy Celine, gdyby nie dobry dryg do interesów, z którym urodził się pan Arnault?

Mecenat Medyceuszy pozwolił na pełen rozkwit renesansu we Włoszech. Podobnie dzisiaj mecenat zamożnych biznesmenów pozwala nam cieszyć się pięknymi dziełami sztuki użytkowej, jaką jest moda. Zwłaszcza ta w wykonaniu najsłynniejszych paryskich i włoskich domów mody.

Z pewnością znajdzie się ten, kto powie, że ten współczesny mecenat nad modą jest czystą zależnością. Zarówno Arnault i Pinault wykupują marki, które nie są w stanie utrzymać się na coraz bardziej wymagającym finansowo rynku mody. Są więc i tacy, którzy traktują ich jako symbol  komercjalizacji, czasów, kiedy moda przestała zachwycać dla samego zachwytu, a stała się jedynie bardzo intratnym biznesem.

 

Ale czy Medyceusze nie uzależniali od siebie wielkich artystów?

Czy Michał Anioł byłby dzisiaj tym samym Michałem Aniołem, gdyby nie zlecenia z ramienia rodziny Medici lub zleceń, które uzyskał bezpośrednio z ich polecenia? Nawet on musiał „się sprzedać”, aby móc tworzyć i mieć za co tworzyć. Było to jego największym przekleństwem, tak jak jest w przypadku każdej firmy, która wspierana jest przez pieniądze z koncernu.

Zależność boli i rzeczywiście uderza nieraz w kreatywność i cykl tworzenia, ale czy moglibyśmy dziś podziwiać przynajmniej połowę projektów, gdyby niektórzy projektanci z grupy Kering i LVMH pozostali całkowicie niezależni?

W głowie kołacze się jeszcze jedno pytanie. Czy tak jak dawniej powstawały kaplice hojnych fundatorów (kaplica Brancaccich chociażby), rodzina Arnault i Pinault może liczyć przynajmniej na pamiątkową tablicę przybitą na ścianie schowanej w półmroku Notre Dame. Hologram? Wizualizację? Czy gdy potomni będą pytać, o historię Notre Dame i jej odbudowę, ktoś odpowie: „a wiesz, tutaj jest tablica upamiętniająca wielkich fundatorów? Pana Arnault i pana Pinault, którzy ufundowali też tysiące sukienek, płaszczy, torebek i bucików, które możesz zobaczyć w muzeum”?

Ciekawe są te powracające wciąż zależności pomiędzy modą, sztuką i wielkim biznesem.

Malwa Wawrzynek