Matka Potrzeba – czyli na smyczy do telefonu [Harel]

Matka Potrzeba - czyli na smyczy do telefonu [Harel]
Jeszcze nie zdążyłam rozpakować walizki, ba, nawet nie dociągnęłam jej do tymczasowego berlińskiego domu, a już widziałam trzy dziewczyny z tym dziwnym czymś na ramieniu. To dziwne coś jest przeźroczystym etui na komórkę, przebitym u góry dwoma metalowymi kółkami przyczepionymi do kolorowego sznurka. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak – po dość szybkiej analizie w myślach – ma większy sens, niż mogłoby się wydawać. Potrzeba matką wynalazków? Wciąż i zdecydowanie.

Ile razy dziennie spoglądamy w swój telefon? Choć niektóre marki wprowadziły licznik czasu spędzonego przed ekranem (w tym moja), ja po dwóch dniach wyłączyłam go zawstydzona. Bo wolę nie wiedzieć. Inna sprawa, że telefon to nie tylko rozrywka i marnowanie czasu. To gigantyczna część mojej pracy. Gdy nie mam go w zasięgu wzroku, robię się nerwowa. I wiem dobrze, że nie jestem osamotniona. Czy się załamywać? Chyba nie warto. Wiele funkcji po prostu się skondensowało.

Na przykład na wakacjach, zamiast kłaść przed sobą gazetę, mapę, dwustustronicowy przewodnik, aparat fotograficzny z zapasem klisz, laptop i plik biletów, kładziemy komórkę. Pozostaje kwestią otwartą, czy wyściubimy nos spoza niej, czy nawet się nie zorientujemy, gdzie wyjechaliśmy (znam i takich). Wracając jednak do gadżetu wspomnianego na początku, jeszcze dwadzieścia lat temu prawdopodobnie nie mielibyśmy pojęcia, do czego służy. Dziesięć lat temu wyśmialibyśmy noszącego. Dziś poważnie rozważamy jego kupno, mimo że wcale nie jest tani. A przecież to tylko sznurek i kawałek plastiku.

To jest geniusz: wpaść na coś oczywistego, zanim wpadnie na to ktoś inny.

I potem ten ktoś inny, z lekką zazdrością, pisze o „sznurku i kawałku plastiku”, choć tak naprawdę marzy, by wreszcie go mieć i jako jeden z pierwszych zacząć rozprzestrzeniać ten trend w swoim środowisku. Ale przede wszystkim wprowadzić do swojej codzienności coś niesamowicie wygodnego. A zaczęło się rzeczywiście od sznurka. XOUXOU- marka, która produkuje tzw. „Smartfone Necklace”, pierwotnie oferowała ręcznie plecione makramy. Potem jej właścicielka, Yara Jentzsch Dib, urodziła dziecko i, choć starała się nie uzależniać swojej rzeczywistości od telefonu, prowadząc małą firmę i zajmując się noworodkiem, nie dała rady. Zamiast frustracji przyszedł pomysł na udogodnienie. Najpierw korzystała z niego sama, chwilę później wstawiła rzecz na próbę do swojego sklepu internetowego. Okazał się hitem.

Obecnie nosi go, nie przesadzając, cały Berlin.

Zwłaszcza te cudownie ubrane kobiety, łączące w swoim stylu skandynawską pomysłowość z berlińską nonszalancją. Rzecz można traktować jak torebkę, przewiesić na ukos przez ramię, zawiązać w talii albo zawiesić na szyi. To ostanie przypomina nieco podobne rozwiązanie sprzed ery smartfonów, ale wówczas wstydliwie wspinało się na szczyt z tabliczką „obciach”. Kto pamięta smycze na telefon? No właśnie. Czyżby wystarczyła odrobina estetycznej wrażliwości, która uzupełni czystą funkcjonalność, by zupełnie zmienić ich kontekst? Sprawa jest znacznie bardziej złożona, lecz z pewnością nasza krótka pamięć nie pozostaje bez znaczenia.

Nie ma co ukrywać, ten kawał porządnej technologii zamknięty w prostokątnym kształcie, który towarzyszy nam od przebudzenia do zaśnięcia, stał się częścią naszego życia. Moda śmiało za zmianą podąża, nie dziwią już zatem specjalne kieszonki czy schowki w designerskich żakietach czy markowych torebkach. Wcale nie wewnętrzne, dyskretne, ale już zupełnie na widoku, czule okalające przedmiot naszego lekkiego obłędu. W czerwcu ma swoją premierę pierwszy pionowy telewizor. Na razie tylko w Korei Południowej, ale kto wie, czy za rok nie ustawimy się w kolejce po własny egzemplarz?

Eksperymentalny model Sero marki Samsung jest odpowiedzią na potrzeby osób wpatrzonych w telefony tak mocno, że cały świat układa im się w pionowe kadry. Wciąż się łudzę, że sama do nich nie należę. Bo przecież wcale nie tak dawno temu spoglądałam przez wizjer aparatu analogowego i na palcach jednej ręki można policzyć zdjęcia w pionie mojego autorstwa… A potem szukam w swoim telefonie choć jednego horyzontalnego ujęcia. Chyba czas pewne fakty dzielnie przyjąć do wiadomości.