Małgorzata Foremniak: “Kobiety w Polsce to już nie “matki Polki” [wywiad]

Małgorzata Foremniak: "Kobiety w Polsce tu już nie "matki Polki" [wywiad]
O dziecięcych inspiracjach, byciu kobietą i dojrzałą aktorką, o samoakceptacji i tym gdzie ucieka by złapać dystans, podczas spotkania w Instytucie Piękna Bielenda opowiedziała nam Małgorzata Foremniak – kobieta totalna.
W czym tak naprawdę tkwi kobiece piękno?

We wrażliwości i mądrości. Całe piękno wychodzi ze środka. Zewnętrzność jest tylko oprawą. Owszem jest ważna i  potrzebna zwłaszcza gdy jesteśmy młode. Każda chciałaby być piękna, ciekawa, uwodzicielska. Z czasem jednak zmieniamy do piękna stosunek gdy tworzymy rodzinę, wychowujemy dzieci. Zaczynają być dla nas inne wartości ważniejsze. Inaczej też podchodzimy do swojej zewnętrzności, do swojego ciała. Można by było powiedzieć, że z upływającym czasem nasze piękno też przemija. Nic bardziej mylnego.

Ono się transformuje. Innym językiem do nas przemawia i czym innym z nas emanuje. Dochodzi do głosu mądrość , doświadczenie i dystans do otaczającego świata. A to najlepsze kosmetyki na zmarszczki. Stają się mniej widoczne, bo po prostu nie zwraca się na nie uwagi.

Pamiętasz kiedy pierwszy raz kiedy pomyślałaś o sobie: jestem kobietą?

Pierwszy raz pomyślałam tak, a raczej odczułam, kiedy urodziłam moją córkę Olę. Ale tak naprawdę, mówiąc szczerze, kobietą poczułam się dopiero kiedy stałam się dojrzała. Kiedy wreszcie zaczęłam robić porządek ze swoim wnętrzem, komunikować się ze sobą. I stało to się nie w momencie moich wzlotów życiowych, ale w czasie kiedy byłam naprawdę mała względem siebie, niepozorna, mało znacząca. Wtedy nastąpiło prawdziwe spotkanie i przyjęcie siebie takiej jaką jestem. Po prostu. Ze swoimi słabościami, ułomnościami, czymś czego nie lubię w sobie lub nad czym pracuję – ze wszystkim tym, co  jest  piękne, choć  mniej barwne. Kiedy to zaakceptowałam,   zaczęło rosnąć we mnie poczucie bycia kobietą.

Która z kobiet inspirowała Cię w dzieciństwie? Myślałaś o którejś: “Właśnie taka będę kiedy dorosnę”?

Oczywiście! Barbara Streisand – słuchając jej przechodziłam jakieś bajkowe stany. Pamiętam, jak byłam dzieckiem, uwielbiałam leżeć w łóżku, wyobrażałam sobie, że wychodzę na scenę, zapala się snop światła  i zaczynam śpiewać, oczywiście głosem Barbary Streisand. Mój magnetofon marki Grundic był z żelaza. Żaden sprzęt nie wytrzymałby takiej intensywności przesłuchań (śmiech). Barbara Streisand była dla mnie gwiazdą z jakiejś odległej galaktyki, była marzeniem, światem, który otworzył się dla małej dziewczynki z jakiegoś małego miasteczka Jedlinsk.

A mama?

Mamy się słuchało, mamy się czasem bało, bo mama twardą ręką mnie wychowywała. Była farmaceutką, prowadziła aptekę, miała dużą wiedzę, poważanie i  pomagała ludziom.  Lubiłam przychodzić do niej do pracy. Dawała mi cukier puder, mąkę, wodę, mleko i ukręcałam jakieś swoje mikstury, podglądając ją w pracy. Miała zawsze perfekcyjnie uczesany kok, utrzymywany w delikatnej, prawie niewidocznej siateczce, blond włosy, które tleniła sobie sama, hennę na brwiach, paznokcie w kolorze waniliowej perły i klipsy w uszach . Zawsze w nienagannie białym fartuchu. Taką mamę pamiętam.

Lubisz siebie i akceptujesz taką jaką jesteś. Czy zawsze tak było?

Cały czas się tego uczę. Ale uprawiam specyficzny zawód, w którym ciągle podlega się ocenie. To czasem frustrujące. Nie łatwo wypracować sobie do tego dystans. Nie wiem czy to w ogóle jest możliwe. Czasami mamy fajne momenty w życiu zawodowym, jesteśmy na fali, to nas niesie i dobrze się wtedy gra, mamy sukcesy, rośnie nasze poczucie wartości. Ale przychodzi też i flauta, wszystko się zatrzymuje, idzie pod górę, są potknięcia, stres i zapadamy się w sobie. I niestety wtedy też podlegamy ocenie.  Dobrze mieć uprawiając ten zawód, inne pasje, inne zainteresowania. Wtedy można się im oddać, a przynajmniej nimi wesprzeć.

Ty w ogóle masz pod górkę, bo bycie piękną aktorką trochę szufladkuje.

Trzeba udowadniać, że się jeszcze coś innego potrafi, niż dobrze wyglądać. Fajnie jest, gdy ma się warunki, kiedy jest się młodym.  Wtedy ma się pulę ról, z której można wybierać. Gorzej jest w późniejszym wieku. Lepiej być charakterystyczną aktorką niż amantką, zdecydowanie tak.

Dla dojrzałych pięknych kobiet chyba nie ma wielu ról…

To się zmienia.  Zarówno w kinie europejskim, jak i za oceanem. Powstaję piękne filmy z ciekawymi, soczystymi rolami dla kobiet.. Aktorki w każdym wieku, zwłaszcza dojrzałym, zachwycają swoim kunsztem i charyzmą.

Meryl Streep?

Słyszałam taką plotkę, że Maryl Streep wykupuje najlepsze scenariusze (śmiech). Mnie zawsze pociągało kino europejskie. Hiszpańskie  aktorki to aktorzyce, na ich twarzach wypisana jest historia życia.

U nas nie ma tradycji kina kobiecego.

U nas też się zmienia. Zabawa, zabawa – Kingi Dębskiej, Nina – Olgi Chajdas, Fuga – Agnieszki Smoczyńskiej, Zimna wojna – Pawła Pawlikowskiego czy Słodki koniec dnia – Jacka Borcucha z Krystyną Jandą w roli głòwnej, to filmy o kobietach.

Chyba w ogóle jest coraz lepiej. Wychodzimy na ulice, by głośno mówić o swoich prawach, potrzebach. Czasy się zmieniły, czy może kobiety?

Myślę, że to kobiety się zmieniły, zwłaszcza kobiety w Polsce. Zdejmują z siebie wreszcie zbroję bycia “matką Polką”, która za wszelką cenę utrzyma i poprowadzi gniazdo rodzinne. Przez wiele pokoleń, to dzięki kobiecie, ten dom istniał, a tradycja przetrwała. Przez tyle lat naszej zawiłej historii Polski, kobieta była silna i niezłomna. Przyszedł czas, by docenić, respektować i szanować siłę kobiet.

Gdzie uciekasz żeby odpocząć, gdzie jest twoja oaza?

Uciekam na wieś. To jest moja oaza.  Jak to się mówi, prostują mi się tam wszystkie zwoje. Uciekam do natury, miasto nigdy mnie nie kręciło, a już na pewno nie nowoczesne miasto.  Lubię zakamarki, różne cudeńka architektoniczne, jakieś tajemnice, które są wokół mnie. Nowoczesna, szklano-metalowa architektura nigdy mnie nie pociągała. Lubię klimat ciepły, przyjazny, ale przyroda to jest mój żywioł.

Myślisz czasem gdzie mogłabyś być za 10 lat?

Obiecałam sobie, że nigdy nie będę sobie odpowiadała na to pytanie. W moim życiu co jakiś czas pojawiały się przełomy. Następował zwrot o 180 st. Jednak po każdym uskoku, byłam rzucana na głęboką wodę. Nie mam już tego w planach (śmiech). Dlatego nie chcę się zastanawiać co będzie. Biorę życie jakim jest.

Czerpiesz pełnymi garściami?

No nie do końca tak jest. Po prostu postanowiłam nie robić dalekosiężnych planów. Dla mnie świadomie przeżyć dobrze dzień jest osiągnięciem wystarczającym. Tempo, w jakim się żyje, ilość bodźców, która bombarduje nasz umysł, emocji, które przeżywamy, nie mówiąc już o ilości obowiązków do wykonania każdego dnia jest tak ogromna, że nie starcza czasu na życie samo w sobie. A ono nieubłagalnie się skraca.

Nie chcę już kłaść się spać sztywna od zmęczenia, nie pamiętająca, co się robiło, w ilu miejscach się było,  bo nie było czasu, żeby zjeść, bo nie było czasu, żeby usiąść i pomyśleć o czymś innym, albo w ogóle myśleć. Wolę zrezygnować z kilku rzeczy, by przeżyć jedną, ale do końca. Wtedy mam szanse zaczerpnąć życie pełną garścią.