Recenzja “Linii kodu kreskowego” K. Tóth

Miłość skończona oddala się w inny świat niczym statek kosmiczny, który przestaje migotać: ukochana osoba tętniła jak zgiełk i oto nagle ‚matowieje’ (nigdy nie znika wtedy, kiedy tego się spodziewamy, i w sposób, jakiego się spodziewamy), pisał Roland Barthes. Zjawisko to wynika z pewnego przymusu w dyskursie miłosnym: nie mogę sam zbudować do końca mojej miłosnej historii; jej poetą (recytatorem) jestem tylko na początku; koniec tej historii, podobnie jak moja śmierć, należy do innych. „Linie kodu kreskowego” są opisem tych momentów, w których życie na moment matowieje. Zapisem smugi cienia.

Linii kodu kreskowego Krisztiny Tóth Recenzja "Linii kodu kreskowego" K. Tóth 1

miszong.pl

Written By
More from loungemag
Stylistka od minimalizmu i ekologicznego życia [Malwa Wawrzynek]
  Nowe trendy zazwyczaj mają w sobie to, że przyczyniają się do powstawania nowych zawodów...
Więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *