Krótka historia Światowego Dnia Bez Samochodu

Krótka historia Światowego Dnia Bez Samochodu
15 lat po pierwszych w Polsce obchodach Dnia Bez Samochodu nasze zrozumienie potrzeby zrównoważenia transportu ciągle jest niewystarczające. Być może warto sięgnąć do korzeni tego pomysłu i pokazać, że odstawienie auta może przynieść poważne konsekwencje ekonomiczne.

300 litrów. Tyle mniej więcej na sto kilometrów zużywał podstawowy czołg US Army czasów II Wojny Światowej. A takich czołgów walczyły tysiące. Potężny konflikt zbrojny, dla Europy kontynentalnej kojarzący się przede wszystkim ze strasznymi zbrodniami, z punktu widzenia zwykłych Amerykanów był olbrzymim wysiłkiem ekonomicznym całego narodu, który miał niebagatelny wpływ na ich styl codziennego życia, w tym na sposób komunikacji.

Już wtedy USA były krajem zmotoryzowanym, w którym posiadanie własnego wozu było synonimem spełnionego „Amerykańskiego Snu”.

Wojna brutalnie jednak obeszła się z tym motoryzacyjnym szałem. Każdy litr paliwa spalony w Nowym Jorku, to litr mniej w bakach czołgów czy wojskowych jeepów. Każda zniszczona opona to kilka potencjalnych par butów, które mogli nosić żołnierze. W odpowiedzi na permanentne braki, rząd nie tylko wprowadził kartki na paliwo, ale również rozpoczął masową akcję propagandową. Miała ona uświadomić Amerykanom jak ich beztroski i konsumpcyjny styl życia, w tym zbyteczne przejażdżki samochodem osłabiają USA w starciu z Niemcami i Japonią. Przykładem jest jeden z najsłynniejszych plakatów propagandowych, na którym samotny kierowca wiezie ducha Hitlera. Propagowano zresztą nie tylko wspólną jazdę, ale też ekonomiczną – płynną i niezbyt szybką. Wtedy jeszcze nikomu nie przyszło do głowy, żeby w ogóle samochód odstawić.

Ten pomysł narodził się kilkanaście lat później w Holandii

Pierwsze „dni bez samochodu” ogłoszono w tym kraju w 1956 roku. Przyczyny znowu były ekonomiczne – kryzys wokół Kanału Sueskiego spowodował problemy w dostawach ropy naftowej. Przez kilka tygodni co niedziela mieszkańcy wzywani byli, by znaleźć inny środek transportu. Podobne akcje pojawiły się również w 1973 r., gdy na skutek bojkotu zachodu przez państwa arabskie cena ropy poszybowała w krótkim czasie o kilkaset procent.

Wszystkie te wydarzenia poprzedziły inne powody, dla których dziś krytykowane są samochody

W 1958 r. dziennikarka J. Jacobs wydała głośną książkę „The Death and Life of Great American Cities”, gdzie krytycznie oceniała wpływ wielopasmowych autostrad na tkankę miejską. Równocześnie pojawiły się pierwsze protesty przeciwko poszerzaniu ulic w centrach. I choć dosyć szybko pomysł ograniczenia ruchu samochodów w miastach nabrał też ekologicznego znaczenia w związku z zagrożeniami jakie niesie skażenie powietrza i ocieplenia klimatu, ciągle świadomość w tym temacie jest niewystarczająca, a jeden dzień akcji w roku to zdecydowanie za mało.

Może więc zamiast uciekać się ciągle do retoryki „patrzcie, jak bardzo samochody szkodzą?” warto wrócić do korzeni i mówić „patrzcie, ile to kosztuje!”?

Rafał Urbanowicz