Królestwo kontroli

Królestwo kontroli
Close-up Of Businessman's Hands Saving Piggybank From Hammering

Narcyzi. Czują się rozczarowani światem. W poczuciu pogardy siedzą na tronach w królestwie pełnym kontroli. W królestwie, w którym wszystko jest płaskie i jednowymiarowe.

Królowie nie próbują niczego nowego, bo wszystko już wiedzą. Wiedzą, pod jakim kątem zrobić selfie, żeby wyglądać zjawiskowo. To nic, że zawsze jedna i ta sama mina wypełnia profil na znanym portalu społecznościowym. Ma być idealnie. Idealnie znaczy „bezpiecznie”.

Siedzą na szczycie góry lodowej w złudnym przekonaniu, że dostrzegają najdalsze detale horyzontu, za którym nic ich już nie zaskoczy. Czasem trafiają jednak do gabinetu i nie specjalnie chcąc słuchać odpowiedzi, oczekują magicznego rozwiązania. Zadają tylko pytanie „dlaczego stracili w tym wszystkim sens?”. Nie potrafią zrozumieć, dlaczego są nieszczęśliwi.

Przyzwyczailiśmy się do traktowania narcyzów jako tych „ uwielbiających siebie” i w tym coś jest. Dramat polega na tym, że kochają nie całość, a tylko wyobrażenie o sobie, to z najlepszego profilu. Podnoszą poprzeczkę, odnosząc coraz to nowe sukcesy. Oczekują od siebie rzeczy niemożliwych. Próbują zapełnić pustkę, wewnętrzny brak miłości, ale to się nie dzieje. Kolejnymi „dowodami” swojej niezniszczalności cementują tylko fasadę, mur, odgraniczający ich od prawdy o sobie, której nie potrafią pokochać.

Dziecięce oczekiwania

Żyjemy w kulturze narcyzmu. W czasach, których nieodłączną częścią stało się kreowanie wizerunku. Koncentrujemy się na powierzchownych obrazach, lekceważąc głębokie treści.
Narcyzm z powodzeniem można do takiej medialnej fasady przyrównać. Należy jednak rozróżnić pojęcie narcyzmu od zaburzeń narcystycznych. Narcyzm jest nam potrzebny by z depresji wyjść i do depresji też niejako doprowadza.

Wszystko zaczyna się w dzieciństwie. Dzieci traktują rodziców, jak przedłużenie swojej ręki. Jak funkcje służące do realizacji własnych pragnień. Gdy zapłaczą, kiedy są głodne, rodzice dają im jeść. Kiedy nie dosięgają do szafki, wyciągają ręce do góry i już idzie pomoc. Uczymy się chodzić, choć wyjście samotnie na ulicę może się dla nas skończyć utratą zdrowia. To normalna faza rozwojowa, kiedy trzeba wierzyć, że jesteśmy silniejsi niż nam się wydaje. W końcu jednak musi przyjść moment, w którym dostrzegamy, że nie jesteśmy niezniszczalni. Rozumiemy, aby uszanować granice, nadać znaczenie wszystkiemu wokół.

Dlaczego o tym piszę? Jednym z podstawowych kryteriów osobowości narcystycznej jest wykorzystywanie innych ludzi do osiągania własnych celów. Powiedzmy sobie szczerze, jest to cecha bardzo aprobowana we współczesnym społeczeństwie. U podstaw naszego systemu gospodarczego leży reguła windowania tych, którzy potrafią przekonać innych do swoich racji, sprzedać siebie i produkt. Na rzecz odniesienia sukcesu porzuciliśmy wartości takie jak zaangażowanie, lojalność, prawość i życzliwość.

Często spotykam w pracy samotnych ludzi, którzy naprawdę cierpią, bo mają dziecięce oczekiwania, będąc dorosłymi ludźmi. Brak bezwarunkowej miłości ze strony przyjaciół czy partnera przeżywają jak totalne odrzucenie.

Pani Katarzyna ma dobrą pracę i bardzo szeroką wiedzę. Czyta książki, analizuje sytuację gospodarczą na świecie. Jest samotna, ale też nie widzi szans na poznanie kogoś wartościowego. Na sesjach terapeutycznych chętnie wchodzi w filozoficzne dysputy, które pojawiają się zamiast emocjonalnego kontaktu.

Trudno jej nazwać, dlaczego cierpi. Czuje pustkę i to chyba najtrudniejszy stan. Nie ma tam ani radości, ani smutku, którym można się podzielić, wypłakać, przytulić.

W pustce nie ma już tego, co było kiedyś, a nowe jeszcze nie przyszło, więc nie wiemy, co będzie dalej, czy w ogóle coś nas jeszcze czeka. To taki azyl psychiczny, w którym ból został zastąpiony przez nicość. Przez zamknięcie we własnej jaskini bezpieczeństwa. Wycofujemy się tam nieświadomie, dlatego tak ważne jest uświadomienie sobie, że w strefie komfortu czeka nas stagnacja. Tymczasem cechą, która stanowi nieodłączną część natury ludzkiej, jest potrzeba rozwoju.

Inny narcystyczny przykład. Pani Jolanta miała kiedyś przyjaciółkę, ale straciła do niej zaufanie i poczuła się nieważna, kiedy ani ona, ani jej mąż nie przyjechali w środku nocy pomóc jej z przebitą oponą. Pani nie widzi siebie i nie potrafi też dostrzec potrzeb innych ludzi. Tak jak dziecko, które nie myśli o tym, że mama musi pracować, że może być zmęczona lub smutna, że może chcieć czegoś innego niż zajmować się swoją pociechą. Małe dzieci dostrzegają tylko tę część mamy, która ma ich nakarmić.

Brak miłości

Kiedy jesteśmy dorośli i wyciągamy dziecięce rączki do świata, to on nas zawsze rozczarowuje. Skupiając się na własnym bólu i niezrealizowanych potrzebach, tracimy z oczu to, co najważniejsze – innych ludzi. Pamiętajmy, że istniejemy odrębnie od siebie. Nie ma już mamy i taty, bezgranicznie nam oddanych, poświęcających dla nas całe życie. Kiedy to zrozumiemy, staje się jasne, że kiedy ktoś nie ma czasu, to po prostu tak jest. Nie oznacza to, że ktoś traktuje nas drugoplanowo.

U podstaw narcyzmu leży brak akceptacji i miłości stabilnej, co skutkuje budowaniu fasady, swoistej skorupki, która staje się obroną oddzielającą nas od prawdy.
Kiedy dorastamy w środowisku, w którym dostajemy aprobatę ze strony opiekunów, gdy spełniamy ich standardy lub nie przynosimy wstydu, uczymy się, jak unikać braku uwagi i zaczynamy mylić ją z miłością.
Na przykład piętnastolatka z dobrej rodziny zachodzi w ciążę. Czy idzie się wtedy przytulić do mamy i podzielić tą informacją, bo jest pewna, że jest kochana i dostanie wsparcie? Czy boi się potępienia i dostanie w zamian uczucie bycia nie taką, jak zaplanowali rodzice?

Dwa typy narcyzów

Możemy wyodrębnić dwie podgrupy narcyzmu według Glena O. Gabbarda, a najważniejszym czynnikiem, który je rozróżnia jest poczucie wstydu. Pacjent z rozpoznaniem zaburzeń osobowości narcystycznej typu niebacznego może być bardzo zadowolony z siebie i być wręcz bezwstydny, arogancki. Na drugim biegunie mamy typ osobowości nadwrażliwej, której poziom samooceny jest znacznie zaniżony.

Narcyz może być „wyjątkowy” na dwa sposoby. Czuć się wyjątkowo zadowolony z siebie lub wyjątkowo niezasługujący na nic dobrego. Pozwalanie siebie krzywdzić bezustannie i pławienie się w cierpieniu daje takie zakamuflowane poczucie mocy. Osoba zdrowa odejdzie w naturalny sposób od kogoś, kto ją rani. Osoba narcystyczna będzie przyjmować ciosy, starając się zasłużyć na miłość. Zadowolić swój obiekt miłości tak, by ten dał jej w końcu to, czego pragnie. Problem polega na tym, że taki człowiek ma w sobie poczucie braku i powiela go nieświadomie, wybierając zepsute obiekty miłości, które swoimi staraniami próbuje naprawić.

Karolina trafiła do gabinetu po operacji ratującej życie. Tak długo chodziła z bólem brzucha, aż trafiła na SOR z zapaleniem otrzewnej i krwotokiem wewnętrznym. Podobnie długo była w związku, w którym wspierała swojego męża, zapracowywała się do granic możliwości, niewiele dostając w zamian. Niczego nie chciała lub inaczej – nie czuła, że na to zasługuje.

Podział ten jednak trudno oddzielić od siebie grubą kreską. Pacjenci często przejawiają zachowania pochodzące z obydwu grup. Wspólne dla obu postaci jest lekceważenie innych, pobłażanie sobie i zarozumiałość.
Doświadczenie braku miłości w dzieciństwie zapisuje się tak dotkliwie w naszej psychice, że odwracamy się od świata zewnętrznego i zaczynamy kierować swoje pragnienia do wewnątrz. Warto przyjrzeć się sobie i swojemu otoczeniu. Narcyzm jest teraz bardzo powszechny. Rozpoznanie destrukcyjnych zachowań może dać szanse na świadomą prace nad nimi i w konsekwencji poprawić jakość naszego życia.

  • imiona bohaterek zostały zmienione

Paulina Żurawska


Królestwo kontroli 1 Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat psychoterapii lub opowiedzieć swoją historię, napisz do mnie: paulina.audientium@gmail.com

Paulina Żurawska – psycholog, od 11 lat pracuje w zawodzie psychoterapeuty. Absolwentka UAW w Poznaniu.

Więcej od loungemag
Alec Utgoff: Podryw „na aktora”
Alec Utgoff: Podryw „na aktora”. Z Alekiem Utgoffem rozmawia Kuba Armata. Ma 35 lat,...
Więcej