Kontrowersja umiera ostatnia [Malwa Wawrzynek]

Mecenasi mody [Malwa Wawrzynek]
Niezły dym zrobił się po śmierci Lagerfelda. Najpierw, na dłuższą chwilę świat mody wstrzymał oddech i zapadła głucha cisza. Jak to Lagerfeld zmarł? On, nieśmiertelny tytan pracy, który za nic miał sobie odpoczynek i otwarcie szykanował ludzi, którzy go potrzebują? Ten Lagerfeld, który projektował kilkanaście kolekcji rocznie, fotografował, czytał, pisał, podróżował i współpracował z kolejnymi instytucjami w wieku osiemdziesięciu kilku lat?

A jednak. Kostucha zabiera każdego na drugą stronę, niezależnie od statusu publicznego, statusu majątkowego i statusu w dziedzinie zasług dla mody. A może jednak przypisujemy mu zbyt wiele dobra? Przejęci jego nagłą i mimo wszystko niespodziewaną śmiercią zapominamy o mniejszych i większych aferkach, które stale mu wybaczano za życia?

Pierwsza zaatakowała PETA, organizacja, z którą Lagerfeld toczył otwartą wojnę na słowa i zjadliwe przytyki. Zaraz po śmierci projektanta, PETA wystosowała oficjalny komentarz na jednym ze swoich portali społecznościowych. Napisała tam: „Odszedł Karl Lagerfeld, a jego śmierć oznacza koniec ery, kiedy futra i egzotyczne skóry były postrzegane jako obiekt pożądania. PETA przesyła kondolencje dla bliskich osób naszej odwiecznej Nemezis”.

Czy kogoś dziwi to, że na PETA wylała się fala hejtu, burzliwych komentarzy i oskarżeń o bardzo nieeleganckie zachowanie po śmierci człowieka, niezależnie od jego działalności, przekonań i dorobku?

 

Lagerfeld nie był święty, temu nie da się zaprzeczyć.

Krytykował, wygłaszał szydercze komentarze i otwarcie mówił, co myśli. O tym, gdzie jego zdaniem znajduje się miejsce modelek, zwierząt, projektantów, a także o tym, że Adele jest „za gruba”. Komentował to, o czym ostatnio było najgłośniej, czyli o bezcelowości i przereklamowaniu ruchu #metoo. „Mizogin” — to określenie, które w ostatnich latach najczęściej padało w twarz projektanta.

A jednak za życia wybaczano mu wiele. Podczas gdy wielu mężczyzn bardzo dotkliwie przekonało się o konsekwencjach krytykowania nie tylko ruchu #metoo, ale także kobiet, ich ciała i roli w społeczeństwie w ogóle, Lagerfeld zawsze wychodził z każdej aferki z podniesioną głową. Aż do momentu, kiedy cisza po jego śmierci zaczęła się kruszyć. Wtedy w sieci pojawiły się coraz to odważniejsze wpisy, komentarze i artykuły dotyczące jego kontrowersyjnych poglądów, działań i wypowiedzi.

Karl był wielkim fenomenem.

Nie tylko jako ikoniczna postać, która w mistrzowski sposób kreowała swój wizerunek. Był również fenomenem jako persona, jako człowiek, któremu wybaczaliśmy wszystko. Od kolekcji Chanel i Fendi, które mogły budzić skrajne emocje, poprzez używanie futer i egzotycznych skór, aż po komentarze, którym daleko było do dyplomatycznej wypowiedzi publicznej.

Ale czy to właśnie ten aspekt jego charakteru i osobowości nie sprawiał, że Lagerfeld był jedyny w swoim rodzaju? Nie był sympatyczny, nie szczerzył zębów i nie przymilał się do każdej osoby z prasy. Miał swoje zdanie, z którym można było się nie zgodzić. Ale nie można było zarzucić mu dostosowywania poglądów do dekad, w jakich kolejno przyszło mu tworzyć.

Brakuje dziś takich osób, które jednocześnie potrafią zachwycić nas tym, co kreują, a z drugiej strony pozostać wierne sobie. Nie bać się iść pod prąd, nawet jeśli oznacza to niepoprawność polityczną, społeczną oraz poglądy, które dawno powinny zostać zrewidowane. Osobiście nie zgadzałam się z wieloma wypowiedziami Lagerfelda. Irytowałam się jego niewybrednymi komentarzami na temat wyglądu kobiet, przeznaczenia zwierząt oraz życia dla pracy samej w sobie.

To nigdy nie była moja bajka. Ale mimo wszystko zawsze darzyłam go ogromnym szacunkiem.

I co ciekawsze, sympatią również. A jeśli ktoś czuł do niego całkowicie inne emocje, trzeba było powiedzieć i napisać o nim wszystko to jeszcze za jego życia. Nie bez powodu o zmarłych mówi się tylko dobrze. Jeśli komuś zabrakło odwagi na krytykę pana Lagerfelda, kiedy ten mógł jeszcze odpysknąć, niech teraz skupi się tylko na tym, co było dobre.

Wszyscy wiemy, że PETA toczyła z nim odwieczną walkę. Po co jeszcze podkreślać to w tak nieelegancki sposób? Ostatecznie i tak moda na kartach swojej historii wybaczy mu wszystkie kontrowersje. Zapamięta go przede wszystkim jako wielkiego kreatora, który zagwarantował nieśmiertelność Chanel i własnemu wizerunkowi.