Kolejna odsłona Hondy CR-V – czy nadąża za obecnymi trendami?

Kolejna odsłona Hondy CR-V - czy nadąża za obecnymi trendami?
Azjatyckie auta nadal cieszą się w Polsce niesplamioną popularnością. I to nie tylko na rynku aut używanych. Kolejna odsłona Hondy CR-V nie zapomniała o swoim pochodzeniu, ale z motorem 1,5 litra i skrzynią CVT próbuje nadążać obecnym trendom.

I to temu nie do końca lubianemu – downsizingowi. Otóż nowej CR-V dostał się silnik benzynowy znany z mniejszego Civica. Na szczęście okazało się, że to nawet nie taki zły zabieg, ponieważ motor radzi sobie z 1600-kilogramowym nadwoziem, a dzięki mniejszej akcyzie auto może być trochę tańsze.

Wspomniany motor to jednostka benzynowa VTEC z turbo i mocą prawie 200 KM, więc względem kompakta tej japońskiej marki, popracowano nad lekkim tuningiem (CR-V 193 KM, a Civic 182 KM). O ile taka moc w mniejszym modelu jest aż nadto wystarczająca, to w sporym SUVie (4,6 m długości) sprawdza się, by nikogo nie obrazić, przeciętnie. Jest po prosto dobrze – auto rozpędza się bez irytacji na twarzy kierowcy, ale 10 sekund do setki mówi samo za siebie. Prędkość maksymalna? Optymalne 200 km/h.

Mimo, że z dynamiką jest przeciętnie to model ten w takiej konfiguracji może odwdzięczyć się niewielkim spalaniem. Moim zdaniem średnia 8-9 litrów jak na duże auto z napędem stałym 4×4 oraz automatem (bezstopniowym) jest bardzo atrakcyjna. Patrząc jednak na 50-litrowy bak, zasięg samochodu jest raczej średni, ale minimum te 500 kilometrów zawsze przejedziemy.

I dotyczy to każdych warunków, nawet tych trudniejszych, ponieważ CR-V to nie typowa bulwarówka. Stały napęd AWD działa non stop, a na konsoli centralnej nie znajdziemy niepotrzebnych trybów jazdy oraz żadnych pokręteł. Z jednej strony to dobra informacja, z drugiej jednak nie zblokujemy napędu, a o reduktorze i tym podobnym historiom możemy zapomnieć.

Alternatywą samego benzyniaka jest dwulitrowy diesel (również bez droższej akcyzy) i jestem ciekaw jego pracy, bo może byłby trochę żywszy i jeszcze bardziej odpowiadał segmentowi SUV. Dla ekomaniaków od marca 2019 w Polsce będzie dostępna hybryda.

Jazda CR-V należy raczej do tych bezproblemowych. Samochód stanowczo trzyma się drogi, a dobry układ kierowniczy nieźle współpracuje z napędem. CR-V nie straszny śnieg, błoto lub śliskie nawierzchnie po ulewnych deszczach. Przez ten krótki okres przemierzyłem sporo dróg (od autostrad, przez jednopasmowe odcinki pomiędzy wsiami, jak i trudniejsze podjazdy w Bieszczadach) i w żadnym wypadku nie miałem problemu z ruszeniem lub samą jazdą. Jedynym były względy wizualne, ale w zimie ciężko utrzymać auto w czystości.

Na dowód, że Hondzie CR-V bliżej do azjatyckich terenówek niż europejskich SUVów najlepiej świadczy fakt, że auto jeździ zdecydowanie lepiej gdy jest trochę załadowane. Na pusto jest podatne na boczne podmuchy wiatru, więc wówczas warto nie wypuszczać kierownicy z rąk.

A śmiało można na niej trzymać obie ręce, ponieważ mój egzemplarz wyposażony został w niezbyt lubiane rozwiązanie bezstopniowego automatu CVT. Zdecydowanie nie jestem fanem tej przekładni, zwłaszcza u tego producenta, aczkolwiek zauważam znaczącą poprawę względem poprzednika, a także innych modeli. W końcu samochód nie wyje tak strasznie przy przyspieszaniu, a w normalnej jeździe nieźle wyręcza kierowcę. To miła niespodzianka, a wajcha na konsoli centralnej nawiązuje do rynku amerykańskiego. Widać, że Azjaci wolą jednak tamten kierunek.

Biorąc to wszystko w całość, Honda CR-V prowadzi się dobrze i trudno znaleźć jakieś minusy. Wysoko zawieszone nadwozie spokojnie pokona wszelkie drogowe nierówności, a także nawet wysokie krawężniki. Może to nie logiczne, ale nie jest to takie powszechne we współczesnych SUVach.

Za to wygląd Hondy CR-V względem poprzednika zmienił się wyraźnie. Auto nabrało więcej wybrzuszeń i niebanalnych kształtów. Wystarczy choćby spojrzeć na tylne reflektory, które wystają ponad obrys nadwozia. Niestety auto wzbudza sporo kontrowersji i nie spodoba się każdemu. Pytając naszych czytelników głosy były podzielone. Auto zachwycało lub całkiem przeciwnie.

W brązowym lakierze było trochę nijakie, a mi osobiście nie przypadło do gustu. Zwłaszcza patrząc na nie z przodu, który przypominał mi kask szturmowca z filmów serii „Gwiezdne Wojny”. Samochód wydaje się szerszy w dolnej jego części co wygląda niezbyt proporcjonalne. Z resztą patrząc na zdjęcia śmiało można wyrobić sobie swoją własną opinię.

Siadając w środku samochodu od razu wiemy skąd on pochodzi. Widać spore nawiązanie do kreski designu z Azji. Oprócz wielu technologicznych ekranów (zegary jak w symulatorze i grze komputerowej) są kanciaste przyciski i staroświeckie ikony. Za to główny ekran na konsoli centralnej jest dotykowy i wygląda bardzo elegancko. Niestety szybko się brudzi, a tryb nocny włącza się dużo za wcześnie, przez co nie do końca zawsze jest czytelny. Sam interfejs systemu jest na szczęście bardzo intuicyjny, aczkolwiek działa niezbyt płynnie – ma chwilę opóźnienia.

Mimo to, pozycja za kierownicą jest bardzo przyjemna. Na wygodnym i podgrzewanym fotelu siedzi się wysoko, a spory wieniec „kółka” trzyma się nieźle. Ogólnie w CR-V nie można narzekać na brak miejsca. Zarówno z przodu, jak i z tyłu nie brakuje go ani w okolicach nóg, ani nad głową. Spory jest też bagażnik – 561 litrów pomieści wiele walizek i bagaży. Uważać należy jedynie na wyższy próg załadunkowy, ale to częsty problem w tej klasie aut.

Marka Honda zawsze kojarzyła mi się z dość drogimi produktami. Civic jest jednym z droższych kompaktów na rynku, a prezentowany model CR-V skalkulowano całkiem rozsądnie. Wersja z automatem, napędem 4×4 i mniejszym silnikiem benzynowym i paroma dodatkami kosztowała niecałe 150 tysięcy złotych. Nie mówię, że jest to okazja życia, ale jak na tak spory i do tego azjatycki samochód z 3letnią gwarancją wychodzi całkiem nieźle.

Zwłaszcza, że na pokładzie pojawiła się świetna kamera cofania, nawigacja TomTom, łączność z telefonem przez Bluetooth oraz szereg aplikacji i oczywiście dostęp do Internetu. Warto również wspomnieć, że nową CR-V można zamówić z trzecim rzędem siedzeń. Wersji 7-osobowej ogólnie brakowało w konfiguratorze tego modelu wcześniej, a teraz za niewielką dopłatą (ok. 3500 złotych) można ją nabyć. Oczywiście zmniejsza to pojemność bagażnika, który akurat w tym egzemplarzu pod podłogą posiadał pełnowymiarowe koło zapasowe.

Podsumowując, nową Hondą CR-V jestem trochę zmieszany. Obstawiam, że to kwestia moich potrzeb, które nie wymagają dużego auta, który wjedzie w razie potrzeby w teren. Lepiej jeździ mi się mniejszymi autami, aczkolwiek Hondzie ciężko coś zarzucić – nawet w takiej konfiguracji jak ta testowa. Owszem CR-V jest azjatyckie (toporny design, archaiczne rozwiązania), ale w Polsce wg mnie to akurat zaleta i opinia, która będzie trzymać cenę auta w razie późniejszej odsprzedaży. Tak więc Honda może namieszać na rynku, o ile spodoba się szerszemu gronu klientów…

Konrad Stopa

www.motopodprad.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *