Kolejki przed mięsnym, talony, meblościanka.Taka była rzeczywistość PRL-u

Kolejki przed mięsnym, talony, pralka „Frania",sznurek do snopowiązałek, meblościanka.Taka była rzeczywistość PRL-u.
żródło: wikipedia

Kolejki przed mięsnym, talony, sprzedaż alkoholu od godziny 13.00, Fiat 125p, Żuk, Warszawa, pralka „Frania”,  sznurek do snopowiązałek, meblościanka. A co najważniejsze, hasła propagandowe zachwalające partię, dobrobyt i socjalizm w Polsce Ludowej. Taka była rzeczywistość PRL-u.

Kto z nas nie pamięta jak mama albo babcia opowiadały o tym jak na półkach stał jedynie ocet, czekało się w kolejkach po papier toaletowy, a jeśli nie miało się układów z panią z „mięsnego”, to nie było co liczyć  na coś smakowitego. O wyjeździe za granicę można było pomarzyć, a jeansy z Pewexu określano mianem towaru deficytowego i tylko dla wybranych. Śmiech wzbudza „maluch” jadący ulicami wielkich miast, a w Polsce Ludowej był to samochód dla nielicznych.

Pomimo, iż na samą myśl i towarzyszącym jej wspomnieniom wielu ludzi wzdycha z tęsknotą, to jednak przeciwników można odnaleźć równie wielu. Narzekamy często na nasze czasy, na najbardziej dolegający objaw kryzysu gospodarczego jakim jest bezrobocie, natomiast w PRL-u jedyne bezrobocie, o którym była mowa, to to w Republice Federalnej Niemiec, gdzie na brak pracy najbardziej cierpiała młodzież. Najważniejszą rzecz stanowiła mobilizacja ludzi do pracy – było to główne zadanie propagandy socjalistycznej. Na każdym stanowisku pracy obowiązywały określone normy do wykonania. Wykonanie normy wiązało się z otrzymaniem premii.

Przodownik pracy

Najbardziej znanym nośnikiem propagandy były plakaty, najczęściej właśnie te dotyczące pracy, ale pojawiały się też o innej tematyce. W kwestii pracy działo się wiele. Ludzie prześcigali się w pomysłach. Padały takie wyzwania jak to rzucone przez górnika Pstrowskiego, uważanego za przodownika pracy okresu PRL-u: Kto da więcej węgla niż ja? Chętnych do rywalizacji  znalazło się mnóstwo, a sam Pstrowski, prowadząc w niej, zmarł po 8 miesiącach. Przyczyna: wycieńczenie organizmu. Zaczęły się pojawiać złośliwe hasła: Chcesz mieć pogrzeb tak beztroski, pracuj jak Wincenty Pstrowski. We wrześniu 1962 roku kopalnia w Zabrzu pobiła rekord świata w wydobyciu węgla. Okazją do podjęcia zobowiązania indywidualnego lub grupowego mogła być jakaś rocznica z historii ruchu robotniczego lub np. urodziny ukochanego przywódcy narodu, Bolesława Bieruta. Zwycięzcy byli  honorowani i wynagradzani z zaszczytem głównym, włącznie z np. audiencją u głowy państwa. Maszerowali na czele pochodów, ich nazwisko mogło być wymienione przez zakładowy radiowęzeł.

Nazwiskami przodowników pracy nazywano okręty wodowane w polskich stoczniach. Oprócz tych prawdziwych przodowników pojawiali się także oszuści, realizujący 500% normy przy pomocy innych ludzi, tym samym gwarantując sobie awans. W zakładach pracy redagowane były gazetki, opisujące rywalizację pomiędzy zakładami. By wymóc zwiększenie efektywności pracy, na specjalnych tablicach umieszczano nazwiska pracowników, a obok rysunek żółwia, ślimaka, lub rakiety czy też samolotu. Miejsca pracy przodowników dekorowano chorągiewkami w kolorze czerwonym. Wyścig w przekraczanie norm sprawiał, że organizmy ludzkie były wyniszczane, a maszyny szybciej zużywane. Pomimo różnych zabiegów w społeczeństwie utarło się przekonanie, że: Czy się stoi czy się leży to… się należy.

Propaganda przywiązywała dużą rolę do walki o pokój, ale także do zwalczania alkoholizmu. Pijaństwo w PRL-u szerzyło się na skalę masową. Pito począwszy od poetów na aparatach partyjnych kończąc. W historii budownictwa zapisał się dom, wybudowany w Warszawie, w którym pijani robotnicy zapomnieli o klatkach schodowych. Na ich usprawiedliwienie przemawia fakt, że i architekt zapomniał o tym szczególe, chociaż był dla odmiany abstynentem. Jak zwykle w sytuacjach zagrożenia uruchamiano aparat propagandowy, czyli plakaty pojawiły się na ulicach. Swoje działania zintensyfikował Społeczny Komitet Przeciwalkoholowy. Niestety sojusznik Polski – Związek Sowiecki nie mógł udzielić pomocy, bowiem sam  borykał się z  tym samym głębokim problemem.

żródło: metro

W roku 1958 obchodzono milionowego klienta izb wytrzeźwień. Z tej okazji Kronika Filmowa wyemitowała dowcip, w którym dyrektor izby wytrzeźwień witał i nagradzał milionowego gościa obdarowując go telewizorem czy też skrzynką mleka, życząc przy tym by stał się on stałym bywalcem. Absurdów PRL-u było wiele, większość z nich dostrzec można analizując plakaty propagandowe. Te znajdowały się wszędzie: na ulicy, w sklepie czy też w pracy.

Plakaty propagandowe

Plastycy zajmujący się plakatami peerlowskimi skupiali swoją uwagę przede wszystkim na przesłaniu. Dbali o to, aby cały przekaz był zrozumiały, także dla młodych jak i niewykształconych odbiorców. Nie skupiano się na walorach artystycznych, wręcz stawały się one niepożądane, ze względu na obawy dotyczące odbioru komunikatu. W efekcie większość plakatów charakteryzowała się graficzną prostotą: surową kreską i ubogą paletą barw z oczywistą dominującą czerwienią. Pełniły istotną funkcję, więc musiał w jasny sposób trafiać do odbiorcy, propagując dane idee. Plakat można podzielić w zależności od roli, jaką pełnił. Na opozycyjny lub typowo komunistyczny.

Gdy skończyła się II Wojna Światowa, starano się przedstawić Związek Radziecki jako jedynego wyzwoliciela Polski. Na ulicach polskich miast często pojawiały się plakaty w stylu Chwała wyzwolicielom lub 1945. Najwyraźniej ta propaganda zadziałała, gdyż dość długo duża część Polaków wierzyła, iż swoją niepodległość zawdzięczają ZSRR. Zresztą Związek Radziecki dość długo był przedstawiany jako przyjazny Polsce kraj idealny. Na plakacie pt. Trzy razy tak zachęcano do trzykrotnego głosowania na „tak” w przeprowadzonym referendum, co ukazywałoby poparcie Polaków dla komunistów. Większość plakatów komunistycznych była tak utopijna, że aż czasami po prostu śmieszna.

Autorzy plakatów często kojarzyli pracę z walką, gdzie robotników przedstawiano jako żołnierzy a maszyny rolnicze przypominały czołgi lub tez pojazdy pancerne. Socjaliści próbowali przekonać Polaków, że praca jest dobrem samym w sobie. Odpowiadało to teoretycznym założeniom komunizmu, co podkreślano, zestawiając wizję pracy dla dobra wspólnego z przejaskrawionym obrazem kapitalizmu. Zwolenników socjalizmu portretowano w patetycznych pozach, a jego wrogów prezentowano poprzez karykatury. Na plakatach wykorzystywano takie slogany jak „front”, ”walka” ,”zwycięstwo”. Plakaty miały na celu przekonanie Polaków do faktu, iż każdy z nich odgrywa ogromnie ważną rolę w społeczeństwie. Według twórców plakatów rozwój polskiego przemysłu byłby niemożliwy bez zaangażowania dobroczyńcy Stalina i tym samym całego Związku Radzieckiego. Plakaty podkreślały  zakorzenienie Partii w tradycjach robotniczych i ludowych.

Kobieta na plakatach socjalistycznych jest przedstawiona jako idealna przedstawicielka płci pięknej, daleka od uległej nierozgarniętej  gospodyni domowej. Równie chętnie jak i mężczyzn, kobiety także zachęcano do pracy. Portretowane były w bohaterskich pozach, miało to ukazywać ich siłę i możliwość wyboru czyli tym samym brak narzucania woli. Kobieta jako murarz lub też traktorzysta była bohaterką niejednego plakatu. Plakaty propagowały pracę, zarazem potępiając lenistwo. Obiboków przedstawiano w złym świetle. Lenistwo porównywano do śmierci. Uwieczniano przodowników pracy, którzy mieli stanowić motywację dla tych leniwych. Bo Polacy motywowani do pracy byli obietnicą odpoczynku i satysfakcji. Kuszono wypracowaniem przywilejów.

Tak ukazywano różne jednostki jak i ogół narodu na plakatach propagandowych. I choć wydawać nam się może to absurdalne, to jednak wtedy cenzura była bardzo skuteczna. Ludzie z pewnością bardziej szanowali swoją pracę niż to ma miejsce dzisiaj, wyrabiając pewne normy. Żyli ze świadomością pewnego jutra. Czuli się w takim systemie bezpieczniej, żyjąc w większej solidarności. Jedno jest pewne: żyło się inaczej niż dziś – bez technologii, wyjazdów kilka razy w roku za granicę, czy wyższego wykształcenia.