Kiedy robić zdjęcia? [Michał Massa Mąsior]

Foto-Plastik-On [Michał Massa Mąsior]
Jesień 2002 roku, kiedy poszedłem na pierwszy kurs fotograficzny. Chłodne dni, Krakowianie rozpalili piece i kominki, do których jak co roku pakowane są nie tylko paliwa stałe, ale także wszystko, co normalnie wyrzuca się do śmietnika. Ja jednak mimo potwornego smogu szedłem na zajęcia z fotografii z wielką chęcią, a w dodatku bardzo podekscytowany zadaniem domowym.

Kilka dni wcześniej, kiedy jeszcze świeciło słońce, wyczekałem, aż zejdzie ono dość nisko. Stanąłem na skąpanym w świetle asfalcie, skadrowałem swój wysmuklony cień. Wcisnąłem spust migawki i pobiegłem do zakładu fotograficznego z prośbą, żeby odbitka była mocno kontrastowa. Dzień później odebrałem ją i pomyślałem – ma się to oko. Bardzo jasny asfalt, czarny jak smoła cień fotografa z długimi nogami. Oczywiście tym bardziej podobało mi się zdjęcie, że zdołało ono ukryć moje niedoskonałości w figurze… Kiedy na zajęciach przyszła pora na zadanie, położyłem dumnie na stole moje dzieło.

Zbyszek Pozarzycki, u którego zacząłem swoją naukę fotograficzną, uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Popatrzył na resztę grupy, potem na zdjęcie i jeszcze raz na grupę, a w końcu na mnie. Byłem przekonany, że to jest właśnie to zdjęcie! Uśmiech się rozszerzył, a zaraz po nim padła druzgocąca opinia: „No, Ameryki toś nie odkrył”. Zrobiło mi się wtedy trochę smutno, ale był to moment, kiedy zrozumiałem, że o fotografii nie wiem nic.

Pół księgarni technicznej przeczytanych poradników i elementarzy w stylu „jak nauczyć się robić zdjęcia w jeden dzień”. Wiedza wydawała się być już w jednym palcu. Ale kompletny brak obycia, ogłady, a przede wszystkim widzenia fotograficznego sprawił, że poniosłem klęskę. Wydawało mi się, że jestem jednym z tych, którzy z racji swoich wybitnych umiejętności odniosą szybki sukces. Niczym te wiktorie opisywane w biografiach znanych zespołów rockowych. Życie jednak właśnie tamtego popołudnia postanowiło mi dać znać, że daleka przede mną droga…

Im bardziej próbowałem nadrobić niewiedzę, tym większe pokłady nowych informacji odnajdywałem.

Z każdym poznanym fotografem odkrywałem kolejnych, jeszcze ciekawszych. Z kolejną porcją wiedzy orientowałem się, że świat fotografii jest jak czarna dziura. Wciąga niesamowicie, a jej głębokość wykracza poza rozumienie wówczas dwudziestolatka. Wtedy też byłem przekonany, że by zrobić dobre zdjęcie w plenerze, potrzebna jest świetna pogoda, słoneczny dzień i koniecznie wschód lub zachód słońca. Dużo wody w Wiśle upłynęło, zanim zrozumiałem, że dobre zdjęcie kompletnie nie musi przystawać do reguł opisanych w podręcznikach.

Kilka tygodni temu, kiedy starałem się pokazać moim studentom fotografie kolejno Larry’ego Clarka, Nan Goldin, Richarda Billinghama, a na koniec osławionego niedawno w Polsce Juergena Tellera, zadano mi pytanie

„Jak to jest, że ktoś robiący tak kiepskie zdjęcia staje się znany?”.

Szach mat, pomyślałem. Nie mam jak z tego wybrnąć, bo nie znam argumentów, które mogłyby nakłonić pytającego do zmiany zdania.

Skoro jemu się to nie podoba, to jak mam go przekonać, że pokazywane przeze mnie zdjęcia są jednymi z najważniejszych wydarzeń w historii fotografii? To trochę jakby jeść całe życie czipsy z paczki i pytać o sens kuchni gourmet. Ręce opadły mi do podłogi piętro niżej, ale przypomniałem sobie siebie – mistrza świata jednego sezonu. Który przyniósł prawie dwie dekady temu zadanie domowe z cieniem – czy to nie ma ze sobą związku?

Nie chcę brzmieć jak wszechwiedzący mądrala, to zupełnie nie jest mój cel. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę, że dopiero w momencie, kiedy poznamy kanony sztuki, którą chcemy się zajmować, możemy zacząć poszukiwać mniej „książkowych” rozwiązań. Spróbujmy odpowiedzieć na zadane w tytule pytanie – kiedy robić zdjęcia? Andreas Feininger mawiał, że dobry fotograf tym się różni od kiepskiego, że w wielu sytuacjach nie podnosi aparatu do oka, bo nie ma warunków do zrobienia zdjęcia. Myślę też, że wielu młodych fotografów nie rozumie, że wiedza z podręcznika nie daje kompletnej odpowiedzi na zadawane w głowie pytania, ale stanowi bazę, na której możemy budować i poszukiwać własnych ścieżek.

Tak naprawdę nie ma jednoznacznych przepisów i zasad, a wszystkie spisane opierają się o wieloletnie badania i uśrednione wyniki popularności obrazów i zdjęć. A gdzie miejsce na kreowanie trendów? W sztuce zasady są istotne, ale to aż i tylko zasady. To tak jak fotografia czarno-biała nie jest tylko czarna i biała, bo pomiędzy nimi jest wiele odcieni szarości, a na samym końcu papier, który zwykle śnieżno-biały nie jest.

Kiedy robić zdjęcia?

Wiem tylko, kiedy ja je robię, nie wiem kiedy ma je robić ktokolwiek inny. Najważniejsze jednak jest chyba to, jak czujemy. Nie ma zatem znaczenia, czy jest słońce, deszcz, mgła, poranek, noc. Liczy się to, czy światło i klimat odpowiada naszym zamiarom. Kiedy lepiej widać i co jest lepsze dla naszej fotografii? Mark Power twierdzi, że nie wychodzi na zdjęcia w dobrą pogodę, Martin Parr wręcz podważa jakość światła w słoneczny, bezchmurny dzień, twierdząc że w dni pochmurne świat wygląda lepiej na zdjęciach. Z kolei wspomniany wyżej Andreas Feininger lubił także i mocne, kontrowe światło.

Nie o to chyba więc w fotografii chodzi, o jakiej porze i w jaki dzień, ale o to, kiedy czujemy, że to co się dzieje lub to, co stworzyliśmy przed obiektywem, należy zawrzeć w prostokątnym kadrze. Niech podpowiada serce…

Michał Massa Mąsior
PS Zapraszam Was serdecznie na moją wystawę – Antyportrety – Michał Massa Mąsior – 15.03 – 31.03- Mag Gallery – Kraków, ulica Szeroka 32. Start 15.03 – o godzinie 19.00