Katarzyna Konieczka “Moja sztuka jest jak pudełko czekoladek”

Katarzyna Konieczka "Moja sztuka jest jak pudełko czekoladek"
foto Wiktor Franko

Katarzyna Konieczka tworzy niezwykłe kreacje, które doceniają największe światowe gwiazdy – Lady Gaga, Fergie czy Cocorosie. O projektowaniu kosmicznych kostiumów niczym z „Obcego”, studiowaniu hardkoru oraz przemycaniu mistycyzmu do mainstreamu rozmawia Rafał Stanowski
Michał Szpak w projekcie Katarzyny Konieczko
Twoje projekty zdradzają duszę artysty, a nie rzemieślnika, który skupia się na użytkowym wymiarze przedmiotów. Takie podejście daje pewnie wiele satysfakcji, ale zastanawiam się, na ile jest opłacalne?
  • Moda awangardowa zmienia modę, ulicy ale to trwa zwykle kilka lat, zanim wejdzie do świadomości, do trendu. Czasem trwa to lat kilkadziesiąt, czasem nawet więcej. Na przykład: jesteś artystą, twoje rzeczy podobają się tylko twojej rodzinie, która cię wspiera, a potem umierasz w biedzie, we frustracji i zgryzocie, aby za 200 lat twoje wzory znalazły się nawet na kubkach i poduszkach. Można nazwać moją pracę rzemiosłem, ale moje projekty użytkowe już nie są. No chyba że mówimy o sytuacji, w której robię z kobiety boginię w baśniowym anturażu, a następnie powstaje zdjęcie, które może powiesić na ścianie, utwierdzając się w tym, że jest boginią. To szczególnie ważne dla kobiety, nie tylko wtedy, gdy potrzebuje wsparcia po rozstaniu, kiedy straciła poczucie własnej wartości. To jest potrzebne w życiu codziennym, w stałym związku gdzie często ludzie się ścierają, walcząc o pozycję w domu. W tym kontekście można moje projekty nazwać sztuką użytkową. Jak pudełko czekoladek czy świetna komedia romantyczna.
Mam wrażenie, że twoje projekty wypływają mocno z podświadomości. Ciekaw jestem, czy to jest tak, że długo się nad nimi zastanawiasz i opracowujesz je w detalach przed przystąpieniem do tworzenia, czy może forma ich powstawania jest bardziej spontaniczna?
  • Czasem jest to „płynięcie z wirem strumienia świadomości”. Tak jest na przykład wtedy, kiedy tworzę tkaniny czy konstrukcje z maluteńkich kawałeczków. Wtedy forma „rośnie”, ale już mam materiał do dalszego rzeźbienia. Większość moich projektów opiera się na tym, że tę tkaninę, z której powstaje projekt, niejako wytwarzam. Zwykle projektanci mody nie mają tego w swoich założeniach twórczych, kupują tkaninę, która ich inspiruje lub się podoba. U mnie proces jest o wiele bardziej złożony.
fot: Krzysztof Salwarowski
Lubisz tworzyć projekty dotykające mroku, deformacji, hiperbolizacji, trochę jak z filmów Chrisa Cunninghama czy obrazów HR Gigera. Czym Cię pociąga ta mroczna strona ludzkiej duszy?
  • Po pierwsze mnie to pociąga, po drugie zwraca uwagę ludzi. Rzeczy skandaliczne drastyczne się przebijają. Jeśli o tym nie wiesz, to przypomnij sobie, kiedy ostatnio posłuchałeś ostrzeżenia o zdjęciu, filmiku na Facebooku czy Instagramie „Uwaga drastyczne”? I nie kliknąłeś w to… Gazety piszą raczej o samych drastycznych sprawach, bo od tego są, żeby się sprzedawały. Gdyby sprzedawały się zdjęcia kwiatków i opisy ich płatków, to gazety byłyby tego pełne. Interesują mnie psychozy ludzkie, dziwactwa. W mojej pracowni taki hardkor leci czasem przez cały dzień. Ja go słucham, studiuję, to są moje bodźce. Kiedy mi się nie chce pracować, to wystarczy że sobie puszczę morderstwa i adrenalina od razu zaczyna swoją arię. Polecam, działa jak najmocniejsza kawa.
Projekt Katarzyna Konieczko, fot: Sylwia Makris
Gdybyś mogła stworzyć kostiumy do jakiegoś filmy, byłby to… Może „Obcy”?
  • „Obcy”? Bardzo chętnie! Może jakiś horror? Nawet po prostu: pokazać złożoną osobowość, bo da się tutaj, w kostium, załadować tony treści, czasem wręcz sprzecznej. Schody i niedogodności się zaczynają, kiedy trzeba obliczać budżet albo kostiumy po prostu dublować. Praca na planie filmowym to mnóstwo jałowej roboty, której mi się po prostu nie chce wykonywać.
Wydaje mi się, że mocno inspirujesz się projektami z przeszłości, z XIX wieku, przenikniętymi duchem steampunku. Często dotykasz też inspiracji religią, jak ważny i dlaczego jest to dla Ciebie temat?
  • Religia to część naszego dzieciństwa. Jeśli urodziłeś się w Polsce w latach, w których loty do Eurodisneyandu nie były tak popularne jak teraz, to procesja w święto Bożego Ciała z pewnością robiła na tobie wrażenie. Sytuacja, w której ubierasz się w swoją najlepszą sukienkę (czyli tę biała od komunii) i idziesz za suto wyszywanymi na tkaninach ikonami świętych, sypiąc płatki kwiatów z koszyczka, w porównaniu do wizyty w lokalnym Cricolandzie jest absolutnym odjazdem. Dzisiaj widzę, jak idę w tym pochodzie i te płatki sypią się z nieba, bo przecież mam nie więcej niż metr dziesięć wzrostu, jak śnieg, jak konfetti. Żółte, białe i błękitne wstęgi falują w slowmotion i płynę. Tak samo w kościele. Nigdy później zestawienie koloru złotego ze złotym nie będzie tak mistyczne, jak wtedy gdy masz 10 lat, a jedyne gry wideo, jakie widzisz na co dzień, to takie małe ruskie coś z kilkoma przyciskami, którymi sterujesz, by wilk na dwukolorowym ekraniku mógł zbierać jajka w coraz szybszym tempie. Czerpanie z historii mody i opowiadanie tej historii od nowa to najwspanialsza część pracy kostiumografa. To są momenty, w którym się przełamuje standardy epokowe ze starych obrazów. „Domalowujesz” kryzie trzecie piętro, wrzucasz maskę do czepka albo coś, co stwarza aluzję jakiejś nie uleczalnej wtedy choroby, której w naszym świecie już nie ma, bo zwalcza się ją jakimś banałem z domowej apteczki.
Fot: Sylwia Makris
Czy współczesna, streetwearowa moda Cię w ogóle interesuje? Jak odbierasz to, co się teraz dzieje na ulicy i wybiegach mody, gdzie królują wygodne kroje i sneakersy?
  • Zauważyłam, że teraz dziewczyny noszą słynne w latach 90. dżinsy i swetry w „niewymiarowych wymiarach”, neonowe kolory. To są rzeczy bez treści. Mnie to nie interesuje, ale dziewczyna ubrana jak Matylda z „Leona zawodowca”, niedokładnie tak samo, podobnie, wzbudziłaby mój zachwyt. Dziewczyny teraz noszą bardzo podobne do siebie rzeczy, którym brak tych niuansów jakie widzieliśmy u filmowej Matyldy.
Ciekaw jestem, co sama zakładasz na co dzień? Czy jesteś osobą ubierającą się w
sposób ekstrawagancki?
  • Ubieram się tak, jak wszyscy projektanci, na czarno. Po prostu tak czuję. Latem sięgam po jaśniejsze ubrania, biel rozświetla, szary, beż. Wraz z nadejściem jesieni z powrotem wchodzę w
    czerń. Jest też we mnie dużo lęku o ewentualne popadnięcie w śmieszność, więc staram się nie wydziwiać.
Tworzysz modę, która w Polsce nie jest popularna, nie jesteśmy społeczeństwem ceniącym w szczególny sposób ekstrawagancję. Czy w Polsce jest miejsce na takich artystów jak ty, czy
może czujesz się zepchnięta do niszy?
  • Ale ja w ogóle nie biorę pod uwagę propozycji kupna moich projektów! O ulicy, modzie streetowej też nie ma mowy. Ja robię własne konstrukcje, nakrycia głowy, maski czy kołnierze z tak dziwnych rzeczy, że zachodziłoby pytanie o trwałość. Jeżeli skupiam się na efektowności w
    moim stylu, to na drodze do wizualnej jakości oddalam się od trwałości. Prosty przykład: kostium na scenę z efektem wow z jakąś objętością, przestrzennością przestaje być praktyczny dla scenicznych ruchów, bo zaczyna być coraz cięższy. Im większy, tym cięższy. Im mniejszy i
    wygodniejszy tym mnie efektowny.
Czy z dzisiejszej perspektywy uważasz, że warto być artystą podążającym własną drogą, nie do końca w mainstreamie? Czy mogłabyś tworzyć coś bardziej popowego, czy to w ogóle nie leży w twojej naturze?
  • Nie do końca czuję się artystą offowym. Wręcz uwielbiam komercyjne akcje typu pokaz dla jakiegoś produktu, marki. Nie mówię tu o zaprojektowaniu kostiumów-przebrań modelek za wielkie butelki szamponów, tylko o projektach które podobają się wszystkim, bo są glamour, sexy. W mainstreamie też można przemycić tajemnicę, mistycyzm, duszę, co oznacza po prostu jakość. Lubię i bardzo chcę robić pokazy komercyjne, mailnstreamowe. Dawać produktowi, klientowi przestrzeń, wyłuskać to jakie ma marzenia strategiczne dla swojej marki, ale nie skakać odbiorcy lokowaniem produktu w twarz. To jest miarą dobrej reklamy. Jeśli oglądasz coś dla przyjemności i nie wiesz, kiedy zaczynasz sympatyzować z produktem, który za chwilę chcesz kupić. Dla mnie to jak pisanie wypracowania. Marzę o stworzeniu z marką bielizny pokazu z rozmachem. A niech to będzie „Polski Victoria’s Secret”! Bardziej łopatologicznie się tego ująć nie da, ale ja zrobiłabym to inaczej, żadna kopia, coś, swojego, fajnego i bez epatowania skomplikowanymi treściami. Potrafię i lubię robić rzeczy skandaliczne, erotyczne, ale radzę sobie też z tworzeniem kostiumów dla dzieci. Dla małych księżniczek, które nie są z Disneya ale z krainy typu Narnia.
Ubierałaś wiele gwiazd, który z tych projektów wspominasz najlepiej, a który był najtrudniejszy? Czy są jeszcze gwiazdy, z którymi chciałabyś współpracować, a do tego jeszcze nie doszło?
  • Wbrew pozorom bardziej gwiazdorzą zwykli ludzie, z nimi pracuje się trudniej. Gwiazdy mają zaufanie do swoich stylistów, do koncepcji projektanta. To jest kwestia jakiegoś poziomu i doświadczenia. Bardzo dobrze wspominam teledysk Fergie, bo ona rzeczywiście ubrała mój projekt. A to są rzeczy sztywne, trudne, z tyłu, na karku mają nakrętki od śrub, które nawet zabezpieczone jednak uciskają. Gwiazda, która jest nastawiona na sukces, zniesie takie niedogodności, bo teledysk ma być efektowny, ma sie przebić, zapadać w pamięć.

Rozmawiał Rafał Stanowski

Więcej od loungemag

Hygge jest w nas

Hygge jest w nas. Można powiedzieć, te 30 lat temu to były czasy! Postęp technologiczny...
WIĘCEJ