Obrazy Julii Szymczykowskiej mogą sprawiać wrażenie ilustracji życia zamkniętego w czterech ścianach. Przypominają kadry z czasu pandemii, zapis rzeczywistości oglądanej z perspektywy mieszkania, do którego świat zewnętrzny dociera jedynie przez okno. Mogłyby być obrazem życia w kryzysie, depresji albo emocjonalnym zawieszeniu. Tymczasem młoda krakowska artystka nie demonizuje rzeczywistości. Wręcz przeciwnie. Pokazuje ją taką, jaka jest naprawdę.

Jej wystawa dyplomowa „Przełknij ślinę – zamknij oczy – zanurz głowę” stała się osobistym zapisem codzienności i dojrzewania. Punktem wyjścia były własne doświadczenia i pozornie nieistotne przedmioty, które z czasem zaczęły pełnić rolę bohaterów opowieści.
„Być może to, co naprawdę nas definiuje, to nie idee, nic wielkiego, nic duchowego lecz ta nieustająca obecność rzeczy- każda z nich, na swój sposób, pełni swoją rolę w kształtowaniu tu i teraz. Wszystko to, co leży w zasięgu wzroku- grzebień porzucony na podłodze, jego zęby wciąż noszące resztki nieuważnie rozczesanych włosów”. – pisała artystka w swojej pracy dyplomowej.

W obrazach Julii piękno nie istnieje w oderwaniu od rzeczywistości. Portretuje próby zakładania kolejnych masek i sprostania narzucanym kanonom, spod których nieustannie prześwituje autentyczność. Artystka szuka jej, przyglądając się własnemu odbiciu w wiadrze z wodą albo w kałuży pozostawionej przez mopa. Zerka tam nieśmiało, jakby właśnie w tych przypadkowych zwierciadłach mogła dostrzec prawdziwą siebie. Jej oczy, choć umalowane, pozostają przekrwione. Jesteśmy świadkami niemal torturowania włosów, by nadać im pożądany kształt. Bogato zdobiony naszyjnik nie ocieka złotem, lecz rdzą, a brokat nieodłącznie występuje w duecie z kurzem. To świat pozbawiony filtrów, w którym estetyka współczesnej kultury zderza się z tym, co zwykle pozostaje poza kadrem. Jakbyśmy oglądali album wykasowanych zdjęć.

Być może właśnie dlatego twórczość Julii Szymczykowskiej tak mocno rezonuje z doświadczeniem jej pokolenia. Nie próbuje kreować rzeczywistości piękniejszej, niż jest. Nie ukrywa bałaganu, śladów zmęczenia ani niedoskonałości. Pokazuje życie od zaplecza. To, czego zwykle nie fotografujemy i nie publikujemy. A jednocześnie przypomina, że właśnie tam, pośród przedmiotów pozostawionych na później, kryje się najbardziej szczery portret współczesności.
5 trendów wnętrzarskich dla miłośników natury


Julia Szymczykowska (ur. 2000 w Opolu) to malarka i artystka wizualna, która w 2025 roku ukończyła z wyróżnieniem Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. Swoje prace prezentowała m.in. podczas wystaw „Nowy Obraz / Nowe Spojrzenie” w poznańskim Starym Browarze (2024), „HERstoria sztuki IV” w krakowskim Domu Norymberskim (2024), „Przełknij ślinę – zamknij oczy – zanurz głowę” w Galerii Szara Kamienica (2025), Cracow Art Week KRAKERS (2025) oraz na wystawie „Dom dzienny, dom nocny. Prace z kolekcji Radosława Kotarskiego” w MOCAK-u (2025). W 2026 roku jej prace znalazły się również na wystawie „Woman Art Power 2” w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu.
Autorem obu portretów jest Rafał Korzeniowski
