Hyundai Santa Fe – czy tym razem będzie nowocześnie i wygodnie? [test]

Hyundai Santa Fe - czy tym razem będzie nowocześnie i wygodnie? [test]
Hyundai Santa Fe to koreański kolos, który w końcu wygląda nowocześnie i dobrze. W nowej generacji tak mocno nie zmieniły się jednak bebechy, więc czas na test dużego SUVa z dieslem pod maską.

I to takiego w starym stylu, ponieważ mimo upływu lat azjatycka motoryzacja zostawia ślady historyczne na swoim produktach. Nie raz wspominałem o wiekowych rozwiązaniach wizualnych we wnętrzu lub karoseriach tych aut, ale tym razem Hyundai postawił na coś świeżego i nowoczesnego. W aucie zauważymy więc bardziej wpływ klienta z USA, niż tego z Azji.

Klasyczne rozwiązania

Co więc jest staroświeckie w Santa Fe? Specyfika samego motoru pod sporą maską tego auta. Dwulitrowa jednostka spełnia już europejskie normy celne odnośnie pojemności silnika, więc wpływa korzystnie na cenę auta. Tak samo jak mocniejszy i większy motor (2,2 CRDi) ten motor generuje stosunkowo niewielką moc w porównaniu do konkurencji. Może to i dobrze, że brak tutaj downsizingu, ponieważ z 1995 cm3 wykrzesano 185 KM oraz 400 NM.

I są to wartości niemałe, aczkolwiek w porównaniu do masy auta, które na pusto waży 1850 kilogramów samochód jest trochę ospały. Hyundai Santa Fe nie jest wolne, ponieważ potrafi rozpędzić się prawie do 200 km/h, aczkolwiek jego dynamika jest dość zachowawcza. Nie zmieniają tego nawet tryby jazdy (sport, comfort i smart).

Mimo to samochodem jeździ się bardzo przyjemnie i wygodnie. Wysoka pozycja za kierownicą zapewnia dobrą widoczność i poczucie bezpieczeństwa, a spore i wysokie nadwozie powoduje, że w aucie czujemy się pewnie. Nie da się ukryć, że długość prawie 4,8 m przy szerokości 1,9 metra i wysokości ponad 1,7 metra to nie przelewki, ale samochód prowadzi się bez zbędnych problemów.

Amerykański powiew

Spora zasługa tutaj samego wnętrza auta, ale nie tylko. O środku podyskutuje później. Najpierw muszę dopowiedzieć, że jak na SUVa dla klienta z Ameryki Północnej przystało, samochód ma automatyczną skrzynię biegów (dosyć ospałą, lecz na szczęście nie wirtualną) oraz napęd 4×4. To powoli już rzadkość w tej klasie, ale Hyundai woli dać możliwość wyboru klientowi jakiego przełożenia na osie potrzebuje. Co ciekawe napęd ten można zablokować i korzystać z niego w trudniejszym terenie. Prześwit samochodu to 185 milimetrów, więc można spać spokojnie. Asystent zjazdu jest w pakiecie.

Look z USA widać również w samej karoserii auta. Duży i prawie pionowy grill jest bardzo agresywny, a ilość chromowanych dodatków w nadwoziu zdradza, że auto musi robić wrażenie. Uzupełniają to 19-calowe felgi z dużymi oponami. Porównując przód samochodu z tyłem, zdecydowanie więcej dzieje się od strony silnika. Nawet reflektory mają w sobie odrobinę pazura.

Doza komfortu

Oprócz samego prowadzenia wygodę czuć już po zajęciu miejsca w kabinie pasażerskiej. I nie mam na myśli jedynie fotela kierowcy, ponieważ 5 siedzeń jest podgrzewane, elektrycznie sterowane, a te z przodu nawet wentylowane. Poza tym w aucie nie brakuje miejsca zarówno na nogi, jak i nad głową.

Chyba, że weźmiemy pod uwagę dodatkowe dwa fotele, ponieważ ten Hyundai może być siedmioosobowy. Komfort na wspomnianych siedzeniach jest umiarkowany, ale dzieci będą się tam czuły bardzo dobrze. Nie brakuje uchwytów na kubki, a klimatyzacja jest aż czterostrefowa, a to zdarza się naprawdę rzadko.

Miejsca nie brakuje również w samym kufrze auta. Standardowo jest to 625 litrów, a klapa jest automatycznie otwierana. Wysoki próg załadunku trochę utrudnia korzystanie z tego bagażnika, ale nawet rozłożenie dodatkowych foteli nie powoduje, że właściciel Hyundai’a by wyruszyć w trasę w 7 osób będzie musiał zabrać przyczepkę.

A nowoczesność?

Z tym jest różnie. System infomedialny oczywiście w Santa Fe się pojawił. Ekran dotykowy działa intuicyjne, ale jest trochę mały. Mimo to może informować nas o wybranym medium (radio, BT, USB), pokazuje komunikaty nawigacji lub innych aplikacji. W aucie zadbano też o lepszy system audio.

Z drugiej jednak strony Hyundai Santa Fe przypomina na przykład, że na tylnej kanapie leżało coś cięższego lub siedział pasażer i żeby o nim nie zapomnieć. To trochę zabawne, ale wracając jednak do ważniejszych systemów, Hyundai wprowadził Santa Fe do półautonomii. Dzięki asystentowi pasa ruchu i aktywnemu tempomatowi auto potrafi przejechać kawałek bez ingerencji kierowcy.

Cena

Wszystko ma jednak swoją cenę. A duże nadwozie, spore wyposażenie oraz większy motor z napędem 4×4 i automatem musi trochę kosztować. Porównując jednak konfigurator Santa Fe do nawet mniejszych aut nie jest najgorzej. Egzemplarz ze zdjęć kosztował około 220 tysięcy złotych. Nie jest to mało, ale powiem Wam szczerze, że już nie raz jeździłem droższą Skodą lub Volkswagenem, a były sporo mniejsze.

Gabaryty auta wpływają jednak na spalanie samochodu, które według producenta jest bardzo atrakcyjne, ale w rzeczywistości niestety trochę wyższe. Patrząc zdroworozsądkowo jest bez tragedii, ponieważ średni wynik to około 8-9 litrów, ale w mieście niebezpiecznie zbliża się do granicy 10 litrów na 100 kilometrów. Na szczęście Santa Fe wzorem starszych samochodów ma porządny bak i wlejecie tam aż 71 litrów.

Podsumowując, sądzę, że taka mieszanka nowoczesności z klasycznymi rozwiązaniami może odnieść sukces. Zwłaszcza, że Hyundai ma 5-letnią gwarancję i przynajmniej Santa Fe wygląda ponadczasowo. Poza tym raczej rzadko kiedy spotkasz podobną gablotę na supermarketowym parkingu, więc kolejny plus za.

Konrad Stopa

Zdjęcia wykonane Samsungiem A50 – więcej o telefonie tutaj.

www.motopodprad.pl