Francuskie kosmetyki, które nie ulegają chwilowym modom [test]

Francuskie kosmetyki które nie ulegają chwilowym modom" - Pod lupą [testujem]

Ten rok przyniósł ze sobą całe mnóstwo nowych urodowych trendów, niemal wszyscy oszaleli na punkcie naturalnych kosmetyków i koreańskiej pielęgnacji. Ja jednak od lat jestem pod wielkim wrażeniem pielęgnacji we francuskim wydaniu. Jej podstawą jest troska o skórę, makijaż to tylko dodatek.

Francuzki kupują kosmetyki głównie w aptekach i nierzadko są to dokładnie te same produkty, których używały ich matki, czy babcie. Nie ulegają chwilowym modom, nie eksperymentują, trzymają się swojej pielęgnacyjnej rutyny i chyba właśnie temu zawdzięczają swój młodzieńczy look. Dlatego z wypiekami na twarzy zabrałam się za testowanie francuskiego duetu od Institut Esthederm, w nadziei, że i moja skóra dostanie tego “francuskiego blasku”.

Institut Esthederm Paris, seria osmoclean:

* Gentle deep pore cleanser

– głęboko oczyszczający krem do twarzy i dekoltu

* Lightening buffing mask

– wygładzająco-rozświetlająca maska złuszczająca

Wygląd i aplikacja

Oczyszczający krem: 4/5  |  Maska: 4/5

Zarówno krem jak i maska zostały zamknięte w niemal identycznych mleczno białych tubkach, wykonanych z miękkiego plastiku, który ułatwiał wydobycie kosmetyku do samego końca. Minimalistyczne opakowanie i szata graficzna przypadła mi do gustu, ale niestety ciągle myliłam kosmetyki przez co kilka razy omyłkowo nakładałam krem zamiast maski i odwrotnie. Obydwa produkty aplikujemy dłońmi na suchą, oczyszczoną skórę. Niewielką ilość kremu oczyszczającego nakładamy punktowo na czoło, policzki, nos, brodę i dekolt, a następnie wykonujemy masaż od środka na zewnątrz twarzy, tak długo, aż produkt stanie się tępy, matowy i nie będzie już można z nim dłużej pracować. Na koniec pozostałość kosmetyku zmywamy dużą ilością wody. W przypadku maseczki, nakładamy jej cienką warstwę na zaledwie minutę, a po tym czasie staramy się ją zrolować dłońmi zaczynając od dekoltu i kierując się w górę. Resztki maseczki także zmywamy wodą.

Konsystencja, zapach i kolor

Oczyszczający krem: 4/5  |  Maska: 4/5

Konsystencja obydwóch kosmetyków jest absolutnie zaskakująca. Zbita, gęsta i gładka! Krem nie posiada żadnych drobinek ścierających, do których jesteśmy przyzwyczajeni w przypadku głęboko oczyszczających produktów. Jest aksamitny, ma biały kolor i pachnie jak francuski dermokosmetyk. A co to za zapach? Taki przyjemny, apteczny zapach, którego nie potrafię w inny sposób nazwać. Maska pomimo swoich złuszczających właściwości, również ma gładką formułę przypominającą poprzednika, również jest biała, także pachnie jak apteczny kosmetyk, choć nieco inaczej. Jedyne co różni te kosmetyki, to konsystencja. O ile krem można wmasowywać w twarz, jak zresztą poleca zrobić producent, tak maska podczas pocierania od razu się waży, ruluje i odpada.

Skład

Oczyszczający krem: 5/5  |  Maska: 5/5

Obydwa kosmetyki mają bardzo delikatną bazę myjącą, oraz SKIN BALANCE SYSTEM PATENT (wyciąg z boldo i fruktooligosacharydy), który odpowiada za utrzymanie w równowadze naturalnego ekosystemu mikroflory powierzchni skóry. W każdym kosmetyku tej marki, znajduje się także opatentowana woda komórkowa, która oprócz dostarczania skórze energii, ma stymulować jej optymalne funkcjonowanie. Maska natomiast, dzięki patentowi Hypopigmentaline (znajduje się w nim wyciąg z morwy i wyciąg z lukrecji),  rozświetli i ujednolici kolor, regulując także ilość wytwarzanej melaniny, co zapobiega powstawaniu przebarwień. Warto wspomnieć, że Institute Esthederm w swoich badaniach skupia się głównie na stymulacji pracy skóry, tak by była optymalnie nawodniona, oraz na ochronie przed słońcem i przebarwieniami. Ich kosmetyki są pełne opatentowanych związków co czyni je absolutnie unikatowymi!

Działanie

Oczyszczający krem: 4.5/5  |  Maska: 4/5

Kiedy po raz pierwszy użyłam tego zestawu miałam mocno mieszane odczucia. Głównie ze względu na dość specyficzne konsystencje i sposób użycia, który na początku wydawał mi się nie tyle dziwny co nietrafiony. Wykonywanie peelingu zupełnie gładkim kremem? Maseczka która ma pozostać na twarzy przez jedynie minutę? Jak to ma w ogóle działać?! Nie ważne jak, ważne, że działa i to genialnie. Jest tylko jeden warunek! A właściwie dwa! Po pierwsze regularność. Krem pomimo braku ścierających cząsteczek usuwa natychmiast suche skórki, skóra nie błyszczy się i jest uspokojona. Po kilkukrotnym użyciu pory są zdecydowanie zwężone, a jeśli krem zagości w łazience na dłużej i będzie używany dwa, lub nawet trzy razy w tygodniu możemy pożegnać się z zaskórnikami raz na zawsze! Skóra zaraz po masażu tym produktem nie jest w żaden sposób naruszona, dlatego możemy go używać nawet tuż przed wyjściem. Jest też idealny dla nawet najbardziej wrażliwych, naczyniowych, delikatnych skór, które nie mogą stosować gruboziarnistych peelingów, a potrzebują dogłębnego oczyszczenia. Nie wiem, czy przypadnie on wszystkim do gustu. Ja pomimo używania kremu oczyszczającego, od czasu do czasu wykonywałam tradycyjny peeling, ponieważ lubię, kiedy drobinki ścierające pobudzają krążenie, tego mi w nim chyba odrobinę zabrakło. Jaki jest drugi warunek? Produkty działają najlepiej kiedy stosuje się je razem. Najpierw krem, potem maskę. Choć byłam zadowolona z obydwóch, to dopiero duetem byłam szczerze zachwycona! Maska zdecydowanie przyspieszyła zniknięcie przebarwień po wypryskach, które na mojej bladej skórze potrafią pozostać nawet na kilka tygodni. Do tego, po życiu maski skóra jest bajecznie gładka! Mam nawet wrażenie, że maska wygładza mocniej niż krem! Jednak w maseczce nie do końca odpowiadał mi sposób w jaki się ją ściąga. Rozumiem, że to rolowanie wpływa na efekt wygładzenia, ale maseczka dość mocno zasycha i miałam wrażenie, że trochę zbyt mocno muszę naciągać moją skórę, żeby ją usunąć, dlatego też często omijałam ten ruch i zwyczajnie ją zmywałam.

Stosunek ceny do jakości

Oczyszczający krem: 5/5  |  Maska: 4/5

Krem i maska mają pojemność 75 ml, pierwszy z produktów w cenie regularnej kosztuje ok 125 zł, drugi około 150 zł. Ja kupiłam produkty w zestawie za jedyne 130 zł za obydwa! Muszę w końcu napisać o niezwykłej wydajności tych kosmetyków! Konsystencje są zbite, a produktu nakłada się naprawdę bardzo niewiele, dzięki czemu przy regularnym stosowaniu kremu i maski myślę, że wystarczy ich na conajmniej pół roku! Jakość jest genialna! Nie wspomnę już o komforcie podczas używania, który może absolutnie odmienić pielęgnację nadwrażliwych cer. Tu wszystko gra! Cena nawet w regularnej sprzedaży jest atrakcyjna, a jeśli uda Wam się dorwać te kosmetyki w promocyjnym zestawie, nie wahajcie się ani minuty!

Ocena końcowa

Oczyszczający krem: 5/5  |  Maska: 4/5

Seria osmoclean tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że Francuzi znają się na pielęgnacji skóry jak mało kto. Stworzenie tak delikatnego, a zarazem tak mocno oczyszczającego zestawu wydawało mi się niemożliwe, a tu udało się to koncertowo ku uciesze nadwrażliwych cer. Zdecydowanie polecam używanie obydwóch kosmetyków, jak wspomniałam cudnie się uzupełniają i dają wyśmienity efekt. Myślę nawet, że klienci byliby szczęśliwi, gdyby na opakowaniach znalazł się napis krok 1 i krok 2, trudniej wtedy o pomyłki podczas nakładania, a w pełni zadowoleni będziemy właśnie po użyciu obydwóch. Czy kosmetyki przypadną wszystkim do gustu? Myślę, że niecierpliwcy i miłośnicy gruboziarnistych zdzieraków mogą być lekko rozczarowani, ale są to kosmetyki, które rozkochają w sobie wrażliwców i skóry skłonne do podrażnień. Co najważniejsze, dogłębnie oczyszczają skórę, która potem przepięknie chłonie kremy czy sera, potęgując ich działanie i pozwalając im dotrzeć do głębszych warstw naskórka. Pielęgnacja w stylu francuskim to klasyk, który zawsze jest w modzie, bo wypielęgnowana skóra nigdy nie wychodzi z trendów!

Adriana Gołębiowska

Więcej od Adriana Gołębiowska

Pod lupą: ALKEMIE – wizualne cacuszko [test 1/2]

Uwielbiam w historie w stylu: od pucybuta do milionera i szczerze wzruszają mnie opowiastki o tym, jak małe,...
WIĘCEJ