Filmowe strzały Kuby Armaty [luty]

Wielu reżyserów powtarza, że jednym z większych zawodowych wyzwań jakie przed nimi stoją, jest zrobienie filmu w języku innym niż ojczysty.

Nie miałem okazji zapytać o to Yorgosa Lanthimosa, ale jestem przekonany, że akurat on niekoniecznie zgodziłby się z tą tezą. Świetnie bowiem radził sobie w Grecji, stając się twarzą tamtejszej Nowej Fali. Równie dobrze idzie mu poza jej granicami. Czego kolejnym dowodem znakomita „Faworyta”, film który wywraca do góry nogami wyobrażenie o tym, czym jest klasyczne kino kostiumowe.

Lanthimos nie byłby sobą, gdyby nie przemycił do fabuły charakterystycznego, opartego na absurdzie poczucia humoru. W dużej mierze staje się ono udziałem trzech głównych bohaterek. W ich role wcielają się Emma Stone, Rachel Weisz oraz Olivia Colman (nagroda aktorska w Wenecji). Bo to właśnie opowieść o dynamicznych, pełnych intryg relacjach pomiędzy trzema kobietami w realiach XVIII-wiecznego dworu królewskiego. Bardzo oryginalnie sfotografowana, pełna scen-perełek, jak chociażby wyścig… kaczek. Film Lanthimosa to jeden z tegorocznych oscarowych, nomen omen, faworytów.

FAWORYTA
reż. Yorgos Lanthimos
Irlandia/USA/Wielka Brytania
2018 119’
Premiera: 8 lutego
Ocena: 5/5

Na dobrą sprawę za rekomendację tego filmu starczyłoby jedynie wspomnieć, że główne role grają w nim Viggo Mortensen oraz Mahershala Ali.

Dwóch znakomitych amerykańskich aktorów, mających jednocześnie ogromną łatwość w zmienianiu swojego ekranowego wizerunku. W filmie Petera Farrelly’ego jest on delikatny. Znacznie bardziej  niż chociażby we „Wschodnich obietnicach” w przypadku Mortensena, czy „Detektywie” – Ali. Choć co ciekawe, ten pierwszy i tym razem wciela się w postać silnorękiego.

Farrelly oparł swój film na prawdziwej historii, jaka rozegrała się w pierwszej połowie lat 60. w Stanach Zjednoczonych, kiedy w trasę po amerykańskim Południu wyruszył charyzmatyczny czarnoskóry pianista Don Shirley. Towarzyszy mu niejaki Tony Lip, będący kimś w rodzaju ochroniarza i managera w jednym. Różni ich wszystko, od koloru skóry, przez wykształcenie i obycie, po życiowe perspektywy. Łączy jedno – odwaga. Film Farrelly’ego, będący największym zwycięzcą tegorocznych Złotych Globów, to ujęta w formułę kina drogi wzruszająca opowieść o niemożliwej przyjaźni oraz tolerancji. Uniwersalne i jak się okazuje wciąż bardzo potrzebne kino.

GREEN BOOK
reż. Peter Farrelly
USA
2018 130’
Premiera: 8 lutego
Ocena: 4/5
Libanka Nadine Labaki dała się poznać polskim widzom jedenaście lat temu za sprawą świetnego „Karmelu”.

I choć od tego czasu nakręciła kilka filmów, wydaje się, że to właśnie za sprawą „Kafarnaum” ponownie będzie o niej głośno. A w zasadzie już jest, gdyż uhonorowany on został Nagrodą Jury podczas ostatniego festiwalu w Cannes. Uchodził też za jednego z głównych oscarowych faworytów w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. Trudno się dziwić, gdyż nowy obraz Labaki idealnie skrojony jest pod festiwalowe i nie tylko laury.

Co ma swoje dobre, ale i trochę gorsze strony. Głównym bohaterem nowego filmu Libanki jest ledwie 12-letni Zain (świetny Zaina Al Rafeey), który zmuszony jest do tego, by dorosnąć znacznie szybciej niż jego rówieśnicy. Poznajemy go na sali sądowej, w chwili gdy występuje przeciw swoim rodzicom za to, że wydali go na świat. A o tym, że ów świat nie był kolorowy przekonujemy się z retrospekcji skupionych wokół dzieciństwa Zaina spędzonych w slumsach Beirutu.

Dłuższymi chwilami „Kafarnaum” nie pozwala złapać nam oddechu. Film Labaki jest wstrząsający, w efekcie nawet ci najtwardsi widzowie uronią pewnie niejedną łezkę, choć z tyłu głowy pojawia się myśl, czy nie ma to w sobie trochę z emocjonalnego szantażu.

KAFARNAUM
reż. Nadine Labaki
USA/Liban
2018 120’
Premiera: 22lutego
Ocena: 4/5

 

więcej recenzji Kuby

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *