Filmowe strzały Kuby Armaty [Listopad]

Filmowe strzały Kuby Armaty [Listopad]
Jeżeli myślimy o rasowym kinie szpiegowskim, od razu do głowy przychodzi nam Bond. Bez względu na to, czy był nim Roger Moore, Sean Connery, Pierce Brosnan czy Daniel Craig.

Reżyserski debiut Łukasza Kośmickiego agenta 007 z piedestału na pewno nie zrzuci, ale wreszcie możemy pochwalić się światu, że coś w tej materii w najnowszym polskim kinie się ruszyło. Nie mam wątpliwości, a głośno mówi się o takich ambicjach twórców, że „Ukryta gra” sprawdzi się również poza granicami Polski.

Opowieść o czasach zimnej wojny i rozgrywającym się w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki meczu szachowym pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim zrealizowana została według najlepszych gatunkowych wzorców. Jest tu zatem miejsce na pełnokrwistych bohaterów, wartką, trzymającą w napięciu akcję, ale i przełamanie poczuciem humoru, za które w dużej mierze odpowiada postać kreowana przez Roberta Więckiewicza.

Do tego świetne zdjęcia Pawła Edelmana, wspaniała scenografia laureata Oscara Allana Starskiego i międzynarodowa obsada, z Billem Pullmanem na czele. Możemy się cieszyć, że w naszym kraju powstaje takie kino – łączące artystyczne ambicje, gatunkowy sztafaż z potencjałem komercyjnym.

 

UKRYTA GRA
reż. Łukasz Kośmicki
Polska
2019  95’
Premiera: 8 listopada
Ocena: 4/5

 

Jestem przekonany, że oglądając nowy film znakomitego brytyjskiego reżysera Kena Loacha, fani jego twórczości nie będą specjalnie zaskoczeni. Dwukrotny laureat canneńskiej Złotej Palmy wraca bowiem do tematów, którymi zajmuje się przez większość swojego zawodowego życia.

Złośliwi przekonują, że od lat wciąż kręci ten sam film. Nawet jeśli tak jest, robi to naprawdę w godnym naśladowania stylu. Loach uchodzi za wybitnego portrecistę społecznych nierówności, wyczulonego na ludzką krzywdę. Bohaterowie jego filmów, wywodzący się zwykle z niższej klasy średniej, co rusz zmagać się muszą z systemem, który dobro i socjalne bezpieczeństwo jednostki stawia na ostatnim miejscu.

Nie inaczej jest z Rickym z „Sorry We Missed You”. Mężczyzna próbuje wiązać koniec z końcem, rozwożąc na co dzień przesyłki kurierskie. Bezduszne warunki pracy powodują, że cierpi też na tym życie rodzinne bohatera. Loach zawsze odważnie staje po stronie słabszych, piętnując państwową administrację czy nastawionych wyłącznie na zysk prywaciarzy. Ten film pozwala nam także zrozumieć, jak ciężka bywa praca kurierów. Może za jego sprawą nieco łaskawszym okiem na nich spojrzymy, gdy nasza przesyłka nie dojdzie na czas.

SORRY WE MISSED YOU
reż. Ken Loach
Belgia/Francja/Wielka Brytania
2019  100’
Premiera: 15 listopada
Ocena: 4/5

Siedem lat temu Leszek Dawid nakręcił film „Jesteś Bogiem”. Opowieść o legendarnej hiphopowej grupie Paktofonika i jej liderze Piotrze „Magiku” Łuszczu z miejsca stała się frekwencyjnym hitem, pokazując, jak mocno jesteśmy przesiąknięci tą subkulturą.

Kto wie, czy tego sukcesu, przynajmniej w dużej mierze, nie powtórzy teraz „Proceder” Michała Węgrzyna. Nawet nie tyle z uwagi na samą filmową materię, a raczej status bohatera, o którym postanowił opowiedzieć polski reżyser. Mowa o Tomaszu Chadzie, czołowym przedstawicielu nurtu ulicznego rapu.

Osobie będącej dla młodszego pokolenia tym, kim Magik był dla dzisiejszych trzydziestolatków. „Proceder” jest poprawnie i dość klasycznie zrealizowaną biografią skomplikowanego, mocno pogubionego człowieka, któremu muzyka dawała ledwie krótkie chwile wytchnienia. Tej zresztą, w formie kolejnych kawałków Chady, stanowiących swoisty komentarz do ekranowych wydarzeń, jest w filmie sporo.

To plus, podobnie jak wcielający się w głównego bohatera Piotr Witkowski, który moim zdaniem znacznie lepiej poradził sobie z rolą niż kilku jego bardziej doświadczonych kolegów po fachu. Solidne, choć trochę za długie kino, nie tylko dla fanów hip-hopu.

 

PROCEDER
reż. Michał Węgrzyn
Polska
2019  137’
Premiera: 15 listopada
Ocena: 3/5