Filmowe strzały Kuby Armaty – lipiec

Filmowe strzały Kuby Armaty - lipiec
Ostatnimi czasy za naczelnego filmowego biografa uchodził brytyjski reżyser Asif Kapadia. Jego pełne dramaturgii, ale i świetnie skonstruowane opowieści o Ayrtonie Sennie, Amy Winehouse czy teraz Diego Maradonie wznosiły ten gatunek na inny poziom. Jego drogą postanowił najwyraźniej podążyć Ron Howard.

Ten doświadczony amerykański filmowiec, mający na koncie dwa Oscary i takie filmy jak „Apollo 13” czy „Piękny umysł”. Porzucił na chwilę fabułę na rzecz dokumentu, by opowiedzieć o legendzie. Patrząc na barwne życie i wielką karierę Luciano Pavarottiego, nie ma wątpliwości, że było warto. Jego niesamowitą, pełną zwrotów biografią obdzielić można by pewnie kilku bohaterów. Legendarnego tenora Howard przedstawia przede wszystkim jako… typowego Włocha.

Uwielbiającego biesiady króla życia, człowieka z sercem na dłoni, dla którego nie ma ważniejszej wartości niż rodzina. Pavarottiemu przez całe życie towarzyszył blask. Nie tylko z uwagi na skalę jego talentu, ale też poczucie humoru czy zwykłą ludzką empatię. O słabościach maestro Howard mówi w sposób dyskretny, podobnie zresztą jak o kulisach niezbyt moralnej branży muzycznej. Nie ma co ukrywać, że film w dużej mierze ma charakter pośmiertnego pomnika, hołdu oddanego niezwykłemu człowiekowi. W przypadku wielu biografii mogło to irytować, ale „Pavarotti” na pewno nie jest jedną z nich.

PAVAROTTI
reż. Ron Howard
USA/Wielka Brytania
2019 114’

Premiera: 2 sierpnia
Ocena: 4/5

O tym filmie głośno było w zasadzie od chwili, gdy Quentin Tarantino przyznał się, że pracuje nad nowym projektem. Kiedy w dodatku okazało się, że jednym z tematów ma być tragiczna historia Romana Polańskiego (w tej roli polski aktor Rafał Zawierucha) i Sharon Tate, spekulacjom nie było końca. Tarantino, jak to ma w zwyczaju, zrobił oczywiście wszystko po swojemu.

Jest już pierwszy oficjalny plakat nowego filmu Tarantino!

 

Obok wspomnianych bohaterów jest tu bowiem miejsce dla przeżywającego twórczy kryzys aktora, jego kaskadera i gosposi w jednym, bandy Mansona, Steve’a McQueena, a nawet dostającego solidny łomot… Bruce’a Lee. Ilekroć ogląda się filmy Tarantino, nie można oprzeć się wrażeniu, że to reżyser, który na planie po prostu świetnie się bawi. Popada w kolejne dygresje, tworzy mogące być odrębną całością sceny perełki. Wreszcie daje do zrozumienia, że po drugiej stronie kamery mamy do czynienia z prawdziwym kinofilem. Tyle że w tym filmie jest chyba tego trochę za dużo.

Zbudowana z dwóch wątków główna oś fabularna momentami się dłuży, o co chyba nigdy nie podejrzewalibyśmy dzieła podpisanego przez Tarantino. Jak to jednak często bywa, tak i tym razem okazuje się, że cierpliwość popłaca. Finał „Pewnego razu… w Hollywood” z nawiązką rekompensuje wszelkie wcześniejsze obiekcje.

PEWNEGO RAZU… W HOLLYWOOD
reż. Quentin Tarantino
USA/Wielka Brytania
2019  165’

Premiera: 9sierpnia
Ocena: 4/5

Dobra wiadomość jest taka, że Pedro Almodóvar zrobił najlepszy film od lat. Gorsza, że z wiekiem staje się on coraz bardziej bezpieczny i przewidywalny, porzucając gdzieś buntowniczą naturę, z której przecież był znany. Jeżeli o tym zapomnieć, „Ból i blask” okaże się dziełem co najmniej dobrym.

Mówi się, że to jeden z bardziej osobistych filmów hiszpańskiego reżysera, choć ten dość przekornie twierdzi, żeby nie traktować fabularnych wydarzeń zbyt literalnie. Bohaterem, a jakże, jest reżyser Salvador Mallo, w którego rolę znakomicie wciela się Antonio Banderas.

Ucharakteryzowany tak, że wygląda niemal jak wierna kopia Almodóvara.Za tę kreację nagrodzony został na festiwalu w Cannes, gdzie film miał swoją światową premierę. „Ból i blask” jawi się jak pełen retrospekcji przewodnik po świecie Almodóvara. Pojawiają się tu bowiem wątki i motywy doskonale znane z jego poprzednich produkcji.

Od surowego katolickiego wychowania po pierwsze miłosne uniesienia, od relacji z matką po uczucie, jakim obdarzył kino. Jest też tytułowy ból, w znacznie większym stopniu niż blask, refleksja nad upływającym czasem i nostalgia. Choć chwilami zachowawcze, to kino pełne emocji oraz szczerości, której często tak bardzo brakuje.

BÓL I BLASK
reż. Pedro Almodóvar
Hiszpania
2019  113’
Premiera: 21czerwca

Ocean: 4/5