Filmowe strzały Kuby Armaty [kwiecień]

SCHYŁEK DNIA
reż. László Nemes
Węgry
2018  144’
 
Często się mówi, że prawdziwym testem dla reżysera wcale nie jest udany debiut, a dopiero drugi film. Ma on być papierkiem lakmusowym talentu, autorskiej wizji i warsztatowej sprawności twórcy. Trudno sobie wyobrazić większe wyzwanie niż poprzeczka, jaką do pokonania miał młody węgierski reżyser László Nemes.

Przed czterema laty nakręcił jeden z najlepszych debiutów ostatnich lat „Syna Szawła”, za który odebrał wiele nagród na całym świecie, z BAFTĄ, Złotym Globem i Oscarem na czele. Z wchodzącym właśnie na nasze ekrany „Schyłkiem dnia” łączyły się zatem nie tylko spore oczekiwania, ale i solidna presja. Może nie do końca udźwignięta, bo jednak nie jest to tak dobry film jak poprzedni. Co nie zmienia faktu, że Nemes jest twórcą odważnym i wypracowującym swój własny, autorski styl. Rozgrywający się u progu XX wieku w Budapeszcie film intryguje swoją nieoczywistą konstrukcją.

Pełen jest kontrastów, mylenia tropów, ślepych uliczek, w czym chwilami być może gubi się sam reżyser. Opowieść o poszukiwaniu tożsamości na tle społecznej rewolty jest nierówna. Chwilami wciąga, kiedy indziej nuży (film trwa blisko 150 minut!). Na pewno imponuje od strony formalnej. Zwłaszcza w kontekście zdjęć Mátyása Erdélyego. I choć pozostawia wrażenie lekkiego niedosytu, jest potwierdzeniem, że Nemes to jeden z najciekawszych młodych głosów w europejskim kinie.

Premiera:5 kwietnia
Ocena: 4/5
ŻNIWA
reż. Etienne Kallos
Francja/Grecja/Polska/RPA
2018  102’
Niepozorny debiut z Republiki Południowej Afryki rozkręca się scena po scenie. Choć Etienne Kallos przenosi nas w bardzo konkretne miejsce, jakim jest Wolne Państwo, czyli odcięty od reszty kraju bastion mniejszości etnicznej białych Afrykanerów, mówi o tematach uniwersalnych.

W końcu rywalizacja o dominację, potrzeba ustalenia hierarchii, kwestie związane z męskością czy tolerancją aktualne są pod każdą długością i szerokością geograficzną. W Żniwach poznajemy te zagadnienia przez pryzmat wrażliwego chłopaka imieniem Janno. Wyraźnie nie pasuje on do konserwatywnej, ultrareligijnej lokalnej społeczności. Sytuacja młodego bohatera komplikuje się dodatkowo z chwilą, gdy jego matka przyprowadza do domu osieroconego chłopaka, chcąc zapewnić mu opiekę i dach nad głową.

Napięcie pomiędzy Janno a doświadczonym przez życie Pieterem wzrasta z każdą chwilą. Kallos, za sprawą kamery Michała Englerta (film jest polską koprodukcją), obserwuje swoich bohaterów z zaciekawieniem, ale i narastającym napięciem. To taki film, gdzie podskórnie czuć, że zaraz coś się wydarzy. W tej niespiesznie prowadzonej opowieści inicjacyjnej reżyser umiejętnie odsłania kolejne karty i balansuje pomiędzy kolejnymi emocjami.

Premiera:12 kwietnia
Ocena: 4/5

VOX LUX
reż. Brady Corbet
USA
2018  110’
Brady Corbet to jeden z tych twórców, który nie bawi się w półśrodki. Ceniony amerykański aktor, mający na swoim koncie współpracę z Larsem von Trierem czy Michaelem Haneke, od pewnego czasu zapragnął być także reżyserem.

Śmiało można zaryzykować tezę, że od swoich mistrzów przejął bezkompromisowość, niechęć do chodzenia na artystyczne kompromisy, ale i nieco rozbuchane ego. Widać to było w debiutanckim „Dzieciństwie wodza”, widać i w nowym filmie Corbeta „Vox Lux”. Opowieści o cenie sławy, mierzeniu się z demonami przeszłości, bezlitosnym świecie popkultury… I tak pewnie tematy, jakie stara się podjąć ta produkcja, można by jeszcze przez pewien czas wymieniać.

Zresztą sformułowanie „stara się” jest tutaj kluczowe, bo nie zawsze się to udaje, w efekcie po raz kolejny okazuje się, że co za dużo, to niezdrowo. Corbet sili się na arcydzieło, a wychodzi mu w najlepszym wypadku film niezły. I to raczej za sprawą świadomości w sposobie doboru środków filmowego wyrazu – zdjęć, muzyki, dobrych ról Natalie Portman i Stacy Martin – aniżeli tego, o czym chce opowiedzieć. Choć biorąc pod uwagę, że Brady Corbet ma dopiero trzydzieści lat, i tak jest to dość imponujące.

Premiera: 26 kwietnia
Ocena: 3/5

więcej recenzji Kuby