Ewa Kępys: “Ta podróż zmieniła moje życie” [wywiad]

Fotografka Ewa Kępys niedawno wróciła z Kenii, gdzie nie tylko robiła zdjęcia napotkanym ludziom w towarzystwie Sylwestra Wardęgi, ale także próbowała im pomóc w niełatwej codzienności. Opowiada nam o tym, jak wyglądało spotkanie z dziką Afryką, nie taką którą znamy z katalogów biur podróży, lecz taką która potrafi boleśnie ukąsić – rozmawia Rafał Stanowski

Gdybyś miała jednym zdaniem opisać Kenię, to…

Piękno krajobrazu, porażająca bieda i najszczersze uśmiechy świata.

Jak to się stało, że trafiłaś tam ze swoim aparatem i dużą dawką dobrego serca?

Nie mogłam znieść stagnacji, potrzebowałam jakiejś zmiany w życiu, chciałam zrobić coś dla siebie. Zwierzyłam się z tego youtuberowi Sylwestrowi Wardędze, z którym znam się od kilku lat. Zaproponował wyjazd, który pomógł zrobić także coś dla innych. Coś dobrego. Oprócz Sylwka zmotywowała mnie moja przyjaciółka, absolutnie wyjątkowa Marika Koasidis. Bez niej nie zdecydowałabym się na podróż.

Kenia jest krajem kontrastów, z jednej strony zachodnia turystyka i rozwijający się biznes, z drugiej bieda i ubóstwo. Co Cię najbardziej cię uderzyło?

To, o czym wspomniałam powyżej – choć że większość Kenijczyków to ludzie niezwykle ubodzy, są do życia nastawieni bardzo pozytywnie.

A kiedy wyjmowałaś aparat, by zrobić im zdjęcia, jak reagowali?

Zazwyczaj lokalsom podobało się, że robię im zdjęcia. Czasami podchodzili i pytali, czy mogą zrobić sobie ze mną selfie. Kiedy poszłyśmy razem z Moniką Kołakowską, dziewczyną Sylwka, zapleść sobie afrykańskie warkoczyki u lokalnej fryzjerki, przed drewnianą budką, w której dziewczyna pracowała, stało chyba z 30 osób, robiąc nam sesję telefonami.

Jesteś fotografką posiadającą nie tylko bagaż wiedzy zdobyty w Szkole Kreatywnej Fotografii w Krakowie, ale też osobą pełną ambicji, Twoje kadry zawsze uciekają od banału czy kliszy. Czy pomysł na sesję, którą stworzyłaś był spontaniczny, kogo pokazujesz na zdjęciach?

Zdjęcia powstały w malowniczej wiosce Samburu. Stworzyłam je na potrzeby fundacji Boże Atelier, która umożliwia adopcję na odległość. Sportretowani rodzice z dziećmi okazali się tak majestatyczni, że powstał cykl, który chcę pokazać jak najszerszemu gronu odbiorców.

Znalazłaś się tam z różnymi osobami, które działają w sieci – w jaki sposób wasze osobowości i charaktery ze sobą współgrały, co poczuliście będąc tam razem?

To była istna galeria osobowości – Sylwek, uparty, bezkompromisowy, z którym zawsze miałam świetny kontakt, bo lubię mocne charaktery, ludzi z własnym zdaniem. Monia, jedna z najukochańszych i najbardziej pomocnych osób jakie znam. Hubert, który w wieku 24 lat zwiedził prawie pół świata… i jestem pewna, że wkrótce zobaczy cały, tego mu życzę.

Młoda i zdolna operatorka Magdalena Wawrzonek i całkowicie oddany dzieciakom były bramkarz Polonii Warszawa, Michał Dudek. Jednak najbardziej niezwykłym dopełnieniem tego teamu była kobieta-anioł, siostra Alicja Kaszczuk, która w Kenii mieszka od 12 lat. My, w większości ateiści lub wierzący, ale zdecydowanie nie katolicy, rozmawialiśmy z nią na każdy temat.

To jedna z najbardziej światłych osób jakie poznałam, i chyba najbardziej… dobra. Pełna poświęcenia, zaangażowana, troskliwa. Absolutnie wyjątkowa. Wieczorami graliśmy wszyscy w karty, sącząc lokalne piwo. Byliśmy mieszanką wybuchową.

W filmie podsumowującym wyjazd mówisz, że był przełomem. Powiedz, w jakim sensie, co się zmieniło w Twoim życiu?

Był przełomem dla mnie. Zmienił moją perspektywę patrzenia na świat. Zdecydowałam, że każdą ekstra kasę, którą zarobię, poświęcę na podróże i fotografowanie. Adoptowałam na odległość dwunastoletnią Elizabeth. Chcę pomagać, w każdy możliwy sposób. Zamiast wydać 70 zł na dwa drinki w warszawskiej knajpie, mogę zapewnić dzieciakowi miesiąc nauki, posiłki, opiekę medyczną. Byłam, widziałam ludzi w potrzebie, widziałam siostry które pomagały, widziałam katolicyzm w tej pierwotnej postaci. I było to piękne przeżycie.

Czego najbardziej potrzeba mieszkającym tam ludziom? Jak im możemy pomóc?

Ludzie w Afryce potrzebują edukacji. Młodzież musi chodzić do szkoły, nie do pracy w polu. Dzięki temu skończy się wiara w zabobony, które rujnują życia. Skończy się np. wiara w to, że seks z dziewicą wyleczy z AIDS. Skończą się gwałty i choroby. Dzięki edukacji.

Kiedy tam wracasz?

Jak najszybciej, mam tam bliskich!

 

Rozmawiał: Rafał Stanowski
Zdjęcia: Ewa Kępys

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *