Ethan Hawke: Sztuka jest moim kościołem [wywiad]

Postacie w filmach Schradera, który przecież w przeszłości był scenarzystą Martina Scorsese, bardzo często są pogłębione, ale i próbują się odnaleźć, określić. Co Tobie w życiu pomaga znaleźć taki punkt zaczepienia?

Jedną z tych rzeczy są dla mnie filmy właśnie takie jak „First Reformed”. Pozwalają nabrać perspektywy, nieco odmiennej od tego, co robimy na co dzień. Jestem kinofilem, dużo czasu spędzam, oglądając filmy. Obserwowanie ludzi, którzy mają zbliżone problemy, zagwozdki takie jak my, czy są na podobnym etapie w życiu, sprawia, że przestajemy czuć się osamotnieni. Tak jest też, kiedy czytam scenariusze. Uwielbiam to uczucie, gdy trafiam na bohatera skonstruowanego dokładnie tak, jak ja. Gdy czuję, że podjąłbym dokładnie takie same decyzje. To daje poczucie bezpieczeństwa. Nagle zdajesz sobie sprawę, choć mogło ci się wydawać inaczej, że wcale nie jesteś sam. A każdy z nas ma przecież w sobie wiele różnych obaw.

Ethan Hawke: Sztuka jest moim kościołem [wywiad] Ethan Hawke: Sztuka jest moim kościołem [wywiad] 1
Gattaca- szok przyszłości
Czego dotyczą te Twoje?

Trudno w paru zdaniach odpowiedzieć na tak rozległe pytanie (śmiech). Pewnie to powód, dla którego robimy filmy. To jedna z tych kwestii podejmowanych zawsze, bez względu na czasy czy okoliczności. Wydaje mi się, że presja i desperacja często idą w parze z lękiem przed upływającym czasem, bądź naszą niepewną pozycją w świecie. To trawi ludzi od wieków. Stosunkowo nowym i bardzo groźnym zagadnieniem jest to, że niestety mamy dziś zarówno siłę, jak i możliwości do tego, by zniszczyć naszą planetę. To bardzo niebezpieczne.

To też istotne w kontekście Twojej postaci, bo kryzys wiary i wątpliwości, jakim jest poddana, mogą mieć bardzo poważne konsekwencje. Jest w filmie mocna scena, kiedy ubierasz kamizelkę wypełnioną materiałami wybuchowymi, zupełnie jak terroryści, a potem owijasz się drutem kolczastym.

Nosiłem drut kolczasty cały czas przez dwa miesiące. Nie, żartuję (śmiech). Myślę, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza teraz, w dość niepewnych czasach, ma wątpliwości dotyczące różnych spraw. Nie trzeba wiele, by ludzie poczuli się rozczarowani. To niestety coś, co przychodzi nam dzisiaj stosunkowo łatwo. Niezależnie od tego, jak dużo udało nam się osiągnąć i jak wiele mamy na co dzień, często czujemy się sfrustrowani – sobą, rzeczywistością, która nas otacza. Chcemy być kimś innym, zajmować się odmiennymi rzeczami. Nie mamy pewności, czy zmierzamy w dobrą stronę, a przede wszystkim, czy w taką stronę zmierza świat. Często zastanawiamy się, dlaczego nie możemy być tą osobą, którą chcielibyśmy zostać. Tego wszystkiego doświadcza wielebny Toller. To jest mi bliskie i zmagam się z tym każdego dnia, dlatego nie była to dla mnie żadna abstrakcja. W tej roli mogłem wyładować całe swoje rozczarowanie, obawy, złość. Było mi to potrzebne i dało świeżą perspektywę. Tym bardziej, że wychowałem się w bardzo religijnej rodzinie, choć miało to różne odcienie.

Ethan Hawke: Sztuka jest moim kościołem [wywiad] Ethan Hawke: Sztuka jest moim kościołem [wywiad] 2
First Reformed
Wiara była ważna dla Ciebie?

To ciekawe, bo moja rodzina to prawdziwa mieszanka. Od strony ojca to baptyści. Matka należała do kościoła episkopalnego, z kolei mój ojczym był katolikiem. Wiara otaczała mnie z każdej strony, doświadczałem jej na bardzo różnych poziomach. Te doświadczenia chciałem w jakiś sposób scedować na sztukę, która wydawała mi się najsensowniejszą formą ekspresji tego, co się we mnie kotłowało. To właśnie ona stała się moim prawdziwym kościołem – filmy, książki, rock’n’roll. W tym odnalazłem psychiczną równowagę. „First Reformed” to dla mnie ważne doświadczenie, nie tylko na płaszczyźnie zawodowej, ale i ludzkiej. Dał mi możliwość przepracowania pewnych rzeczy z przeszłości, o których od dawna myślałem. Tego, o czym mówili moi rodzice, bracia, siostry. To wszystko wibrowało w tym filmie. I we mnie.

 

 

Rozmawiał Kuba Armata

Ethan Hawke na wielkim ekranie zadebiutował w młodym wieku, a rozpoznawalność zdobył jeszcze jako nastolatek, grając główną rolę w „Stowarzyszeniu Umarłych Poetów” Petera Weira. Lata 90. to pasmo sukcesów, zagrał m.in. w filmie, którego tytuł jest jedną z największych zagadek polskich tłumaczy – „Orbitowanie bez cukru” („Reality Bites”). Powszechne uznanie przyniosła mu wieloletnia współpraca z guru amerykańskiego kina niezależnego Richardem Linklaterem. Aktorstwo to jednak nie wszystko, bo Hawke jest także utalentowanym reżyserem i scenarzystą.

Written By
More from loungemag
Wielki powrót ceramiki
“Tandem w świecie ceramiki” Julia, z wykształcenia chemik, oraz jej mąż Tomasz, socjolog i fotograf, postanowili...
Więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *