Ekologia w kinie, czyli krótki ranking filmów z “zielonym wątkiem”

Ekologia w kinie, czyli krótki ranking filmów z "zielonym wątkiem"

Hollywood lubuje się w podążaniu za modą. Jeżeli na świecie coraz modniejszy staje się Internet, powstają filmy, traktujące o tym zjawisku; jeśli kontrolę przejmują kobiety świadome, robiące karierę, proszę bardzo, magicy z Fabryki Snów wałkują temat ile tylko się da. Nie inaczej jest z ekologią. Kiedy wyczerpią się już wszystkie inne tematy, albo w wiadomościach pojawia się wzmianka o ratowaniu Ziemi, zaraz zostaje oddelegowana cała rzesza osób, mająca zająć się „zielonym wątkiem”.

Jak to właściwie jest z tym ratowaniem środowiska w filmach? Czy twórcy filmów naprawdę przejmują się ekologią, czy szukają ciekawych, nie przewałkowanych do granic możliwości, tematów? Przyjrzyjmy się najpopularniejszym filmom, mających wątek ekologiczny w tle. Każdy z nich reprezentuje inny gatunek i inaczej podchodzi do problemu ochrony planety. Oto one.

Raport Pelikana (1993 r.)

Adaptacja bestsellerowej książki Johna Grishama z Julią Roberts i Denzelem Washingtonem w rolach głównych. Zawiłości fabuły sprowadzają się do prostego schematu: morderstwa sędziów odkryte przez studentkę prawa (Roberts), prowadzą do milionera, potentata naftowego, który pragnie wydobywać ropę na terenie rezerwatu pelikanów. Na szczęście wszystko dobrze się kończy, dzięki determinacji dwójki głównych bohaterów. Wątek ekologiczny w filmie jest raczej drugorzędny i sprowadza się do zawiązania intrygi oraz tytułu.

Na zabójczej ziemi (1994 r.)

Zanim Steven Seagal się roztył, był prawdziwym herosem kina akcji. Czego on nie ratował: pociągi, statki, dzielnice, nawet więzienia. Ratował co się da. W 1994 roku, u szczytu swojej popularności, ratował nawet nieskażone niczym ziemie Alaski. Jako oddany pracownik rafinerii, ugaszał szyby, dbał o środowisko i wydobywał ropę. Los jednak sprawił, że poznał plany swoich szefów, którzy chcieli kupić tereny na Alasce
i tam zakładać rafinerie. A na to już nie mógł pozwolić. Ekologiczny bój na całego, a raczej dobry pretekst do skopania kilku schwarzcharakterów. Dla chętnych w 1997 roku powstało W morzu ognia, gdzie Seagal broni Kentucky przed substancjami toksycznymi. Niby to samo, ale czy Seagal może się komukolwiek znudzić?

Erin Brockovich (2000 r.)

Jak zdobyć Oscara? Zagrać samotną matkę, wychowującą trójkę dzieci, do tego walczącą z potężnym koncernem, trującym wodę w niewielkim miasteczku. Koniecznie w Stanach Zjednoczonych. Julia Robert po Raporcie Pelikana odpoczęła od ratowania środowiska, ale w 2000 roku powróciła i od razu zgarnęła nagrodę Akademii Filmowej. Opłaciło się. Film oparty na faktach, gdzie walka o środowisko jest całkiem niezłym wstępem do walki z potężną korporacją. Warto wiedzieć, że dzięki walce Erin, sąd przyznał mieszkańcom 333 milionów odszkodowania – najwięcej w historii.

Quantum of Solace (2008 r.)

Nie mogło zabraknąć Agenta jej królewskiej mości. James Bond walczył już ze wszystkimi, podobnie jak Steven Seagal: ze złymi bankierami, z szaleńcami próbującymi opanować świat, doprowadzić do wojny nuklearnej, podbić kosmos – przykłady można mnożyć. Nigdy jednak nie walczył z tak niesamowitym terrorem, jakim jest: firma ekologiczna, będąca przykrywką dla eko-terrorystów. Jakkolwiek by to absurdalnie nie brzmiało, tak właśnie jest. Dominic Greene (wymowne nazwisko głównego schwarzcharakteru) wykupuje tereny na pustyni, szukając złóż słodkiej wody, którą będzie sprzedawać. Na szczęście jego plany pokrzyżuje agent 007. Ciekawostka, zwróćcie uwagę, co Dominic mówi Amerykanom o terenach: „Jak znajdziemy ropę, to oddamy wam ją za darmo”. Czyżby mały pstryczek w nos?

Wall-E (2008 r.)

Wiadome było, że Disneyowi w końcu znudzą się zwierzątka i krasnoludki. Kwestią czasu było, kiedy przeniosą się na roboty. Historia małego Wall-E’go chwyta za serce, nie tylko ze względu na miłość dwóch małych maszyn, ale także z powodu przesłania. Pod płaszczykiem kolejnej, wspaniałej animacji ze stajni magików Disneya, dostajemy ostrzegawczą wizję, co czeka Ziemię za 700 lat, jeśli nie będziemy odpowiednio segregować śmieci. Radzimy zabrać się już do roboty!

Ekologia w kinie, czyli krótki ranking filmów z "zielonym wątkiem"

Avatar (2009 r.)

James Cameron ma jakąś obsesję. Oprócz kilku wyjątków, uwielbia straszyć ludzi tym, co ich czeka. Jak nie Terminatory, to Piranie. Wszystko kręci się wokół środowiska. Tym razem przeszedł samego siebie. Zrobił tak proekologiczny film, że równie dobrze mógłby to być dokument, jak chronić Ziemię. Gdyby tylko nie te niebieskie stwory i ogromne mechy. A co mamy w samym filmie? Niesamowitą faunę i florę, istoty żyjące w zgodzie
z naturą oraz obowiązkowo zły koncern (na dodatek z naszej planety!), który pragnie wydobywać cenne złoża minerałów, nie bacząc na mieszkających tam autochtonów. Wszystko polane sosem baśniowości. A najlepsze w tym wszystkim jest, że całe środowisko zostało wygenerowane… komputerowo.

Mateusz Dykier i Małgorzata Pawłowska