Jak twierdzi doskonale obeznana w temacie Jessica Jacobs, autorka książki Seksturystyka w przestrzeni postkolonialnej, coraz chętniej po nowe seksualne doznania wyjeżdżają także Polacy. Mężczyźni najczęściej wybierają wycieczki do Tajlandii, Wietnamu i Kambodży, rzadziej na Kubę. Sporą popularnością cieszy się także Krym (ten kierunek szczególnie lubią też Turcy, którzy rosyjskie i ukraińskie dziewczyny nazywają Natasza jataszi – czyli „Natasza hop do łóżka”).

O dziwo sekspodróże budzą coraz większe zainteresowanie wśród kobiet, które najczęściej jeżdżą do Egiptu i Tunezji. One jednak – jeśli wierzyć stereotypom – są mniej skłonne płacić za seks, szukają ponoć zwykle emocjonalnej bliskości i romantycznych uniesień.
Barokowy Smak Wilna w Pałacu Paców.
Inne zdanie ma kanadyjska dziennikarka Jeannette Belliveau, która przez ponad dwadzieścia lat podróżowała po świecie, czego owocem jest m.in. książka Romans w drodze. Autorka uważa, że kobieca seksturystyka praktycznie pod żadnym względem nie różni się od tej w męskim wydaniu. Z przeprowadzonych przez nią badań wynika, że najlepsi kochankowie są na Dominikanie, a najbardziej szarmanccy na Barbadosie.
Coś w tym faktycznie musi być. Kilka lat temu głośno było o badaniu przeprowadzonym przez dwie amerykańskie socjolożki na grupie 240 turystek, które wakacje spędzały w dominikańskim kurortach. 1/3 z nich przyznała się do seksu z miejscowymi młodymi mężczyznami – jednocześnie 60 proc. z nich miała świadomość, że decydowali się oni na zbliżenia wyłącznie dla pieniędzy.
