Joanna Kruczek: Patent na torebkę

M.G.: Jesteś projektantką torebek, galanterii skórzanej. Wiem, że wiele osób, które mają swoje marki, pracują również dla wielkich koncernów. Nie miałaś ochoty pójść na etat i mieć spokój, w postaci pracy od 8:00 do 16:00 i zawsze zapewnionego wynagrodzenia? (śmiech)

J.K.: (śmiech) Zawsze interesowało mnie bycie niezależną w swojej pracy. Ciężko, żeby te firmy dały mi taką możliwość własnego rozwoju i budowania marki, jak robię to w marce autorskiej. Nie mam absolutnie nic przeciwko pracy dla koncernów, ale na pewno nie dla koncernów w Polsce. Myślę raczej o koncernach światowych. Mam takie propozycje współpracy, ale rozważam je na razie bardzo ostrożnie.

DNA marki: Patent na torebkę

M.G.: Twoje torebki są niewątpliwie dobrem luksusowym. Po pierwsze, jest ich mała liczba, po drugie są bardzo dobrej jakości. W Polsce nadal funkcjonuje kupowanie na ilość, a nie na jakość. Jak Ty to oceniasz?

J.K.: Moją markę porównałabym do marek, które robią dodatki dla kobiet na światowym poziomie, bo są to ceny skór i materiałów, które kupują światowe domy mody. Torebka, z którą jestem, jest ze skóry, którą kupił też Gucci. Kiedy klientka o tym słyszy, zaczyna zupełnie inaczej patrzeć na produkt – konkluzja do tego, co robi metka. Marka Joanna Kruczek aspiruje do tego, żeby też być postrzegana w ten sposób: „o, to jest z tej skóry, co robi Kruczek”. Jednak potrzeba na to jeszcze lat budowania odpowiedniego wizerunku. Dlatego tej marki nie spotykamy póki co wszędzie, tylko budujemy swoje zaplecze – klienta, który doceni jakość. Ja nigdy nie miałam z tym problemu, ponieważ jeśli przychodzi mój klient, stawia na jakość lub wyjątkowy design, ewentualnie na jedno i drugie. Klient, biorąc tę torebkę do ręki, nie pyta, czemu ona tyle kosztuje. Wręcz przeciwnie, zazwyczaj słyszę: „taka dobra cena?”. Klienci, którzy mieli w ręku 2.55 Chanel czy torebkę Hermesa, biorą mój produkt do ręki i wiedzą o co chodzi. Patrzą na wykończenie; z czego jest zrobiona podszewka, że nie jest to tworzywo sztuczne, nie są to rodzaje jakiejś dziwnej dermy, szycie nie jest krzywe i że jest to inna skóra – nie taka, powiedzmy handlowa, z której szyją wszyscy. Dostawcy skór, z którymi pracuję, zawsze patrzą na mnie ze zdziwieniem, że wybieram te najdroższe i mówią, że jak z Polski zamawiają, to zawsze wszystko takie „handlowe”.

M.G.: Ważna ilość, a nie jakość.

J.K.: Byleby było i byleby z tego dużo uszyć. Dlaczego u projektanta jest drożej? Tego nie wiem. Wiem, dlaczego u mnie jest drożej. Bo budujemy markę na światowym poziomie. Stawiamy na jakość, tę jakość podkreślę potrójnie, bo obejmujemy torebki patentem i robimy wzory, których nie kopiujemy. Myślę, że to jest taka nadrzędna wartość w mojej firmie. Nie kopiuję innych projektantów.

DNA marki: Patent na torebkę

 

M.G.: Twoje torebki są produkowane w Polsce?

J.K.: Tak, są produkowane w Polsce, ponieważ póki co, przy mniejszej ilości modeli, chcę mieć nad tym kontrolę. Kiedy firma się rozwinie, oczywiście rozważam opcję większych zakładów; na razie stawiam na kaletników polskich. Zawsze podkreślam, że jest to produkcja rodzima, która też oczywiście jest droższa niż szycie w Chinach czy w Turcji. Mam za to kontrolę nad precyzją szycia.

M.G.: To co znalazłam u Ciebie, a czego nie ma chyba na żadnej stronie internetowej, ani w żadnym sklepie online, to fakt, że masz SPA dla torebek (śmiech). O co chodzi?

J.K.: Chodzi o to, o co chodzi w każdej mojej torebce, co jest też kluczem i DNA mojej marki – torebka ma nam naprawdę długo posłużyć. Oczywiście, kupujmy ich sobie w sezonie bez liku, natomiast używajmy ich wiele lat. Jeżeli mamy fantastyczną torebkę, którą dała nam mama, babcia; wydałyśmy na nią dużo pieniędzy lub po prostu, mamy do niej wielki sentyment i coś się z nią stało – niech ona nie ląduje w koszu. To jest też taki powrót do korzeni, czyli do szanowania rzemiosła i produktu. Możemy tę torebkę odnowić; zarówno ją odrestaurować, jeżeli chodzi o wygląd skóry, jak i wymienić rączki, podszewkę czy zamek; zakamuflować coś na zewnątrz, co nie jest dla nas estetyczne i dalej użytkować.

Więcej od loungemag
DNA marki – “Rokowa przeszlość” Rage Age
Wierność koncepcji Marka wiernie podąża jednym kierunkiem i wizualnie dobrze na tym wychodzi prezentując...
Więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *