Czy świat mody zdziczał?

Czy świat mody zdziczał?
Choć wiem, że dziki wywołują ostatnio wiele emocji, to nic nie poradzę, że temat przewodni aktualnego numeru od razu przywołał u mnie namyśl wiersz z Akademii Pana Kleksa „dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły. Kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka.” Zaraz potem pojawiło się pytanie: czy świat mody zdziczał?

Możecie się zastanawiać skąd ta myśli. No cóż… dużo wskazuje na to, że do zdziczenia światu mody brakuje już niewiele. I tak np. w lutowym numerze „Elle” w artykule Iny Lekiewicz czytam, że według badań przeprowadzonych przez brytyjski dziennik „The Independent” około 20% kobiet kupuje ubrania jedynie po to, aby zrobić sobie z nimi zdjęcie na Instagram, a następnie zwraca je do sklepu. Serio?!!!

W tym miejscu, jak na prawdziwego prawnika przystało, pojawia się u mnie pytanie, a właściwie spostrzeżenie, że te kobiety muszą robić zakupy głównie przez Internet, bo tylko w takim wypadku można zwrócić je bez problemu w terminie 14 dni, a w przypadku niektórych sklepów nawet 100 dni. Niestety przy zakupach w sklepach stacjonarnych możliwość zwrotu jest zazwyczaj bardzo ograniczona a najczęściej w ogóle wyłączona. Wracając jednak do badań „The Independent”, to dziennikarze przeprowadzający te badania, wskazywali dalej, że dla tych około 20% kobiet, które kupują ubrania tylko na potrzeby zdjęć z hasztagiem #ootd, który nota bene ma już podobno ponad 222 miliony pozycji, pokazanie się drugi raz w tym samym stroju byłoby poniżające. I w tym wypadku również nie umiem lepiej wyrazić zdziwienia niż zapytać znów: Serio?!!!

Całe szczęście, że moja prawie czteroletnia córka, jak dostanie sukienkę, która bardzo się jej podoba, to potrafi w niej przechodzić wszystkie wieczory podczas tygodniowego wyjazdu na wakacje. Podczas tegorocznego wyjazdu na ferie każdego wieczoru chodziła w sukience z konikami Pony, które zrobione są z cekinów i zmieniają się z jednego konika na drugi. Niestety dla mnie, dzieci podobno z tego wyrastają i co ciekawe, dotyczy to zarówno chłopców jak i dziewczynek. Jak bowiem poinformowała mnie ostatnio siedząca obok mnie Pani u kosmetyczki, jej kilkunastoletnia córka stwierdziła, że to „mega obciach” chodzić więcej niż raz w miesiącu w takim samym ciuchu (zwracam uwagę, że chodzi o ten sam ciuch, a nie tę samą stylizację!) i dlatego znów muszą iść na zakupy, bo ona nie ma się w co ubrać, a jak pójdzie w tym samym ciuchu, to rówieśnicy będą się z niej naśmiewali.

Z drugiej strony wszędzie słyszymy, że branża odzieżowa ma bardzo negatywny wpływ na środowisko. Że produkcja odzieży zanieczyszcza środowisko i pochłania za dużo wody. Oczywiście to sprowadza się do tego, że to głównie wina klientów, którzy cały czas pożądają nowych rzeczy i oczekują, że będą one w bardzo przystępnych cenach, co wpływa na jakość materiałów i warunków produkcji odzieży. Ci sami klienci oczekują jednocześnie, że te tanie ubrania będą świetnej jakości i starczą im na lata. No istna schizofrenia.

I jak w świetle tych okoliczności nie mieć wrażenia, że zachowania konsumentów rynku modowego dziczeją?

Jeśli chodzi o prawne aspekty to wcale nie jest lepiej. Z ostatnich doniesień wynika np., że Rihanna pozwała spółkę swojego ojca i jego partnera biznesowego, w związku wykorzystywaniem przez tę spółkę znaku Fenty, który stanowi jednocześnie nazwisko jej ojca w sposób, który może wywoływać wrażenie, że spółka Fenty Entertainment, LLC. (czyli spółka jej ojca), jest z nią powiązana i jest upoważniona do działania w jej imieniu.

Nawet na polskim rynku modowym zawrzało ostatnio w związku ze sprawą pomiędzy właścicielkami bloga picapica.pl i W.Kruk, który jest właścicielem marki Picky Pica. Co zadziwiające i w mojej ocenie trochę dzikie, to fakt, że ostatnio sprawy takie jak ta między Pica Pica w W.Kruk, mają swój początek w mediach społecznościowych. A media społecznościowe mają moc. Widać to było świetnie właśnie na przykładzie tej sprawy. Fala hejtu, która spłynęła na W.Kruk i tempo, w jakim to nastąpiło, była niewiarygodna. To było jak efekt kuli śnieżnej. Każdy post, Instastory napędzało kolejne. Wypowiadał się w zasadzie każdy. I nie miało przy tym znaczenia to czy doszło do naruszenia jakichś przepisów tylko subiektywne odczucie osób wypowiadających się i generalne podejście i przekonanie, że tak jak postąpił W.Kruk po prostu nie wypada. W związku z tym, pytam: czy nie lepiej było najpierw wysłać np. wezwanie do zaniechania naruszeń? Zadzwonić, porozmawiać? Tym bardziej, że jak wynika z oświadczenia zamieszczonego przez W.Kruk, ani właścicielki bloga picapica.pl ani ich pełnomocnicy nie zdecydowali się na sformułowanie roszczeń na piśmie. A na napisanie posta właścicielki się zdecydowały. A przecież logicznym następstwem takiego wpisu i wywołanego nim zamieszania jest konieczność sformułowania roszczeń właśnie na piśmie wraz z uzasadnieniem ich podstaw faktycznych i prawnych.

Oczywiście zgadzam się, że własnych praw i racji trzeba bronić i absolutnie nikomu tego nie zabraniam. Tylko jak się mówi A, to trzeba chociaż wiedzieć, że po A jest B i posiadać plan dalszego działania, jakąś strategię. Dlatego tak istotne, w szczególności w branży modowej, jest zastrzeganie znaków towarowych, a w drugiej kolejności wzorów przemysłowych. Strategię ochrony własnej marki najlepiej przygotować na samy początku. Niestety młodzi projektanci, założyciele marek, nadal uważają, że aspekty prawne można załatwić później, a na starcie najważniejsze są działania marketingowe. Działanie na dziko w aspektach prawnych, na dłuższą metę się nie opłaca i tak naprawdę generuje większe koszty i znacznie więcej nerwów.

Przykładów dzikich, niezrozumiałych zachowań, zarówno konsumentów jak i właścicieli marek modowych jest mnóstwo. Tylko czy to wszystko dzieje się od wczoraj? Czy świat mody zdziczał dopiero teraz, czy może zawsze taki był?

Agnieszka Witońska-Pakulska

Kancelaria Pakulski Kilarski i Wspólnicy