Czy moda na vintage to coś więcej niż chwilowy trend?

Czy moda na vintage to coś więcej niż chwilowy trend?
Odkąd byłam mała, uwielbiałam chodzić do second-handów i wybierać wyjątkowe perełki wśród stert używanych ubrań. Sprawiało mi to przyjemność i nie odrzucał fakt, że noszone były przez inne osoby przede mną. Wraz z koleżankami po szkole chodziłyśmy na cotygodniowe dni „5 zł za kilogram”. Ogromną radość wywoływał w nas fakt znalezienia czegoś oryginalnego w niskiej cenie. Wtedy jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że przekształci się to w coś więcej.

Moda na fast fashion przypadła na okres, kiedy byłam już nastolatką i studiowałam. Sklepy z drugiej ręki odwiedzałam rzadziej, a samo zainteresowanie ubraniami zeszło na dalszy plan. W tym czasie jednak zaszło wiele zmian w naszej mentalności i miłośnicy mody podzielili się na kilka obozów. Albo kupujemy w sieciówkach, albo butikach, albo w lumpeksach. Albo w każdym po trochu. Kupujemy też w internecie, co staje się coraz bardziej popularne, zwłaszcza wśród milenialsów i przedstawicieli pokolenia Z.

Vintage to jakość, nie ilość

Na przekór temu pędowi i trendowi rozwija się podkultura miłośników „lat dawnych”. Osób, które nie godzą się na życie uzależnione od mediów społecznościowych i obsesji zakupów.

Dokonują wyboru świadomie, powoli, zwracają uwagę na skład ubrań oraz ich pochodzenie. Coraz istotniejsze dla konsumenta jest „who made my clothes”. Ludzie łączą się w ruchy, grupy, społeczności skupione wokół spotkań datowania przedmiotów, wycinania magazynów sprzed wieku i wąchania starych książek. W tle puszczają muzykę z winyli. Chcą żyć jak dawniej. Z mediów społecznościowych korzystają, bo jest sposobem komunikacji z resztą świata.

Jedną z takich osób jest Aleksandra, znana na instagramie jako @zonajohna, która prowadzi warsztaty z wyszywania opasek księżycowych, tak popularnych w latach 50. i 60. Podczas warsztatów każda z uczestniczek otrzymuje swój zestaw narzędzi i  w swoim tempie i z wybranych materiałów może stworzyć co tylko chce. Innym przykładem są warsztaty kolażu Pauliny (@mimko), która do tworzenia takich obrazów wykorzystuje stare gazety i książki.

Czy to przejściowy trend?

Czy filozofia ludzi ogarniętych nostalgią za czasami, których nigdy nie mieli okazji doświadczyć lub pamiętają je tylko z wczesnego dzieciństwa? Jedno jest pewne – vintage staje się coraz bardziej stylem życia i przenika przez jego wszystkie płaszczyzny. To już nie tylko styl ubierania się, czy uwielbienie starych przedmiotów. To stan umysłu, który jest pewnego rodzaju sprzeciwem w stosunku do kultury konsumpcjonizmu.

Jak mówi Natalia, właścicielka wrocławskiego sklepu Cindy Vintage: „Dla wielu jest to podróż sentymentalna, pozwalająca przywołać wspomnienia, są też kolekcjonerzy i rekonstruktorzy. Najwięcej osób jednak dostrzega w tych starych rzeczach ponadczasową wartość. Świetnie skrojony płaszcz Burberry z lat 80. to na przykład inwestycja na lata. Taki klasyczny trencz miał z założenia służyć wielu pokoleniom. Jeśli więc nasze ubrania przetrwały dekady, są wykonane z najwyższej jakości materiałów, wówczas częściej korzystamy z usług krawca i szewca. Nie są to rzeczy, które po jednym sezonie wyrzucamy do śmieci”. Taka moda przywraca do łask dawne zawody rzemieślnicze, których wykonawcy mieli przede wszystkim „fach w ręku” i doświadczenie.

Podobnie sądzą dziewczyny prowadzące vintage kawiarnię i sklep Von Schpargau: „Przedmioty przez nas zbierane cieszą ludzi przynajmniej trzy razy. Pewnie cieszyły pierwszego nabywcę. Gdzieś, kiedyś, być może zaraz po wypuszczeniu go z fabryki. Potem cieszyłyśmy się my (naprawdę lubimy rzeczy które kupujemy), a na koniec mamy zadowolonego klienta. Choć jest przecież szansa, że nie będzie on ostatnią osobą, z którą przedmiot zostanie na zawsze”.

Vintage to stan umysłu

U podwalin takiego stylu życia może leżeć, oprócz wspomnianej już wcześniej nostalgii i pasji do kultury, troska o dobro planety i proaktywne podejście do wprowadzania zmian w świadomości społeczeństwa. Chodzi o to, by działania człowieka zmierzały do poprawy naszego i innych ludzi życia. Bezmyślne i kompulsywne zakupy zastępuje się poszukiwaniami wyjątkowych, spersonalizowanych przedmiotów z duszą i historią. Często trafia się również na perełki od marek luksusowych. W kieszeniach zaś, na wyjątkowe liściki lub przedmioty, które stają się pretekstem do opowiedzenia ciekawych historii o ludziach sprzed lat: „Znalezione przedmioty bardzo mnie fascynują i dają pole do fantazji na temat historii poprzedniego właściciela i losów danej rzeczy. Kiedy znajduję jesienny płaszcz z biletem na prom z Norwegii do Danii z konkretną datą 16 marca 1984 roku – moja wyobraźnia szaleje” – wyznaje Natalia.

Istotna jest też jakość przedmiotów. Wiele z nich produkowanych jest z naturalnych materiałów w zupełnie innych warunkach, niż robi się to teraz. Najczęściej używane materiały to len, kaszmir, wełna, bawełna, wiskoza i inne. Wykorzystujemy coś, co powstało wiele lat temu – nie przyczyniamy się do kolejnych zanieczyszczeń planety, niewolniczych prac ludzi za niewielkie pieniądze, czy zabijania zwierząt.

 

Concept store do podróży w czasie

Gdzie można znaleźć takie perełki? Na pewno w vintage store’ach. Pomyłką jest jednak nazywanie ich lumpeksami i second-handami, ponieważ to, co różni te dwa miejsca to fakt, że w sklepach vintage nie znajdziemy „pierwszych-lepszych” ubrań. Są to zazwyczaj selekcje wybierane przez właścicieli takich butików, którzy są akurat zainteresowani tematem, wiedzą jak oceniać wartość i wiek takiego produktu. Wymaga to od nich nie tylko wyczucia stylu i znajomości aktualnych trendów, ale również wiedzy historyczno-kulturowej.

Takie sklepy są również miejscami spotkań fanów przedmiotów i kultury dawnych lat. Wspólne oglądanie filmów z lat 80., słuchanie muzyki z gramofonu, czy tworzenie kolaży ze starych magazynów – wszystko to łączy osoby, które zgodnie z opozycyjnym duchem do ducha naszych czasów – chcą cieszyć się z małych momentów, bo nie pochłania ich wszechobecny pęd. Znudziła ich też słaba jakość ubrań z sieciówek, których pochodzenie nie zawsze jest jasne i wiarygodne. Popularny jest również recykling, odnawianie mebli i tworzenie ubrań ze ścinek. To budowanie nowej jakości na źródłach przeszłości i nadawanie życia nowym przedmiotom w zgodzie z duchem zero waste. W jednym miejscu znaleźć można wszystko, czego dusza zapragnie.

Jak twierdzą dziewczyny z Von Schpargau: „Poruszamy się między rokiem 1950, a 1999 łącząc znaleziska z okresu mid-century modern ze stylem vintage.Dlatego pojawiły się u nas również rzeczy nowe, pasujące do koncepcji m. in. ceramika oraz grafiki i fotografie. Jesteśmy otwarte na prezentację współczesnych artystów i projektantów…ciągle poszukujemy – klasyków i osobliwości”. Ich klientami są osoby lubiące otaczać się przedmiotami z historią, ceniące dobre projekty. Coraz bardziej istotna jest też świadoma konsumpcja i nadawanie przedmiotom „drugiego” życia.

Naprzeciw potrzebom współczesnego konsumenta

A współczesny konsument, mający coraz większe wymagania – chciałby wejść do sklepu – posłuchać dobrej muzyki, wypić kawę, kupić ładne ubranie, przeczytać stary komiks, a to wszystko jeszcze w przestrzeni oddającej ducha konkretnej epoki. Przestrzeni spełniającej wielowymiarowe funkcje.

Taka idea concept store miała swoje początki już w latach 90., jednak teraz staje się coraz bardziej popularna. Ponieważ my – użytkownicy przestrzeni publicznej – poszukujemy z jednej strony nowych bodźców. Bodźców odmiennych od doświadczania zakupów w galeriach handlowych, przy jednoczesnym zachowaniu kompleksowości usług – z drugiej. Chcemy przywiązać się do miejsca i do ludzi. I taką funkcję pełnią właśnie sklepy vintage na czele ze swoimi pełnymi pasji właścicielami. Bo tylko takie osoby skłonne są prowadzić tego typu miejsca.

Dziewczyny prowadzące Von Schpargau same zamknęły sklep na jakiś czas, by po przerwie przekształcić go w kawiarnię: „Kiedy nasz sklep mieścił się jeszcze w Hali Targowej przychodzili do nas ludzie, by kupić żarówki, gwoździe lub proszek na mrówki. Teraz jest troszkę inaczej, jesteśmy w nowej lokalizacji, mamy sklep i przestrzeń z kawą i ciastem więc zaspokajamy więcej potrzeb klientów”.

Moda vintage nie tylko dla freaków

Dla kogo jest taka moda? Nie tylko dla vintage freaków, którzy lubią ubierać od stóp do głów neony. To krzywdzący stereotyp, który nie służy edukacji kulturowej. W takich miejscach można kupić też proste białe t-shirty i standardowe mom’s jeans od Levis’a, ale w dużo niższej cenie. W stanie podobnym do tego z oryginalnego salonu. Sklepy vintage pełnią też funkcję edukacyjną, bo gdzie indziej, jak nie tam znajdziemy eksponaty rodem z muzeum i zaczerpniemy wiedzy od specjalistów w tym zakresie?

Przykładem są właścicielki internetowego sklepu Breslauerin, które tworzą społeczność dziewczyn uwielbiających modę retro. Odnawiają stare ubrania i zachowują pamięć o kulturze sprzed lat. Jak same piszą: „To idea miejsca, w którym rzeczy, niegdyś kochane, mogłyby odzyskiwać dawny blask. W którym królować będzie kobiecość i elegancja, nie ograniczająca się jedynie do konkretnej długości spódnicy czy rękawa – ta, której nie krępują żadne normy czy schematy. W którym coś dla siebie znajdzie dziewczyna w każdym rozmiarze”.

Innym przykładem skupiającym społeczność zainteresowaną tematem vintage może być Biblioteka Ubrań prowadzona przez Martę. Na stronie głównej wypożyczalni widnieje hasło: „Kolekcjonuj przyjaźnie, emocje, nie rzeczy”. Jak sama pisze: „Za cel postawiłam sobie przywrócenie zabawy w modzie w zgodzie ze środowiskiem i bez zbędnego gromadzenia ubrań w szafach. Czerpanie z mody garściami tego, co w niej najwspanialsze, ale bez wyrzutów sumienia i pogoni za trendami”.

Świadoma vintage społeczność

Co ciekawe, modą vintage interesuje się coraz więcej osób niezwiązanych z branżą mody czy kultury. Ostatnio sklep Cindy Vintage odwiedziła asystentka stomatologiczna, która zakupiła buty i dwie sukienki, pod wrażeniem była ich jakości i wyszła ze sklepu szczęśliwa, że zdążyła przed zamknięciem. Mimo tego, że to nadal węższa nisza, a świadomość konsumentów wciąż pozostawia wiele do życzenia – sklepy rozwijają się stają się ośrodkami kulturalnymi i miejscami spotkań miłośników sztuki i kultury. Coraz częściej spotkamy sklepik vintage, w którym jest też kawiarnia i rośliny, niż butik, w którym klient zdoła zaspokoić wszystkie swoje potrzeby.

To dlatego miłośnicy vintage są o krok przed projektantami jeśli chodzi o świadomość i rozumienie potrzeb konsumenta. Ze względu na to, że właścicieli i konsumentów łączy jedna pasja i wspólny cel – dużo łatwiej jest im dotrzeć do potencjalnych konsumentów i tworzyć społeczność.

Wystarczy więc otworzyć umysł i pobawić się modą. Warto czasem odwiedzić takie wyjątkowe miejsca i zamiast zapytać „czy te ubrania są używane?”, przejrzeć kolekcję, dotknąć materiałów i poczuć ducha epoki. O to w tym chodzi. O radość z małych momentów. I o kolekcjonowanie wspomnień, nie tylko swoich.

Alicja Kubów