Czy Madonna nadal jest królową popu?

Czy Madonna nadal jest królową popu?
14 czerwca ukazał się nowy album Madonny – „Madame X”. W ramach jego promocji gwiazda wyruszy w kolejne światowe tournee po USA i Europie. Czy wydarzenia te potwierdzą, że amerykańska piosenkarka jest nadal królową popu?

 

Od tańca do piosenki

Na ulicy, przy której mieścił się w Detroit dom rodzinny Madonny, mieszkali zarówno biali, jak i czarnoskórzy i Latynosi. Rodzice dziewczynki i jej pięciorga rodzeństwa byli bardzo tolerancyjni: to sprawiło, że ich córka czerpała wzorce zachowań z różnych kultur. Matka była gorliwą katoliczką – i podobnie starała się wychować swe dzieci. Zasady wypływające z Dekalogu wypełniała autentyczną miłością, co sprawiało, że nie były one jedynie surowymi restrykcjami.

 

Niestety: kiedy Madonna miała pięć lat, jej matka zmarła na nowotwór. To wydarzenie miało ogromny wpływ na dziewczynkę. Nigdy się z nie pogodziła z odejściem matki – i kiedy tylko trochę podrosła, zaczęła swój ból wyrażać poprzez bunt wobec dorosłych.

Pierwszą wielką pasją w życiu Madonny okazał się taniec. Gdy zaczęła go studiować na Uniwersytecie Michigan, poznała Christophera Flynna, który prowadził zajęcia z baletu. Starszy od niej o 30 lat gej stał się szybko mentorem młodej dziewczyny i wprowadził ją w świat nocnych klubów Detroit.

Za namową swego nauczyciela Madonna postanowiła przeprowadzić się w 1978 roku do Nowego Jorku. Choć chciała tam studiować taniec współczesny, tak naprawdę szybko wpadła na pomysł, aby stanąć przy mikrofonie. Gdy dokonała pierwszych solowych nagrań, podrzuciła je didżejowi z modnego klubu Danceteria, a ten przekazał je szefowi wytwórni Sire.

 

W erotycznym zapamiętaniu

Wydany w 1983 roku debiutancki album Madonny wyróżniał się nie tylko zawartością muzyczną, ale również towarzyszącym mu wizerunkiem wokalistki. Stawiała ona na nowoczesny pop – lecz o zdecydowanie tanecznym charakterze. Proponowała przy tym efektowny i świeży wizerunek: blond włosy, biżuteria w kształcie krzyża, mnóstwo bransoletek, kabaretki i bermudy. Wszystko to sprawiło, że w młodej piosenkarce zakochały się tysiące jej rówieśniczek z całych Stanów. Potwierdziły to koncerty, na które przychodziły tłumy dziewczyn wystrojonych dokładnie jak ich idolka.

Rok później Madonna pojawiła się na gali MTV Video Music Awards w sukni ślubnej i tarzając się na scenie w erotycznym zapamiętaniu zapowiedziała swój kolejny album. „Like A Virgin” okazał się brzmieniowym majstersztykiem, wymodelowanym przez Nile’a Rodgersa z grupy Chic, który miał na swym koncie wielki sukces płyty „Let’s Dance” Davida Bowie. Większość mediów zwracała jednak wtedy uwagę nie na muzykę, ale na towarzyszące jej prowokacyjne teledyski. Tytułowa piosenka z krążka trafiła na pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów, doprowadzając jednocześnie konserwatywną część opinii publicznej do stanu przedzawałowego swą mocno erotyczną wymową.

Całując się ze świętym

Nosząc koszulkę z napisem „Boy Toy” i śpiewając, że jest „Material Girl” Madonna naraziła się również feministkom. W ich oczach młoda gwiazda prezentowała się jako „zabawka” dla facetów – a potwierdzały to jej nagie sesje dla „Playboya” i „Penthouse’a”. Dopiero chwilę później bojowniczki o prawa kobiet zauważyły, że tak naprawdę Madonna wykorzystuje seks jako narzędzie do kontrolowania mężczyzn. W tym celu zamieniała się w ucieleśnienie ich skrytych pragnień – choćby tak, jak na okładce swego kolejnego krążka – „True Blue”, która przyniosła takie hity, jak „La Isla Bonita” czy „Papa Don’t Preach”, czyniąc z albumu najchętniej kupowaną przez kobiety w USA płytę lat 80.

Mając za sobą katolickie wychowanie, Madonna wiedziała jak mocne emocje wywołuje religijna symbolika. Dlatego postanowiła ją wykorzystać do własnych celów – i tak narodził się utwór „Like A Prayer”, do którego zrealizowano śmiały wideoklip, w którym piosenkarka całuje się ze świętą postacią, schodzącą do niej z ołtarza. Wrzawa, jaka podniosła się w Stanach po jego premierze, tylko przysporzyła piosenkarce rozgłosu. Album o tym samym tytule, co wspomniana piosenka, okazał się popowym arcydziełem – i do dziś stanowi najwybitniejsze osiągnięcie gwiazdy. Jego światowy sukces wynagrodził jej nieudane małżeństwo z aktorem Seanem Pennem i fiasko filmowej kariery.

 

Masturbacja na scenie

Lata 90. Madonna przywitała trasą koncertową „Blond Ambition Tour”. Składające się nań występy były szalenie widowiskowe, łącząc taneczne popisy z efektowną scenografią i dynamicznymi wizualizacjami. Najbardziej kontrowersyjnym momentem koncertu była scena symulacji masturbacji w wykonaniu piosenkarki. Seks stał się bowiem wtedy naczelnym tematem kolejnych produktów firmowanych przez Madonnę – płyty „Erotica” i albumu ze zdjęciami „Sex”.

Wokalistka penetrowała na nich swoje seksualne fantazje, stylizując się na diwę w stylu sado-maso. Media nie przyjęły jednak tego dobrze. Gwiazda została więc zmuszona do ocieplenia swego wizerunku, co nastąpiło na kolejnej płycie – „Bedtime Stories” – która zawierała niemal same ballady.

W 1994 roku spełniło się wielkie marzenie Madonny – wokalistka zagrała główną rolę w musicalu „Evita”, a jej występ został zgodnie pochwalony przez widzów i krytykę. Pozytywna energia, którą dzięki temu zyskała, sprawiła że nowy album piosenkarki przyniósł wyjątkowo optymistyczną i energetyczną muzykę. Za takie a nie inne brzmienie „Ray Of Light” odpowiadał brytyjski didżej William Orbit.

Powrót do tanecznych rytmów okazał się dla Madonny udanym posunięciem: jej premierowe piosenki trafiły nie tylko na listy przebojów, ale stały się również klubowymi hymnami. To sprawiło, że do pracy nad każdą kolejną płytą gwiazda zaczęła zapraszać modnych producentów z elektronicznego undergrondu.

 

Na angielskiej prowincji

Kolejnym współpracownikiem Madonny został francuski didżej Mirwais – i to z nim powstał materiał na krążki „Music” i „American Life”. Zawartą na nich muzykę można było usłyszeć podczas wielkiej trasy koncertowej „Re-Invention World Tour”. Madonna promieniała wówczas radością: za sprawą odnalezienia rodzinnego szczęścia u boku reżysera Guya Ritchie i duchowego spełnienia w kabale.

Tak rozpoczął się „dojrzały” okres w twórczości piosenkarki, w którym nie było już miejsca na erotyczne czy religijne skandale. Całe szczęście nie wykastrowało to muzyki wokalistki z tanecznej energii – czego efektem była płyta „Confessions On A Dancefloor”, w której przygotowaniu pomógł jej brytyjski producent Stuart Price.

Tak naprawdę płyta ta okazała się ostatnim udanym wydawnictwem Madonny. Od tamtej pory piosenkarka nagrała jeszcze trzy kolejne albumy, ale żaden z nich nie przyniósł jej przeboju na miarę tych z minionych dekad. Mediom nie umknęło uwadze, że wokalistka skończyła w zeszłym roku 60 lat i bardziej przystoi jej dzisiaj wychowywanie dzieci na angielskiej prowincji niż wywijanie szpagatów w dyskotece.

Wszystko jednak wskazuje, że artystka nie zamierza się poddać bez walki. Jej najnowszy singiel – „Medellin” – śmiało flirtuje z rytmami lubianymi przez najmłodszą publiczność. Piosenka zapowiada kolejny album gwiazdy – „Madame X”, który ukaże się w połowie czerwca. Krytycy już ostrzą pióra, by dopiec gwieździe. Czy Madonnie uda się ich zaskoczyć?

 

PAWEŁ GZYL