BMW 220i Coupe – moc to nie wszystko [test]

BMW 220i Coupe - moc to nie wszystko [test]

Nie trzeba setek koni mechanicznych, by czerpać frajdę z jazdy. Odkryłem to podczas testu BMW serii 2 z dwulitrowym silnikiem pod maską.

Jakie znacie nowe, małe auta z tylnym napędem, w sam raz do sprawiania radości? Mi od razu przychodzi na myśl Mazda MX-5, Toyota GT86, Nissan 370Z, Porsche 718, Alpine A110… Nie ma w tym gronie BMW serii 2. Pojawia się ono w myślach dopiero po dłuższym zastanowieniu i to od razu w wersji M2.

Tymczasem w cenniku bawarskiego producenta są o wiele bardziej przystępne cenowo wersje benzynowe i diesla zwykłej serii 2. Testowana wersja z silnikiem 2.0 o mocy 184 KM plasuje się wśród wymienionej stawki dokładnie w połowie cenowego spektrum. Czy warto patrzeć na małe BMW w innej odmianie niż M?

Spadkobierca E30 coupe

Preferuję raczej inne marki niemieckie, dlatego pięciodniowa przygoda z BMW była dla mnie ciekawym doświadczeniem. Podszedłem do tego samochodu z czystą kartką, bez uprzedzeń i stereotypów. Jego sylwetka od razu przypadła mi do gustu. Nie jest to klasyczne coupe z długą maską i krótkim tyłem. Proporcje tego samochodu bardziej przywodzą mi na myśl dawne auta tego typu, które przypominały raczej dwudrzwiowe sedany.

Jednym z nich było przecież BMW E30, który wydaje mi się najbliższy duchem i charakterem. Interesujące, że dzisiejsza seria 2 jest dłuższa aż o 10 cm niż kultowy przodek w wersji coupe.

Testowany egzemplarz został skonfigurowany w wersji stylistycznej M Sport, o czym informują stosowne logotypy na błotnikach. Sam chętnie dopłaciłbym do takiej opcji, gdyż idealnie pasuje ona do charakteru wozu. Podstawowa ‘dwójka’ wygląda moim zdaniem zbyt grzecznie, a pakiet zderzaków, felgi 18-calowe i podwójna końcówka wydechu robią dużą różnicę.

Seria 2 bazuje na tej samej tylnonapędowej płycie podłogowej, co seria 1. Mimo oczywistego pokrewieństwa ‘dwójka’ stylistycznie poszła swoją drogą, bo dostała zupełnie inny pas przedni i tylny. Moim zdaniem wyszło to na dobre, bo osobiście nie jestem fanem stylistyki kompaktowego BMW 1. Seria 2 coupe nie ma natomiast nic wspólnego z minivanem serii 2 Active Tourer. Tam producent zastosował inną platformę z podstawowym napędem na przód, podobnie jak w X1/X2.

 

Sport, elegancja i… praktyczność

Nie jest łatwo zająć miejsca za kierownicą BMW 2. Fotel osadzony jest nisko i ma dość duży boczek, o który za każdym razem zahaczałem przy wsiadaniu. Bezramkowe drzwi to element, który wyjątkowo polubiłem, bo przy każdym pociągnięciu klamki szyba opuszcza się o 2-3 cm, by umożliwić otwarcie. Daje to wrażenie, że auto jest żywą istotą i tylko wyczekuje na kierowcę chętnego do jazdy. Reakcja na dotknięcie klamki przywodzi na myśl wyposażone w sztuczną inteligencję beemki z filmów o Jamesie Bondzie. Lubię to!

Pierwsze wrażenie w środku jest dość klaustrofobiczne, bo auto wydaje się otaczać kierowcę. Zdecydowanie nie moje klimaty, ale fani bawarskiej marki cenią sobie właśnie to uczucie towarzyszące każdemu modelowi od wielu lat. BMW 220i to typowe 2+2, ale z tyłu mieści się nie tylko dziecięcy fotelik. Jeśli dorosła osoba ma nie więcej niż 180 cm wzrostu, z powodzeniem zmieści się na jednym z dwóch foteli. Na kolana i stopy miejsca jest zaskakująco dużo, ale opadająca linia dachu skutecznie utrudnia podróżowanie. Bagażnik ma aż 390 litrów, więc dla dwóch osób spokojnie wystarczy.

Na pokładzie testowanego samochodu mieliśmy dwie opcje znacząco wpływające na wygląd wnętrza. Pierwsza z nich to tapicerka skórzana Dakota Coral Red wymagająca 5819 zł dopłaty. Zdecydowanie tylko dla koneserów nietypowych konfiguracji, w przeciwieństwie do drugiej opcji. Jest nią sportowa kierownica M obszyta skórą. Cóż, takie kierownice powinny być w każdym samochodzie – grube, mięsiste i odpowiedniej wielkości, bez zbędnych podcięć.

 

Moc to nie wszystko

Gdy już kierowca zajmie miejsce w regulowanym na wszystkie strony skórzanym fotelu ma przed oczami spójne i eleganckie zegary. To nie żaden elektroniczny wyświetlacz ( i chwała mu za to), tylko zestaw klasycznych wskaźników w typowym dla BMW stylu. Pomarańczowych podświetleń nie ma, jedynie w nocy ekranik klimatyzacji ma taki właśnie kolor.

BMW oddaje kierowcy aż 4 tryby jazdy. Oprócz Eco są tam Comfort, Sport i Sport+. Tego ostatniego się nie spodziewałem w zwykłym 220i, a tu proszę. W połączeniu z adaptacyjnym zawieszeniem charakter samochodu wyraźnie się zmienia przy przełączaniu trybów. Comfort jest dobry na co dzień i do spokojnego cruisingu. Różni się od Eco tylko tym, że skrzynia nie zrzuca na luz przy odpuszczeniu gazu.

Za to tryb Sport to zupełnie inna bajka. Auto napina muskuły do generowania jak najszybszych reakcji na polecenia kierowcy. Sama zmiana trybu powoduje redukcję biegu i utwardzenie zawieszenia oraz wspomagania kierownicy. W tym BMW to nadal kierowca jest na piedestale. Radość z jazdy? Zdecydowanie tak! Z kolei Sport+ wyłącza całkowicie ESP pozwalając na zostawienie odrobiny bieżnika na asfalcie.

Silnik 2-litrowy Twin Power w 220i generuje 184 KM i rozpędza ten wóz do 100 km/h w nieco ponad 7 s. To naprawdę mało istotne, bo główną atrakcją ‘dwójki’ jest sposób w jaki ona się porusza. Wszystko jest tak wyważone, ustawione i dopieszczone w kwestii prowadzenia, że inne samochody przypominają bujające się po falach statki przy tej małej bawarce.

 

Systemy klasy światowej

W dobie ekranów dotykowych BMW nadal montuje w swoich samochodach iDrive sterowany zestawem przycisków i pokrętłem. Wygląda na strzał w stopę, ale tylko przez pierwsze 5 minut. Mniej więcej tyle czasu zajmuje zapoznanie się z filozofią tego systemu i dalej nie ma żadnych problemów z jego intuicyjnością. Nie ma też śladów paluchów na ekranie. Jak dla mnie iDrive to najlepszy w tym momencie system multimedialny, który miałem okazję sprawdzić.

Inne systemy w BMW 220i także zasługują na pochwałę. Elektroniczne niańki nie wtrącają się w nasz styl jazdy, a jedynie czynią go skuteczniejszym. W tym całym skupieniu wokół kierowcy ostentacyjne alarmy systemów mogłyby popsuć cały efekt, ale tak nie jest. Auto sprawia wrażenie przyjemnie analogowego, a to rzadka cecha w 2019 roku.
Podwójna osobowość – small turismo

Test BMW 220i odbył się w atmosferze czystej zabawy. Ten samochód jest wręcz stworzony do szybkiej jazdy i wkręcany głęboko pod czerwone pole czuje się jak w domu. Trochę przypomina minione czasy, gdy sportowe auta bazowały na prostocie i zwyczajnym dopracowaniu właściwości jezdnych przy relatywnie niedużej mocy. Przy tym nieduża moc wcale nie jest tutaj koniecznością, bo można kupić to auto nawet z silnikiem R6.

Luksusu także nie brakuje, bo BMW daje możliwość dokupowania całej masy opcji. Mamy więc sportowy feeling, odrobinę luksusu, benzynowy silnik w nadwoziu coupe… a więc Gran Turismo? Trochę tak, ale w wydaniu small. Czuć w tym samochodzie ten klimat transkontynentalnych krążowników, które w szybkim tempie wciągają autostrady, a i na bocznych drogach potrafią pokazać pazur.

Czego więc zabrakło? Zdecydowanie dźwięku.

Dwulitrowa jednostka trochę burczy z wydechu, ale czuć, że to nie jest cecha silnika, a jedynie tłumików. Na wyższych obrotach dźwięk zmienia się po prostu w hałas odejmując punkty za rasowość. Wadę tę da się rozwiązać kupując M240i, ale różnica w cenie wynosi 80 tys. zł w podstawie.
BMW 220i coupe kosztuje cennikowo minimum 151 tys. zł. To jeszcze nie brzmi tak źle, ale po doposażeniu w pakiet M i kilka droższych dodatków cena niebezpiecznie zbliży się do 200 tys. zł. Mimo wszystko to nadal nie jest zła oferta, bo inne małe, sportowe auta segmentu premium kosztują jeszcze więcej.

 

Bartłomiej Puchała
fot. autor oraz Kamil Pawlak Photography
motopodprad.pl

więcej testów moto