BMW 120d xDrive. Nie dla każdego

Jazda

Ale jeśli ten singiel lubi prowadzić, nieźle trafił. 120d jest liderem w swojej klasie, jeśli chodzi o jazdę. Tutaj wszystko – od działania układu kierowniczego, przez nastawy zawieszenia, aż po wspomnianą pozycję za kółkiem – daje znać, że zostało zaprojektowane z myślą o przyjemności kierowcy podczas jazdy po krętej drodze.

BMW 120d xDrive. Nie dla każdego BMW 120d xDrive. Nie dla każdego 1

Co prawda silnik – 190 konny, dwulitrowy diesel mający równe 400 NM momentu obrotowego – na papierze obiecuje sporo emocji, a w rzeczywistości pozostawia pewien niedosyt. Przyspieszenie od zera do setki w katalogowe 6.9 sekundy to wynik godny hot hatcha, ale tak naprawdę wydaje się, jakby nabieranie prędkości trwało tu dłużej. Reakcja na gaz – nawet w trybie Sport – nie jest błyskawiczna, a silnik jest… kulturalny w nabieraniu mocy: rozwija ją liniowo, a turbo nie kopie w plecy. Jestem pewien, że wielu klientów bardzo polubi taką spokojną charakterystykę, ale ja spodziewałem się po niemal najmocniejszym dieslu w gamie (jest jeszcze 224-konna jednostka o oznaczeniu 125d) trochę więcej “ognia”. Dodatkowo, przy przyspieszaniu w kabinie jest nieco zbyt głośno. Na autostradzie jest dość cicho do 150 km/h, później szum powietrza zaczyna być słyszalny.

Na plus należy 120d zapisać, że niewiele pali. Jazda w trasie oznacza wyniki na poziomie 7 litrów na sto kilometrów, a taki wynik można jeszcze zbić, jadąc odpowiednio spokojnie. W mieście Jedynka z dieslem pali o litr, półtora więcej – to nadal bardzo dobry rezultat. Pamiętajmy, że jest tutaj ośmiobiegowy (genialny!) automat i napęd na cztery koła.

BMW 120d xDrive. Nie dla każdego BMW 120d xDrive. Nie dla każdego 2

Co do napędu, uważam, że akurat nie jest niezbędny. Oczywiście, napęd na obie osie poprawia trakcję i zachowanie się auta na śliskiej nawierzchni, ale… i bez niego Jedynka prowadzi się wystarczająco pewnie. Doceniam, że nadal większość momentu trafia na tył i samochód nawet w wersji xDrive ma wyraźnie tylnonapędową charakterystykę (tak, lekki poślizg jest jak najbardziej możliwy). Ale jeżeli ktoś nie mieszka w rejonach górskich, spokojnie może podarować sobie zaznaczanie tego napędu na liście opcji. 7 tysięcy złotych można wydać inaczej.
Ja wybrałbym – w podobnych pieniądzach – 224-konną odmianę 125d, która jest dostępna tylko z napędem na tył. Wtedy ten model jeździłby tak, jak zapowiada to jego agresywny wygląd i rasowy lakier.

Jeżeli już jesteśmy przy kwestii jazdy, nie można nie wspomnieć o zawieszeniu. Wbrew pozorom nie jest twarde, świetnie łącząc komfort z pewnością prowadzenia. Jedynym problemem są tutaj 18-calowe alufelgi, które odbierają nieco komfortu w codziennych zmaganiach ze studzienkami.

Written By
More from loungemag
Najważniejszy jest smak- rozmowa z Robertem Trzópkiem [wywiad]
Wydaje mi się, że to również trend w światowej gastronomii – topowi szefowie kuchni podróżują,...
Więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *